Powściągliwy Dynamitard
Any writard who writes dynamitard shall find in me a never-resting fightard
5 obserwujących
12 notek
9883 odsłony
2762 odsłony

Czy lepiej umrzeć na bezrobociu czy na koronawirusa?

Wykop Skomentuj172

Jest takie przysłowie, że “od smrodu jeszcze nikt nie umarł, a z zimna cała armia Napoleona/od przeziębienia wielu”. Wszyscy twardo walczymy z koronawirusem oglądając netflixa i telewizje a troszczący sią o wszystko rząd planuje wydrukować 100mld zł na pożyczki płynnościowe dla firm. Leszek Balcerowicz i jego akolici są bardzo niezadowoleni z takiego nieortodoksyjnego obrotu sprawy i rwą włosy z głowy.


Ale co to wszystko da? Postawmy sprawę jasno - dopóki nie będzie leku/szczepionki na koronawirusa, dopóty jedyne co możemy zrobić to ograniczać liczbę zachorowań przez kwarantanny, maseczki i siedzenie w domu. Tylko ile można siedzieć w domu, zwłaszcza na wiosnę?


Z z różnych źródeł wiemy, że istnieje zależność pomiędzy poziomem bezrobocia, a wskaźnikiem śmiertelności. To znaczy, im wyższe i dłużej utrzymujące się bezrobocie, tym większa śmiertelność. Mądrzy ludzie piszący poważne artykuły naukowe mówią, że na bezrobociu lepiej nie być, bo wtedy śmiertelność jest 2,5 razy wyższa. Albo, jeśli ufać filmowi Big Short - że każdy punkt procentowy bezrobocia to dodatkowe 5 tys. śmierci rocznie. 


Krakowskim targiem przyjmijmy, że bezrobocie 20% to dodatkowo 4 tysiące śmierci miesięcznie - podczas gdy koronawirus zmorzył 315 osób przez ostatnie dwa-trzy miesiące. Oczywiście to wszystko są nieporównywalne procesy bo zupełnie niekontrolowany wzrost zachorowań może powodować nawet 350 tys. ofiar koronowirusa rocznie. To dużo, ale skądinąd wiemy że samo izolowanie emerytów, maseczki w miejscach publicznych, masowe testy etc. mogą zbić liczbę koronawirusowych zgonów nawet dziesięciokrotnie.


Poza tym nie sam wirus zabija, bo zwiększa też liczbę ofiar przemocy domowej, szansę na depresję i inne cywilizacyjne choroby spowodowane siedzeniem w domu i robieniem wycieczek tylko do lodówki. Ale lockdown też zmniejsza smog, liczbę wypadków oraz pozadomowych przestępstw z użyciem przemocy. Słowem - to skomplikowane, czy jak kto woli: na dwoje babka wróżyła. 


Po co nam lockdown?


Znowu, postawię sprawę jasno: lockdown nie jest celem samym w sobie, służy po to by kupić nam czas. Potrzeba około minimum roku, by wynaleźć szczepionkę. Na tak długo gospodarki zatrzymać nie sposób. Ten czas lockdown w Polsce był po to, żeby przeorganizować służbę zdrowia by łatwiej poradziła sobie z górką zachorowań i nie była głównym miejscem infekcji (tak, większość infekcji koronawirusem jest obecnie w zakładach opieki zdrowotnej, z resztą nie tylko u nas - praktycznie wszędzie na świecie). Bo przy sprawnej służbie zdrowia koronawirus to tylko ciężka grypa, przy niesprawnej to rzeczywiście masowa zaraza cofająca nas do początku XIXw i scen znanych z Janka Muzykanta.


W USA biznes samochodowych z Detroit obiecał wyprodukować dodatkowe 100tyś respiratorów do czerwca. A my co?


Szpitale i powierzchnie szpitalne się znajdą (np. puste szkoły) - brakuje sprzętu a przede wszystkim kadr, bo jak wiemy szpitale to źródło zarazy i przechoruje to pewnie 30%-50% personelu medycznego, więc muszą być wykluczeni z systemu żeby nie potęgować problemu. 


Polska zareagowała bardzo szybko w porównaniu z innymi państwami Europy ale żeby zdusić epidemię i wyplenić wirusa to i tak dwa miesiące za późno [Tajwan wprowadził kontrolę temperatury na lotniskach i zawiesił połączenia z Wuhan pierwszego stycznia. Wiedzą co robią, Tajwan mocno odczuł skutki epidemii SARS jakiś czas temu]. Teraz pozostaje nam zastanowić się jak żyć z tym wirusem by nie przeciążyć służby zdrowia (bo nie chcemy masowych grobów) ani też nie rozwalić zupełnie procesów gospodarczych. Bo jak zabraknie jedzenia, prądu, wody czy nawet błahego internetu to może się przez weekend okazać że “władza warszawska” kontroluje obszar od Dworca Centralnego do Mostu Gdańskiego. A własność to synonim tego co można schować za pazuchę.


Lockdown na szczęście nie jest u nas bezrefleksyjnym kultem cargo (siedzimy w domach bo inni też siedzą) i próbujemy uczyć się na cudzych błędach i próbować wdrażać sprawdzone rozwiązania z krajów które poradziły sobie z epidemią SARS. Tyle że nie będzie to, aż takie łatwe bo nie jesteśmy Koreą (> 80% ludzi w miastach), nie mamy też takiego wysycenia starszej populacji smartfonami by wdrożyć pełny monitoring poruszania się, nie mamy też wielkich producentów które mogłyby wytworzyć tyle niezbędnych gadżetów służących tej inwigilacji. 


A więc wojna!


Nasza mobilizacja społeczna do walki z koronawirusem bardzo przypomina tą wojenną. Przy czym podczas II Wojny Światowej państwa przez które nie przetaczał się front wte i wewte nie zamiast przygotowywać akcję “Burza” w lasach przedstawiały swój przemysł na produkcję wojenną. Więc skoro jesteśmy na wojnie z wirusem, mamy wielki krach gospodarczy, wszyscy wolimy dziś Keynesa od Balcerowicza to czemu nie powtórzyć tamtych wzorców?

Wykop Skomentuj172
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka