Powściągliwy Dynamitard
Any writard who writes dynamitard shall find in me a never-resting fightard
13 obserwujących
53 notki
83k odsłony
  2324   2

Szczepią w cyrku, czyli co dalej z pandemią?

Od razu, dla rozwiania wszelkich wątpliwości, wyjaśnię: sam się zaszczepiłem i uważam, że jak ktoś powyżej trzydziestki się nie szczepi, bez rzetelnych przeciwskazań medycznych, to uprawia bardzo perwersyjny, choć nudny, sport ekstremalny. Przy czym, rzetelne przeciwskazania dotyczą rzeczywistych uczuleń i upośledzeń odporności, a nie lęku przed „eksperymentem” oraz „bezpłodnością” - czyli w wypadku salonowych komentatorów 50+ to nie wiem przed czym, bo nawet nie przed impotencją:) (zwłaszcza, że oryginalna historia dotyczyła szczepionych młodych dziewcząt, no ale dziś jest gender można się identyfikować jak się chce:)

Przy czym, powiedziawszy to wszystko, jednocześnie uważam, że kampania proszczepionkowa w mediach jest zarazem głupia, szkodliwa, podejrzana i nieskuteczna.


Gdzie jesteśmy w kwestii pandemii? Tam, gdzie na początku, czyli w świecie faktoidów medialnych. Bo prawie wszystko, poza powodującym zgon wirusowym zapaleniem płuc, w kwestii covidu dzieje się w „wirtualu”. Czyli wirus owszem, ale przede wszystkim jesteśmy świadkami pandemii obłędu i to po obu stronach barykady („wszyscy zginiemy” vs „fałszywa plandemia”).

Ze zmian na lepsze to widać, że zachodnie, nowoczesne szczepionki (mRNA czyli Pfizer, Moderna, oraz DAN - AstraZeneca i Sputnik) działają lepiej niż szczepionki tradycyjne, co widać choćby w Chile, które zakupiło chińskie szczepionki.

I tu dotykamy pierwszego z obłędów, czyli narracji o „zabójczym mRNA” (a DNA w Sputniku już jest ok:)). Widać dobrze, że nowoczesne szczepionki są o te dwa (wektorowe) albo trzy (mRNA) oczka bardziej skuteczne niż tradycyjne (np. na grypę). Przy czym to i tak nie wystarczy, żeby wirusa eradykować.

Na Zachodzie, po tym jak czwarta fala w Anglii się zwija przy braku obostrzeń widać, że miks nowoczesnych szczepionek oraz odporności stadnej (czyli nadmiarowych zgonów, bo „kto umarł ten nie żyje”) sprawia, iż dziś covid dla zaszczpionych jest groźny jak sezonowa grypa, czyli jest to ryzyko które bylibyśmy w stanie bez problemu zaakceptować, nawet jak ktoś czasem umrze.

Niestety nastroje społeczne, lobbying polityczny i parę innych czynników, tak bardzo nakręciły histerie wirusową, że choć w Polsce i w większości krajów Zachodu, kto chciał ten się już zaszczepił, to nadal mainstream medialny straszy nas rychłym końcem świata. A przecież jako zaszczepieni jesteśmy w miarę bezpieczni. Kto nie chce się szczepić ten ma (załóżmy roboczo) 10x większą szansę na zgon przez covid19, ale jest to de facto jego problem - „volenti non fit injuria”. Wszelkie próby szczepienia na siłę w takim przypadku noszą znamiona tzw „uporczywej terapii”, zwłaszcza w kontekście tego, że szczepienia nie elminują zachorowań oraz transmisji (CDC o maseczkach dla zaszczepionych). Więc skoro liberalny Zachód od dawna uważa, że nie należy ludzi zmuszać do leczenia, to o co im chodzi?

Tyle, że z jednej strony mamy decydentów naprawdę wierzących (albo wylobbowanych na takich), że covid da się z powrotem schować do pudełka, gdy zaszczepi się 60-70-95% populacji. Program #zeroCovid to jest obłęd nr 2 - jest niemożliwe z kilku medyczno-społecznych przyczyn:

1.    Dotychczas udało nam się eradykować jedną chorobę – ospę prawdziwą. I to tylko dlatego, że nabyta odporność jest trwała oraz jest to choroba na tyle groźna, że ludzie się autencznie bali (jak my covidu na wiosnę 2020). Jakby covid miał te 10-15x większą śmiertelność niż ma, czyli 100x większą niż grypa, wtedy byłby porównywalnie groźny co ospa i wtedy byśmy się bili o maseczki FFP2.

2.    Jeśli odporność na covid spada poniżej pewnego progu z czasem (niektóre kraje jak Austria czy Chorwacja już podają daty ważności paszportów szczepionkowych), to trzeba będzie szczepienia powtarzać, ale już skądinąd wiemy, że na każdą kolejną dawkę ludzie są mniej chętni. Tak z lockdownami – na wiosnę 2020 siedzieliśmy w domu, a potem mieliśmy to w nosie. Więc skoro teraz nam się nie uda(ło) wirusa wyeliminować, to on nie zniknie nigdy.

3.    Boimy się mutacji przełamujących obecną odporność, to podobnie jak w wypadku zaniku odporności – jeśli nie udało się nam dziś, to nie uda się nam za rok. Plus, każdy nowy wariant szczepionki musi przejść choć podstawowe testy, więc będzie tak z rok opóźniony w stosunku to najmodniejszego szczepu wirusa. I między innymi dlatego sezonowe szczepienia na grypę dają odporność 50%. (* - to jest bardziej skomplikowane)

4.    Nade wszystko generatorem nowych wariantów nie są nieliczni, niezaszczepieni dziwacy w Europie, tylko wielkie populacje krajów trzeciego świata, gdzie szczepionki nie docierają. Program humanitarny COVAX na razie dostarczył około 10% potrzebnych dawek do krajów obogich.

Czyli tak czy siak, covida nigdy nie wyeliminujemy, nawet jak wszyscy się natężymy niczym Australia:) [WPIS MA DRUGĄ STRONĘ !!]

Lubię to! Skomentuj122 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości