Powściągliwy Dynamitard
Any writard who writes dynamitard shall find in me a never-resting fightard
16 obserwujących
65 notek
101k odsłon
  1053   6

Wojna się jeszcze nie skończyła, a pokój też trzeba wygrać.

Wojna na Ukrainie trwa i pomimo heroicznej postawy Ukraińców czy naszego entuzjazmu w social mediach, nie skończyła się, a sytuacja wcale nie jest taka pewna, jak się nam wydaje. Nie wiemy ile jeszcze potrwają same działania militarne i kiedy nastąpią po nich tak samo ważne działania polityczne i dyplomatyczne. Niezależnie od tego, widzimy już klęskę pierwotnego planu inwazji rosyjskiej. Nawet jeśli plan A Putina nie wypalił, to wojna nie jest jeszcze skończona. Na szczęście widzimy już, że Ukraina zdecydowanie wygrała wojnę informacyjną. Natomiast odrębną sprawą, jest to kto wygra, a kto przegra pokój. Czyli jaki będzie rozkład sił w Europie po wojnie.

Pamiętajmy, że Ukraińcy walczą sami, przewaga militarna jest wciąż po stronie Rosji, a NATO nie zamierza interweniować, chociaż zakres wsparcia przekracza zapewne wyobrażenie wszystkich i bardzo dobrze rokuje. Dla mnie zaskoczeniem jest zwłaszcza poziom penetracji Rosji przez wywiad amerykański, chociażby to że na tydzień przed inwazją na twitterze rząd amerykański opublikował plany inwazji Rosji na Ukrainę. Amerykanie, a nawet prywatne firmy, zapewniają też Ukrainie informacje w czasie rzeczywistym o ruchach wojsk rosyjskich, co jest bardzo ważne. To pomaga w odbudowaniu wiarygodności USA w regionie. 

Dla nas obecnie najlepszą informacją jest to, że wojna ma po stronie ukraińskiej charakter również powstania ludowego, bo wszyscy Ukraińcy oddolnie walczą o przyszłość swojego narodu i państwa. Po pierwsze oznacza to, że nawet jeśli upadnie Kijów (a wierzę, że szybko nie upadnie, bo jego zdobycie będzie dla Rosji po pierwsze bardzo trudne, a po drugie utrzymanie stolicy przy zaciekłym oporze Ukraińców bardzo kosztowne militarnie i politycznie), to oddolnie Ukraińcy dalej będą stawiać opór i walczyć z Rosją dalej, jako lokalna partyzantka, co czyni okupowanie tak dużego kraju jak Ukraina pyrrusowym zwycięstwem. 


Nawet jeśli plan A Putina nie wypalił, to wojna nie jest jeszcze skończona. Na szczęście widzimy już, że Ukraina zdecydowanie wygrała wojnę informacyjną. Natomiast odrębną sprawą, jest to kto wygra, a kto przegra pokój. Czyli jaki będzie rozkład sił w Europie po wojnie. 

Po pierwsze, niezależnie od wszystkiego, Rosja jako interweniujące imperium poniosła klęskę. Dla całego naszego regionu, historycznie lękającego się Rosji, jest to jasny przekaz, że z wojskiem rosyjskim można się skutecznie bić, nawet pomimo dysproporcji sił. A co najważniejsze, nie taki diabeł rosyjskiej armii straszny, jak się maluje. Widać to zwłaszcza w lotnictwie, gdzie Rosjanie, pomimo braku ukraińskiej obrony przeciwlotniczej, nie mają przewagi nad Ukrainą. Oraz w walkach nocnych, gdzie braki nowych technologii ograniczają Rosji możliwości operowania nocą.

Po drugie, Rosja chciała wywrócić układ bezpieczeństwa na Zachodzie licząc na bierność Niemców i Francuzów, a osiąga efekt przeciwny do zamierzonego: Finlandia chce dołączyć do NATO, a europejskie państwa NATO zwiększają wydatki na obronność i współpracują jak nigdy. Niemcy zostały zmuszone do zmiany frontu, Francja okazała się być dużo bardziej antyrosyjska i bojowa, niż się spodziewaliśmy (to wszak ambasador Francji powiedział, żeby Rosja tak nie groziła bronią jądrową, bo NATO też jest sojuszem atomowym). No i z perspektywy Rosjan najważniejsze - horyzont wejścia Ukrainy do UE bardzo się skrócił.

Po trzecie, Ukraina jest teraz narodem w 100% antyrosyjskim, a pamiętamy, że jeszcze nie tak dawno opcja prorosyjska miała zdolność wygrywania na Ukrainie wyborów. Nawet w przypadku porażki Ukrainy, gładkie osadzenie tam marionetkowego rządu po prostu się nie uda. 

Po czwarte, Amerykanie potwierdzili, że poważnie traktują swoje zobowiązania sojusznicze wobec naszego regionu i kolejna polska obawa “Amerykanie nam nie pomogą” redukuje się. Otwiera to dla Polski pole dla załatwienia kilku spraw z Amerykanami: po pierwsze stała obecność i to także ciężkich oddziałów, po drugie większe wsparcie dla modernizacji polskiego wojska, a po trzecie w końcu większe gwarancje bezpieczeństwa. 

Po piąte, wydaje się, że przynajmniej na jakiś czas, bardzo niebezpieczny dla państwa Polskiego sojusz Niemcy-Rosja rozluźni się. Celowo nie piszę o jego zakończeniu, ponieważ w Niemczech cały czas jest bardzo silna grupa interesów prorosyjskich, które może obecnie milczą, ale na pewno nie znikną z dnia na dzień. Niemcy ogłosili strategiczną zmianę (100 mld EUR na wojsko) i mają stać się regionalnym liderem antyrosyjskim. Co może oznaczać, że polskie stronnictwo niemieckie może przestać być prorosyjskie, przynajmniej na jakiś czas.

Po szóste, wszyscy w Europie jasno zrozumieli, że nasz region nie jest rusofobiczny i mamy rację mówiąc, że Rosja nie jest zwykłym partnerem biznesowym, ale używa swoich surowców i zasobów do szantażu i osiągania celów imperialnych. Najtrudniejszym elementem wypychania interesów rosyjskich z Europy będzie właśnie zerwanie tej zależności surowcowej. Polska jest w zasadniczo w lepszej sytuacji niż wiele państw Zachodu jeśli chodzi o możliwość dywersyfikacji dostaw ropy i gazu w swojej historii. Mamy spore pole manewru, dzięki terminalowi LNG w Świnoujściu, połączeniu Baltic Pipe który otwiera nam możliwości dostaw gazu z Norwegii. Ważne są też plany budowy dużych instalacji morskich farm wiatrowych na Bałtyku czy budowy elektrowni atomowych. W tym kontekście, kontrakt na dostawy nawet połowy wolumenu zapotrzebowania na ropę od Saudi Aramco przy okazji sprzedaży 30% udziałów w Lotosie jest bardzo korzystne. 

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka