Jako, że to mój pierwszy wpis, swoisty debiut w tak zacnym gronie, pragnę powitać wszystkich blogowiczów i wiernych internautów salonu 24.
Przygodę z publicystyką zacznę od spraw bieżących. Wybory prezydenckie, teoretycznie osiągają właśnie swoje apogeum. Tymczasem, wyścig prezydencki w obecnej sytuacji, będącej pokłosiem katastrofy smoleńskiej, przebiega w dość zaskakujący, specyficzny sposób. Odnieść można wrażenie, że kandydaci nie wykazują wystarczającej motywacji w ubieganiu się o fotel głowy państwa. Wyścig wyborczy, opierając się na metaforze rywalizacji, powinien wykształcić przeciwników, którzy zbliżając się do mety, przyspieszają tempo i z charakterystyczną dla sportowca wolą walki dobiegają do celu, wykorzystując na ostatniej prostej wszystkie swe siły.
Tymczasem wzrost intensywności kampanii wyborczej, który zarysował się w polskiej rzeczywistości przez ostatnie lata, przyjmuje odmienny charakter. Żadnej prawdziwie poważnej debaty, konkretów, merytorycznej dyskusji.
Dzisiejsze wystąpienie prezesa Kaczyńskiego z pewnością trafia na podatny grunt. Dobroduszny, prostolinijny, skruszony kandydat, który po ogromnej osobistej tragedii, przywołuje hasła wszechobecne w czasie żałoby narodowej. Solidaryzm społeczny, zatarcie antagonizmów partyjnych, współpraca, współdziałanie. Takie hasła zdecydowanie oddziałują na sferę emocjonalną elektoratu. Teza jaka nasuwa się po wysłuchaniu tego programu, to jego brak. Żadnych konkretów, punktów programowych. Mówienie o prowadzeniu polityki zagranicznej w 4 kierunkach- północnym, południowych, wschodnim i zachodnim jest dość uproszczającym sloganem.
Odnoszę jednak wrażenie, że brak wykrystalizowanej wizji polityki dla większości wyborców nie stanowi żadnego problemu. Czym więc kieruje się współczesny polski obywatel ? Ano właśnie czynnikiem decydującym wydaje się być sfera powierzchowności kandydata. Ton wypowiedzi, szeroki uśmiech. Hasła przestają mieć jakiegokolwiek znaczenie. Warunkiem wyboru jest także przynależność partyjna. To własnie kryterium spełnia decydująca rolę. Pis vs PO. Nikogo więc już nie przekonują tezy o niezależności, apolityczności prezydenta. Złożenie legitymacji partyjnej trudno bowiem utożsamiać z bezwarunkowym oderwaniem się od matki- partii. Społeczeństwo polskie nie oczekuje konkretów. Wystarczająca jest wiedza o kręgach aktywności kandydata, panujących tendencjach. Niewielki odsetek skupia się na praktycznych zastosowaniach. Odsetek ten, który nazwać można inteligencją, rozumie mechanizmy funkcjonowania państwa, w swym życiu kieruje się doktrynami. Cała reszta, uczestniczących w wyborach, posiada szczątkową wiedzę, podawaną na tacy przez serwisy radiowe bądź telewizyjne. W takiej i tylko takiej formie rozumie istniejącą rzeczywistość. Masy te więc, niezwykle podatne na manipulacje, kierować się będą kryteriami charakterystycznymi raczej do wyboru miss niż przyszłego prezydenta Polski.
Kończąc swą analizę, stawiam jeszcze jedno fundamentalne pytanie. Dla którego kandydata ten marazm promocyjny jest bardziej korzystny ?
Według mnie jednak czas działa na korzyść marszałka Komorowskiego. Pozycja w sondażach pozwala na spokojne oczekiwanie i dostosowywanie się do formy kampaii prezesa Kaczyńskiego. Komorowskiemu zapewne nie zależy na konfrontacjach, bo te niosą za sobą możliwość potknięcia, spadku poparcia na skutek niepopularnych tez. Tempa kampanii wyborczej nadawać będzie więc Jarosław Kaczyński. Pozostaje mieć nadzieję, że prezes, rozpocznie prawdziwe starcie, podczas którego, ta część społeczeństwa, która kieruje się czynnikami merytorycznymi, będzie miała okazję na podjęcie decyzji opartej na konkretach.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)