Dziadek Paździerzak Dziadek Paździerzak
895
BLOG

22 czerwca 1941

Dziadek Paździerzak Dziadek Paździerzak Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 17

Podobno Hitler miał być lodołamaczem rewolucji i utorować Stalinowi drogę do panowania nad światem. Natomiast „Lodołamacz” Wiktora Suworowa niewątpliwie przetarł szlak, którym coraz częściej podążają historycy II Wojny Światowej. Mark Sołonin, podobnie jak Suworow, twierdzi, że Hitler wyprzedził atak Stalina na Europę zaledwie o kilka dni. W wielu kwestiach rosyjski historyk dochodzi jednak do innych wniosków niż sowiecki ex-szpieg.

Zdaniem Suworowa decydującą rolę w zniszczeniu większości sowieckich wojsk pierwszego rzutu strategicznego odegrał pierwszy, druzgocący atak z zaskoczenia. Sołonin ripostuje – z zaskoczenia można było zniszczyć tylko część przygotowanej do inwazji wojennej machiny Stalina, reszta musiała ocaleć, bo na jej zniszczenie po prostu nie pozwalała ówczesna wojenna technologia. Większość przygotowanych do ataku wojsk była wprawdzie blisko granicy, ale jednak poza zasięgiem artylerii, zaś Niemcy mieli zbyt mało samolotów, by w pierwszym dniu wojny zniszczyć praktycznie całość sowieckiego lotnictwa i zdziesiątkować korpusy pancerne. Nawet biorąc pod uwagę katastrofalne skutki pierwszego ataku z zaskoczenia, Armia Czerwona wciąż górowała nad Wehrmachtem i jego sojusznikami liczebnością i wyposażeniem w nowoczesne środki walki. Korpusy pancerne RKKA, nawet po wielodniowym odwrocie przez ogarnięte chaosem tereny, miały często na stanie więcej czołgów niż nacierające grupy pancerne Wehrmachtu.

Co więc poszło nie tak? Sołonin wskazuje na brak u czerwonoarmistów motywacji do walki. Nie chodzi o tchórzostwo. W Finlandii zmobilizowany kołchoźnik – sowiecki chłop pańszczyźniany – ofiarnie wykonywał nawet najbardziej absurdalne rozkazy dowódców, bo po prostu nie widział innego wyjścia. Zdezerterować? Złapią i powieszą, a rodzina w najlepszym razie trafi do łagru. Zbuntować się, może uciec do „białofinów”? Przecież mała Finlandia i tak wojny nie wygra, a Stalin nie zapomni o zdrajcach. Już lepiej biec z karabinem na zasieki i stanowiska karabinów maszynowych, może nie trafią, może tylko ranią. Natomiast latem i jesienią 1941 roku wszystko wyglądało inaczej. Niemcy to nie Finowie, w pierwszych tygodniach i miesiącach kampanii wiele wskazywało, że idą po zwycięstwo i że czerwone imperium rozsypie się jak domek z kart. Po co więc ryzykować życie? Lepiej uciec, schować się, przeczekać. W najgorszym wypadku nawet iść do niewoli.

W ten sposób wielomilionowe wojska pierwszego rzutu strategicznego Armii Czerwonej, przygotowane do ataku na Europę, z dnia na dzień stały się wielomilionowym tłumem dezerterów i jeńców. Rozkazy dowódców nie były wykonywane, bywały wypadki zabijania oficerów, a nawet generałów próbujących zaprowadzić porządek wśród rejterujących grup żołnierzy. Kontrataki wojsk pancernych załamywały się nad brzegami strumyków, których nie sposób odszukać na mapie. Dopiero sowieckie zwycięstwa pod Stalingradem i Kurskiem spowodowały spadek liczby dezerterów i jeńców do wartości porównywalnych z innymi konfliktami zbrojnymi. Czerwonoarmista znów miał tylko jedną opcję - atakować.

Sołonin pisze emocjonalnie, a jednocześnie rzeczowo. Nie ma dla czytelnika taryfy ulgowej, zasypuje go gradem faktów i liczb, liczy czołgi, samoloty, pociski, zużycie materiałów pędnych, porównuje dane techniczne pojazdów pancernych i długo powstrzymuje się od bodaj zasugerowania wniosków. Suworow w „Lodołamaczu” pisze trochę jak Cezar w swoich „Wojnach galijskich”, elegancko i prosto, prowadzi klarowny wywód, jak dowód matematyczny. Sołonin to bardziej gawędziarz, ale nie jest to gawęda dla grzecznych dzieci, a wojna opisywana przez niego nie przypomina przygód czterech pancernych. I między innymi dlatego jest to książka godna polecenia.

Mark Sołonin: „22 czerwca 1941, czyli jak zaczęła się Wielka Wojna Ojczyźniana”, wyd. Rebis, Poznań 2012

 

"Już dawno nie widziałem dziadka, aż wczoraj w wystawowej szybie odbicie czyjeś; radość rzadka, toż to Paździerzak, ani chybi: łysina, wąs i bródka ta. Nie, nie Paździerzak to, to ja." "Dziadek Paździerzak" - słowa Jeremi Przybora, muzyka Jerzy Wasowski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Kultura