Po prezentacji rządu technicznego profesora Glińskiego znaleźliśmy się w nieco dziwnej sytuacji. Okazało się bowiem, że mamy w Polsce dwie rady ministrów.
Pierwszy rząd, nazwijmy go rządem medialnym, posiada wszelkie polityczne i konstytucyjne podstawy do rządzenia, jednak bardziej administruje, niż rządzi, o ile przez rządzenie rozumiemy podejmowanie decyzji i prowadzenie realnych działań mających na celu rozwiązywanie prawdziwych, a nie wydumanych problemów obywateli i państwa. Rządzić w tym znaczeniu rząd medialny nie bardzo potrafi, nie bardzo lubi i prawdę mówiąc, nie bardzo mu się chce.
Z kolei drugi rząd, techniczny, ma program, pomysły, kompetencje, chęć i zapał, nie ma natomiast szans, aby ze sfery PR przejść do sfery rzeczywistej działalności.
Ministrowie rządu medialnego dobrze wypadają w telewizji (nie dotyczy minister Szumilas), świetnie udzielają wywiadów (szczególnie gdy nikt nie zadaje trudnych pytań), doskonale opanowali operowanie facebookiem i twitterem. Ministrowie rządu technicznego z wyglądu przypominają trochę radę ministrów premiera Cyrankiewicza, ale są fachowcami w swoich dziedzinach.
Ponieważ nie ma póki co szans, by rząd techniczny zastąpił rząd medialny, a szkoda, by potencjał rządu technicznego się zmarnował, to może warto tak zmienić konstytucję, by odtąd funkcjonowały dwa rządy. Niech panowie i panie dobiorą się w pary, jak kiedyś dzieci na włefie i podzielą zadaniami. Minister medialny brylowałby w mediach, chodził od studia do studia, z TVN24 do Polsat News i z powrotem, a resztę czasu spędzałby na balach, rautach, grillach i polowaniach. W tym czasie jego techniczny odpowiednik biegałby po spotkaniach, czytał raporty, podpisywał dokumenty, odpowiadał w sejmie na interpelacje, krótko mówiąc, odwalałby za medialnego całą robotę. Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że wszyscy byśmy na tym skorzystali.
Że co, że to głupie? A teraz jest niby mądrzej?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)