Nie byłem na niedzielnej Manifie w Warszawie ani na poprzedzającej ją debacie i z tego powodu w dalszym ciągu nie znam odpowiedzi na bez wątpienia istotne pytanie, czy „istnieje w Polsce pole na subwersywne, emancypacyjne wykorzystanie symboli narodowych”. Nie wiem również, czy powiodła się próba rozmontowania „polskich heroicznych narracji – przez kobiety, które nie dadzą dłużej zatykać sobie ust ani goździkiem, ani kotwicą”. Nie wiem, jakie relacje „istnieją lub mogą zaistnieć pomiędzy feminizmem, patriotyzmem i nacjonalizmem”. Ba, nie wiem nawet, kiedy symbol Polski Walczącej wzbogacił się o cycki.
Lista przykładów mojej ignorancji jest zresztą dłuższa. Nie wiem na przykład, czy realizacja postulatu zwiększenia obecności kobiet w polityce to rzeczywiście zmiana na lepsze. Kiedyś sądziłem, że tak, ale możliwe obecnie do zaobserwowania przykłady nie wyglądają, mówiąc oględnie, zbyt zachęcająco. Czy pani, które doprowadziła do zatopienia tunelu wzdłuż Wisły, jest na pewno lepszym prezydentem Warszawy niż pan, który ten tunel kazał zbudować? Czy pani, która zapewniała, że przekopano ziemię na metr w głąb, jest lepszym marszałkiem Sejmu niż pan, który urzędował z suką rasy sznaucer? A czy obecność w polityce nauczycielki matematyki z Knurowa, obecnie wroga numer 1 wszystkich dwulatków i ich rodziców, zmienia tę politykę na lepsze czy na gorsze?
(cytaty za: http://www.manifa.org/)


Komentarze
Pokaż komentarze