Wyemitowany przez niemiecką telewizję ZDF serial „Nasze matki, nasi ojcowie” o wojennych losach obywateli III Rzeszy wywołał w Polsce słuszne oburzenie i sprzeciw. Przy czym oburzają się i sprzeciwiają głównie internauci i niektóre media, bo już rząd i minister spraw zagranicznych zachowują się, można by rzec, raczej powściągliwie. Chyba tylko dla zachowania pozorów zabrał głos ambasador RP w Berlinie. Ale czy ktoś jeszcze na serio spodziewa się po platformianym rządzie obrony polskiego dobrego imienia i polskiej racji stanu?
A przecież powinno być zupełnie inaczej. Potrzebna jest zdecydowana, starannie zaplanowana i długoterminowa akcja państwa polskiego. Potrzebny jest minister bez teki, który zajmowałby się wyłącznie reagowaniem na niemiecki eksport ich wojennej hańby i koordynowaniem działań agend rządowych i organizacji pozarządowych w tym zakresie. Wreszcie potrzebny jest bardzo duży budżet na kancelarie prawne, w tym najbardziej prestiżowe niemieckie i amerykańskie. Tymczasem z uprawianą przez niemieckie władze i media polityką zniesławiania Polski i AK walczą obywatele, pozbawieni wsparcia władzy.
Ktoś może powiedzieć, że nie ma się czym przejmować, bo przecież ZDF wyraziła ubolewanie. Otóż te wyrazy ubolewania możemy sobie co najwyżej schować w buty. Nie ma rzecz jasna mowy o wycofaniu serialu z rozpowszechniania. Zapewne zobaczą go jeszcze miliony telewidzów. I każdy z nich zapamięta sobie dobrze, że Polacy to szubrawcy i antysemici, a biedni Niemcy to pierwsze wojenne ofiary tajemniczych, okrutnych nazistów. Metoda działania jest od dawna ta sama: kolejny film, książka, wystawa, konferencja; potem protest; potem dość oględne przeprosiny; sprawa zostaje uznana za załatwioną, a film krąży po kablówkach i internetach, książkę można kupić w każdej księgarni, wystawa krąży po świecie, odbywa się kolejna konferencja. Kłamstwo raźno idzie w świat.
Wojna o pamięć trwa i jesteśmy na najlepszej drodze, by ją przegrać z kretesem.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)