Profesor Pawłowicz potrafi czynić cuda. Sprawiła bowiem, że Jarosław Kuźniar wydał mi się przez chwilę sympatycznym człowiekiem. A przynajmniej było mi go trochę szkoda, gdy usiłował przeprowadzić wywiad z osobą z profesorskim tytułem, która z nieznanego mi powodu zachowywała się jak przekupka. Było mi żal Kuźniara, rozumieją Państwo? Faceta, który nawet nie ukrywa, że nienawidzi, jak to ujął onegdaj, „szalonej, smutnej prawicy”.
Zaryzykuję tezę, iż profesor Pawłowicz i jej cudowna zdolność do budzenia irytacji u widzów/słuchaczy to nie jest to, co pozwoli PiSowi na przyciągnięcie nowych wyborców. A że w sprawie Marszu Szmat być może miała trochę racji? Nie wiem, bo wytrwałem tylko do 3 minuty 53 sekundy wywiadu, ale nawet jeśli pod względem merytorycznym mówiła z sensem, to i tak pewnie nikt nie zwrócił na to uwagi. Tak naprawdę liczy się tylko to, że pani poseł dostarczyła amunicji do strzelania w partię Kaczyńskiego.
Komitet Polityczny PiS powinien w trybie pilnym wprowadzić zasady przydzielania politykom tej partii karnetów na występy w mediach. Karnety powinny być stopniowane, od karnetu pierwszego stopnia, który pozwalałby okazicielowi występować w dowolnym radiu, telewizji, udzielać wywiadu dowolnym pismom i portalom, a nawet przesiadywać w studiach TVN24 i radia TOK FM, po karnet stopnia, dajmy na to, dziesiątego, którego posiadacz mógłby co najwyżej zamienić parę słów z zaprzyjaźnionym dziennikarzem Gazety Polskiej lub Radia Maryja. Oczywiście od czasu do czasu, najlepiej nie więcej niż dwa razy w roku. Optymalnie by było, aby zabierał głos wyłącznie w celu złożenia życzeń na Boże Narodzenie i Wielkanoc. A teraz konkurs: jaki karnet powinna dostać Krystyna Pawłowicz? Karnet dziesiątego stopnia? Otóż nie, dla pani poseł przewidywałbym specjalną kartę NOA (no talking allowed), uprawniającą wyłącznie do wypowiedzi na piśmie oraz do wytężonej pracy w komisjach sejmowych, bez prawa udzielania wywiadów, pokazywania się w mediach i występowania na posiedzeniach plenarnych Sejmu.
***
Awantura wokół wypowiedzi posłanki (pardon: pani poseł) Pawłowicz pozwoliła przy okazji na zaobserwowanie scenki, która stanowi kolejny dowód na to, jak daleko zabrnęliśmy w krainę szaleństwa, obłudy i podwójnych standardów – oto w pewnej telewizji oburzał się na profesor Pawłowicz inny znany naukowiec, mistrz savoir- vivre i bon ton profesor Stefan Niesiołowski, a program prowadziła znana z uprzejmości i dobrych manier redaktor Gozdyra.
***
Skoro już o różnych telewizjach mowa, to jest taki (nomen omen) kanał, o którym od chwili włączenia wiadomo, że jest super. Jest też bardzo pouczający. Za każdym razem, gdy go oglądam, dowiaduję się, jak zły jest Kaczyński, że Kaczyński podpala Polskę, że księża katoliccy to w większości pedofile, że Kaczyński jest zły, że Kaczyński podpala Polskę, że księża katoliccy to w większości pedofile oraz że Kaczyński jest zły. No i że podpala Polskę. A księża katoliccy to w większości pedofile. Natomiast w paśmie przedpołudniowym widz, który nie traci życia tkwiąc w tym czasie w korporacji, może poznać wszystkie zalety kremu na zmarszczki oferowanego w telesprzedaży.
***
W PO podobno mają być jakieś wybory na szefa partii. Nie wiem dokładnie, o co chodzi, nie śledzę doniesień z Partii Miłości, zresztą z fikcji interesuje mnie tylko science fiction. Zaintrygowały mnie jednak słowa Pana Premiera, iż „losy Polski będą się rozstrzygały między wizją PiS i Platformy, tym, co reprezentuje Platforma i tym, co reprezentuje PiS”. Być może nie doceniam siły sprawczej obu dominujących w naszym kraju partii politycznych, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w obecnym stanie naszego kraju losy Polski zależą raczej od tego, jaką wizję tych losów ma Berlin, a jaką Moskwa.
***
Pocytujmy jeszcze Donalda Tuska. „Powinniście zdecydować, czy tę kołderkę zwaną Platformą chcemy ciągnąć w jedną stronę, czy każdy w inną” – tak według Andrzeja Biernata miał powiedzieć Pan Premier na zebraniu zarządu PO. Ta celna metafora przypomniała mi inne słowa, te o postawie czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Tatarzy i kto tam jeszcze się nawinął, a z którego osoba te słowa wypowiadająca chciała wyrwać tyle, by wystarczyło na płaszcz. A gdyby tak premier rządu Rzeczypospolitej na zebraniu najważniejszych polityków swojej partii powiedział: „Powinniście zdecydować, czy nadal ciągnąć czerwone sukno Rzeczypospolitej każdy w swoją stronę, czy raczej pilnować, by się nie rozerwało i zwalczać tych, którzy chcą sobie z niego uszyć płaszcze, koszule, gacie czy inne stringi.” Ciekawe, co by się działo. Pewnie nic, bo nie podejrzewam polityków Platformy o znajomość cytatów z Sienkiewicza.
***
Ale i bez cytowania narodowych wieszczów jest wesoło w naszym politycznym grajdołku. Pewien poseł PO doniósł do prokuratury, że Jarosław Kaczyński nie wpisał jakiejś forsy do oświadczenia majątkowego. Posłowie PiS zrewanżowali się zawiadomieniem o podejrzeniu popełnienia przez rzeczonego posła PO przestępstwa zawiadomienia o przestępstwie niepopełnionym. Papier jest cierpliwy i wszystko przyjmie, ale szkoda mi prokuratora (lub raczej jego asystenta lub aplikanta), który będzie się musiał stracić jakiś przyjemny letni dzień na sporządzenie pisemnego uzasadnienia postanowienia o odmowie wszczęcia lub umorzeniu śledztwa.


Komentarze
Pokaż komentarze