Na początku drugiego w tym roku długiego weekendu majowego można z pewnego dystansu przyjrzeć się temu, co działo się podczas weekendu pierwszego w Kancelarii Prezydenta. Bez wątpienia był to dla Bronisława Komorowskiego i jego pomocników okres wytężonej pracy. Pierwszy maja, Święto Flagi, procesja z czekoladowym orłem, rocznica Konstytucji 3 Maja, przemówienia, obchody, ordery, odznaczenia, happeningi, eventy, kompanie honorowe i pokazy musztry. Niewątpliwie Pan Prezydent konsekwentnie buduje swój wizerunek, a nagromadzenie uroczystości podczas majówki było doskonałą okazją, by tę działalność zintensyfikować.
Jaki to wizerunek, dobrze już widać. Pan Prezydent, wybrany demokratycznie, ale dostojny jak monarcha, dobrotliwy, konserwatywny, przywiązany do tradycji. Polak z dziada pradziada, wąsaty Sarmata (choć z Budy Ruskiej i ogolony), trochę dobry wujek, trochę staroświecki wujaszek – szlachciura, którego, jeśli całować, to, panie dziejaszku, z dubeltówki. Poluje jak Radziwiłłowie, choć obecnie raczej z aparatem fotograficznym. Jest swojski jak bigos, rubaszny, nieco safandułowaty, przyjazny, dobrotliwy. Przemawia, jakby prymas wygłaszał homilię. Gdyby zaczął od znaku krzyża, nikt by się pewnie nie zdziwił. Zdziwienia nie wywołałby zapewne nawet, gdyby zjawił się na konferencji prasowej w stroju świętego Mikołaja i pokrzykując „ho – ho” zaczął wręczać prezenty dziennikarkom, sadzając je uprzednio na kolanach i wysłuchując wierszyków i piosenek.
Mamy więc w Pałacu Prezydenckim polityka, który sprzedaje się jako konserwatywny patriota, przywiązany do wartości rodzinnych i do pewnego stopnia do religii. Trudno powiedzieć, na ile taka narracja jest konsekwencją świadomego wyboru, a na ile po prostu zagospodarowaniem terenu, który został pozostawiony odłogiem przez Donalda Tuska.
Premier, rzecz jasna, ma swoją narrację i swój wizerunek. Odgrywa rolę kompetentnego menedżera, który skutecznie zarządza skomplikowaną machiną państwową, walczy z bezrobociem, dba o bezpieczeństwo i w ogóle sprawia, że jest fajnie. Prywatnie, wiadomo, to swój chłop, ale ma ciężką robotę, więc czasem się zdenerwuje, czasem musi być bezwzględny, ale trudzi się dla naszego dobra, więc tym bardziej Polacy powinni być mu wdzięczni.
Na wszelki wypadek przypominam, że mowa o wizerunkach i Tusk grający profesjonalnego menedżera i zatroskanego o los obywateli premiera jest równie prawdziwy, co – dajmy na to –Tomasz Karolak jako zdolny architekt albo pani grająca w serialu sędzię z wydziału karnego, która musi jeszcze napisać wieczorem trzy uzasadnienia do wyroków w sprawach o morderstwa.
Wizerunek Tuska jest już stary, zużyty i mało kto daje się jeszcze nań nabrać. Co innego image Pana Prezydenta. Jest to wprawdzie, jakby powiedzieli w Misiu, wizerunek grubymi nićmi szyty, ale najwyraźniej ludzie to kupują (podobnie jak przed laty kupowali Aleksandra Kwaśniewskiego), wystarczy zajrzeć do rankingów popularności polityków, w których od długiego czasu prowadzi Komorowski.
Wracając do Komorowskiego - trudno się oprzeć wrażeniu, że budując swój wizerunek w pewnym stopniu naśladuje on - chcąc nie chcąc –Lecha Kaczyńskiego. Podobieństwo, jeśli występuje, dotyczy oczywiście tylko kwestii wizerunkowych. Prezydent Lech Kaczyński naprawdę był patriotą i naprawdę był konserwatystą, przy czym stawiam tezę, iż konserwatystą nie stał się z powodu jakichś wyborów ideowych (bo w sferze politycznej najbliżej było mu chyba do ideałów przedwojennych socjalistów), co raczej dlatego, że świat uciekł daleko, daleko i do tego w zupełnie bezsensowną stronę i ktoś, kto kilkadziesiąt lat temu byłby nazwany po prostu rozsądnym, przyzwoitym człowiekiem, dziś (niekiedy z zaskoczeniem) dowiaduje się, że jest konserwatystą.
Na kwestiach wizerunkowych podobieństwa między Bronisławem Komorowskim a Lechem Kaczyńskim się kończą, gdyż Kaczyński nie tylko prezentował się jako patriota, ale i prowadził politykę opartą na patriotyzmie i polskiej racji stanu, za co przez lata znajdował się na celowniku przemysłu pogardy, a wiele wskazuje, że zapłacił cenę najwyższą. Bronisław Komorowski promuje patriotyzm tak, jak go pojmuje, czyli patriotyzm orderowo – bigosowy. Trudno wskazać jakieś konkretne działanie Pana Prezydenta, mające na celu wzmocnienie państwa, poprawę pozycji Polski na arenie międzynarodowej, wzmocnienie sił zbrojnych czy w ogóle jakąkolwiek zmianę na lepsze. Inaczej niż w przypadku Kaczyńskiego, a podobnie jak w przypadku Tuska, wizerunek nie jest dla Komorowskiego narzędziem do osiągnięcia konkretnych celów politycznych (chyba że za cel uznamy po prostu utrzymanie się przy władzy), a raczej celem samym w sobie. Wiele wskazuje na to, że lokator pałacu przy Krakowskim Przedmieściu przejdzie do historii jako prezydent, który lubił uśmiechać się do kamer, wygłaszać przemówienia o ojczyźnie i patriotyzmie, przyjmować parady kompanii honorowych i wręczać ordery i odznaczenia, ale jeśli chodzi o realną politykę, to był w stanie co najwyżej podzielić się z obywatelami konstatacją, że sąsiedzi lekko nas rozegrali.
Moim zdaniem to nie jest patriotyzm, a co najwyżej wyrób patriotyzmopodobny.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)