Od czasu weta prezydenta do tzw. ustawy wiatrakowej, po lepszej, światlejszej i generalnie pozycjonowanej wyżej intelektualnie, finansowo i moralnie części polskiego społeczeństwa trwa festiwal zachwytów nad energią produkowaną przez turbiny wiatrowe. Równocześnie, w opozycji do wszelakich dobrodziejstw dla klimatu i portfela płynących szerokim strumieniem z obracających się radośnie śmigiełek, przedstawiany jest węgiel. Brudny, czarny, zły, śmierdzący i paskudny. Prześcigający się w rwaniu szat nad koszmarem, którego doświadczać będziemy nie mogąc cieszyć się monumentalnymi, znamionującymi nowoczesność, postęp i dobrobyt kolumnami farm wiatrowych w każdej gminie, przedstawiciele elit próbują nam więc wmówić, że jedyną alternatywą dla paliw kopalnych jest właśnie energia wiatrowa. Nie ma już zbyt dużo miejsca dla wychwalanej przecież wcześniej energii ze słońca, biomasy, wody, czy geotermii. O atomie już nie wspominając, bo odkąd Niemcy odeszli od niego, człowiekowi kulturalnemu i wykształconemu nie wypada tego słowa na a choćby tylko wypowiadać.
Mówiąc krótko, w świecie jeb*ćpisu zaangażowanego, wszystko jest czarno-białe. Socjalizm albo śmierć. Tfu, co ja piszę... Czysty wiater albo brudny wungiel, nic pomiędzy. A gdy ktoś tego nie zauważa lub wręcz neguje, jest tylko tępą PiS*ą, która najwyżej na kopa w dupę zasługuję.
Piszę o tym dzisiaj, bo zauważyłem, że mamy tu do czynienia z identycznym schematem, jak w przypadku imigrantów.
Oni także mają być niczym ożywczy podmuch wiatru dla naszego zatęchłego, nietolerancyjnego i zwyczajnie prostackiego, oczadziałego brudnym węglem, nadwiślańskiego zaścianka. To oni mają sprawić, że wreszcie staniemy się naprawdę europejscy. Niczym Niemcy, tak radośnie nasyceni i nimi, i wiatrakami. A każdy, kto śmie uważać inaczej, jest jak ten roszczeniowy górnik z memów produkowanych przez ludzi, którzy najgłębiej pod ziemią byli w garażu apartamentowca i stąd wysnuwają wniosek, że wszelkie opowieści o trudach i niebezpieczeństwach tej profesji można między bajki włożyć. Gdzieżby tam można było po prostu dobrowolnie i zgodnie z potrzebami ściągać do pracy zainteresowanych nią ludzi z innych krajów. Nie, tu także nie ma nic pomiędzy: Socjalizm albo śmierć. Tfu, co ja piszę... Przymusowe przyjmowanie imigrantów albo wstyd i zacofanie.
Tak oto wygląda świat uważających się za współczesną arystokrację ludzików z chowu mediów mainstremowych. A my zamiast śmiać się im prosto w twarz lub po prostu ignorować, jeszcze z nimi dyskutujemy...




Komentarze
Pokaż komentarze (5)