Nie chcę tutaj piękna jednego z sąsiadów naszych wschodnich opisywać w całej ozdobie, bo nigdy nie miałem przyjemności go odwiedzić. Ograniczę się tylko do krótkiego stwierdzenia, że bardzo symptomatyczna jest reakcja tego kraju na informację o pojawieniu się ptasiej grypy w Polsce. Zakaz importu drobiu i koniec.
A przecież nie tak dawno sam premier Donald Tusk braci naszych Litwinów odwiedzał i logika podpowiada, że wzruszeni tym gestem Bałtowie błahostkę typu kasłające kury powinni zignorować. Szczególnie, że decyzją tą wysuwają się widocznie przed szereg.
Gdybym nie wiedział, że dyplomatołki odeszły w niebyt pomyślałbym, że może chcą w ten sposób Polakom pokazać, że niekoniecznie zapowiadane serdeczne relacje z Rosją mile są przez nich widziane.
Na szczęście widmo Fotygi zanika, toteż bzdura jest to oczywista.
Dyplomację mamy teraz na schwał i przypuszczenie takie jest śmieszne i kupy (niekoniecznie ptasiej) się nie trzyma.
Gdy więc od kolegi swojego dawnego usłyszałem, że podobnie jak w przypadku braku nominacji dla generała Gągora, tak i w przypadku zakazu importu drobiu schorowanego Amerykanie w mniej lub bardziej zakamuflowany sposób nam pokazują, co o sympatiach i planach nowego rządu sądzą, tylko się zaśmiałem.
To oczywista nieprawda. Dobrze wiem przecież, że dyplomacja nie na tym polega. Liczą się nie gesty, a słowa.
A skoro prasa na Jamajce milczy, znak to więc pewny, że politykę polską popiera.
PS Z komentarzy wynika, że informacja na której opierałem się tworząc tę notatkę jest nieprawdziwa. Przykro mi z tego powodu. Nie wiem jednak, jak powinienem się teraz zachować, bo skasowanie jej nie jest chyba uczciwym rozwiązaniem.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)