Mam nauczkę na przyszłość, by nie wierzyć bezkrytycznie w informacje podawane nawet przez tak elitarne medium, jak TVN24.
Wprawdzie niektórzy twierdzą, że prawdziwą jest maksyma niejakiego Gorczakowa, że nie należy wierzyć informacjom nie zdementowanym, to jednak w tym przypadku wydaje się nie mieć ona zastosowania.
Oznaczałoby to bowiem, że coś jest na rzeczy i Litwini faktycznie zakaz jako pierwsi wprowadzić chcieli, ale Unia na ziemię ich sprowadziła. Możliwe, ale przynajmniej dla mnie nieweryfikowalne. Szkoda więc powtarzać.
Cała ta sytuacja z nieprawdziwą informacją o zakazie mogłaby teoretycznie wywołać całkiem ciekawą dyskusję o wiarygodności mediów.
Niby tak, ale po co?
Gdyby przeprowadzić badania, to pewnie okazałoby się, że większość ludzi deklaruje daleko posuniętą ostrożność w dawaniu wiary informacjom medialnym. Sam do tak twierdzących bym się zaliczył.
Prawda jest jednak taka, że nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak potężna jest siła ich oddziaływania. Wierzymy w to, co w telewizorze nieomal bezkrytycznie.
I chociaż moja wczorajsza wpadka wcale nie jest najlepszym przykładem tezę tę potwierdzającym, to dobrze, że miała miejsce.
Przynajmniej przypomniała mi starą piosenkę kabaretu "Tey", tę z pointą, żeby z rezerwą przyjmować to co, mówi wieczorem spiker dziennika.



Komentarze
Pokaż komentarze