19 obserwujących
201 notek
177k odsłon
  2638   0

Samotność długodystansowca - Inauguracja po wyścigu o władzę w USA

Z Internetu
Z Internetu

" Samotność długodystansowca" , to tytuł filmu  Tony Richardsona z 1962 roku, z Tomem Courtney’em w roli głównej. 

Podczas biegania na stadionie, bohater filmu – młody kandydat na przestępcę, a potem długodystansowy biegacz, rozmyśla o swoim życiu; snuje marzenia i wspomina dawne czasy, gdy wszystko wydawało się być inne i obiecujące... O jego przyszłości zadecydował prawny opiekun, sponsor i coach, który zmuszał go do ciągłego biegania na stadionie

Bieganie dawało mu upragnione poczucie wolności, ale on nie chciał biegać jak mu kazał coach, bo chciał biegać po swojemu... W końcówce filmu, mści się na swoim coachu-sponsorze, umyślnie przegrywając długodystansowy wyścig z innym zawodnikiem. Przyszłość i dalsze życie pozostaje pod wielkim znakiem zapytania. 

Podczas biegu, sportowiec-długodystansowiec przebiera nogami, ale ma możliwość rozmyślań, rozważenia rad coacha i rozłożenia sił na zamiary. 

Odwrotnością długodystansowca jest krótkodystansowiec - sprinter, który musi na metę przybiec jak najszybciej i myśleć nie ma czasu... Musi wygrać! 

Sprinterzy biegają na 100 i 200 m, niektórzy biegając skaczą przez płotki... Dystanse od 400 metrów i więcej, należą do biegów średnich, a najdłuższym dystansem do sportowego przebiegnięcia jest bieg maratoński. 

Biegom na zawodach towarzyszą tłumy zebranych na stadionie widzów; zawody transmituje telewizja, komentatorzy przekazują relacje innym mediom... Pełno radości i krzyku. 

Dawno temu, w ostatnich latach liceum i na początku studiów, byłem obiecującym lekkoatletą. Trenowałem na stadionie AZS w Parku Skaryszewskim w Warszawie, na Pradze... Nigdy długich dystansów nie biegałem, zbyt szybko się męczyłem i traciłem oddech.  Byłem sprinterem, ale dobrze też skakałem trójskok i w dal. Przed wynalezieniem „flip-flopu”, nożycowe skoki wzwyż, jakoś mi nie wychodziły. 

Jedną z lekkoatletycznych konkurencji olimpijskich jest sprinterska sztafeta 4X100 metrów... Biegałem w takiej sztafecie na pierwszej, albo ostatniej zmianie... 

Ci, którzy nie biegali; ale również widzowie-obserwatorzy biegów sztafetowych na meczach lekkoatletycznych wiedzą, jaki problem mogą powodować „zmiany”, tj. przekazywanie sobie „pałeczki” przez zawodników... 

Sztafeta 4x100 m rozgrywana jest całkowicie po torach, start jest niski z bloków, każda strefa zmian ma długość 30 m (początek – 20 m od linii startu danej zmiany), strefy oznacza się zwykle żółtym kolorem. 

Problem polega na tym, że zdarzają się przechery... Zawodnikom tej samej drużyny zdarza się przekraczanie strefy zmian, przez co drużyna jest dyskwalifikowana. Wtedy publiczność krzyczy i złorzeczy, a media drużynę piętnują... Zdyskwalifikowani zawodnicy mają do siebie pretensje.

Z przekazywaniem pałeczki w każdej sztafecie jest tak samo – albo zawodnik nie nadąża a inny zawodnik za bardzo się spieszy, albo pałeczka zawodnikowi z rąk wypada; wreszcie – zawodnik przekazuje pałeczkę koledze z drużyny tak, żeby jej nie złapał... 

Utrzymywanie przez lata władzy politycznej jest jak długodystansowy bieg, od 3000 m z przeszkodami, do maratonu włącznie. Trzeba w tym biegu być przeszkolonym i przygotowanym, zarówno do wysiłku, jak  i występujących w polityce (tak zresztą jak w sporcie) naruszania zasad „fair play”.

Długodystansowym biegaczem jest tu Donald Trump; chciał przebiec maraton, ale potknął się na znacznie krótszym biegu z przeszkodami... Kto zmienił dystans i dlaczego?... Wyjaśniane tego potrwa długo. Może się dowiemy, może nie. 

Aliści, w wyścigu o władzę, proces wyborczy jest zawsze - od startu do przekazania władzy zwycięzcy, biegiem krótkodystansowym, jakby sztafetą szybko zdążającą do mety... Meta oznacza władzę, ale również niezłe pieniądze.  

Przepychanki, przekroczenia stref zmian i wyłączenie zasad fair-play są normalnością i kończą się często zerwaniem taśmy... Jeśli zaś pałeczka jest przekazana zawodnikowi konkurencyjnej drużyny w świetle jupiterów, dla przegranego oznacza to zupełną klapę. 

Kibice, widzowie i publiczność, oglądają spektakl na stadionie, ale pałeczkę widzą w telewizorze; z radości podskakują i się cieszą.. Tak to dotąd bywało.  

Dużyna Dems 2020 rozpoczęła sztafetę dobrze przygotowana przez coacha, może byłą ich grupa; trenerzy też prace domowe starannie odrobili... 

Drużyna Reps coacha Trumpa nie słuchała, w nosie dłubała i nie trenowała; o pracy domowej nie pomyślała, podczas biegu pałeczkę sobie wyrywała...Tak to jakoś wyszło, nikt właściwie nie wie dlaczego, albo udaje że nie wie. 

Dems wygrali – teraz dyszą z wysiłku, dyszą i dyszą, a ze wszystkich się śmieją... Reps przegrali - dyszą z wysiłku, ale się nie śmieją... Opuścili głowy i coś tłumaczą... Obwiniają za wszystko coacha; jedni z podwiniętymi, ale inni ze sterczącymi jeszcze ogonami... 

Sędzia zwycięstwo już odgwizdał, protokol zawodów został podpisany, ale parady zwycięstwa jeszcze nie było... Stadion z publicznością czeka, telewizja i inne media – w gotowości bojowej... Służby pomocnicze i specjalnie czuwają, żeby na inauguracji zwycięzcy było spokojnie; alternatywnie, mogą móc chcieć żeby spokojnie nie było, bo publiczność lubi drakę. 

Lubię to! Skomentuj60 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka