Polska pamięć jest jak rzeka która wpada do polskiego morza a potem dostaje się do akwenu międzynarodowych interesów... Każdy Polak jakąś „pamięć” ma; długą luba krótszą, ale są tacy którzy jej w ogóle nie mają... Dla minionych wydarzeń i faktów jes to lepiej lub gorzej.. Alternatywnie - można o nich nie zapominać i klepać się po plecach albo klepać kogoś. W polityce nazywa się to „pojednaniem”.
O przyczynach, przebiegu i skutkach Powstania Warszawskiego przypominać nie zmierzam... ale o pewnych faktach przypomnieć trzeba...W wyniku założenia przez byłych Aliantów Polski, tzw. Żelaznej kurtyny i podziale Europy, najważniejsza część Niemiec weszła w strefę Zachodu... Po zjednoczeniu w 1990 roku, Niemcy przykleiły się do Zachodu na trwałe. Powołanie Nowej Polski i oderwanie się Ukrainy od Rosji, zmieniły najwięcej... Dla wielu, Niemcy zostały przyjacielem Polski a sytuację przypieczętowało przyjęcie Polski do NATO (1993) i UE (2004)... Dodatkowo, wiele zaczęło się zmieniać w stosunkach Polski i Ukrainy - Ukraina najpierw była Polaków przyjacielem .. potem została ich wrogiem... Wszystko było konsekwencją politycznych przeobrażeń na Zachodzie do którego Polska już należała. Zmiany geo-polityczne wynikały z logiki wydarzeń, ale w mgławicy logiki rozmytej... Tematu i problemu "Ukraina" teraz nie poruszam.
Aktualnie, Polska leży w środu trójkąta politycznego Niemcy - Rosja - Ukraina . W zadnym z biegunów trójkąta Polska nie ma przyjaciela... Trudno „all-along” powtarzać starą śpiewkę, że winni są „oni”... To historyczna zaszłość wynikająca ze złej interpretacji historii oraz kompleksu Polaków; to „nakazało” Polakom pamiętać swoje krzywdy i bohatersko wierzyć, że we wszystkim Polska sobie poradzi sama. Pomimo że 63-dniowe Powstanie wytłukło dwie dziesiątki tysięcy powstańców i prawie dwie setki ludności cywilnej, wielu Polaków o tym nie pamięta i żadnych wniosków z tamtych wydarzeń nie wyciąga... Pozstała duma i uprzedzenie.
Po co to wszystko, tutaj i teraz?... Niekórzy politycy i obywatele słusznie uważają, że profil polskiego myślenia politycznego należy zmienić... Trzeba odejść od zaszłości historycznych i zejść z linii obecnej polskiej geo-polityki; w zamian, poporządkować się zasadom ekonomiczno-politycznego pragmatyzmu - tak w skali opinii poszczególnych Polaków, jaki i w relacjach pomiędzy politykami i państwami... Łatwo powiedzieć – ale jak to wykonać?... Pamięć obywatelska i pamięć narodowa powinny iść razem... obecnie, powinni ją zmieniać nowi politycy, nowi liderzy i przywdcy duchowi - nowa polityczna klasa... Do tego potrzebna jest modyfikacja sposobu myślenia; co mogą dokonać tylko media, ale jakie i które środki medialne? ... Ten poblem jest skomplikowany jak Labirynth, nie tylko Polsce... Pojednanie nie jest tym samym co niepamięć. O wszystkich krzywdach pamiętać nie trzeba, ale o patriotycznych urazach zapomnieć należy...
Pomimo powtańczej szramy na głowie, czasowej utracie świadomości i pozbawieniu przez Niemców całego dobytku (i życia) wielu członków naszej rodziny, w liceum chodziłem (za radą ojca) do klasy „niemieckiej"... na studiach wybrałem lektorat niemiecki i przed wyjazdem na zagraniczną praktykę studencką IASTE, zdałem egzamin ze znajomości języka niemieckiego; przydał się na początku kariery inżynierskiej w latach 60. Potem przyszedł angielski i inne ... do dziś potrafię "szprechać” i porozumiewać się po niemiecku... Poznawałem ich książki (w tłumaczeniach), sztukę, muzykę i kulturę ... Podczas przesłuchiwania z płyty lub kasety „Niebelungów” Wagnera, nadal dostaje dreszczy... do końca nie zrozumiałem „fenomenu” Goethego i zawsze złożeczyłem na czasowniki pojawijące się na końcu zdania... Z Niemcami i moją niemczyzną bywało różnie... Uważam jednak, że przemyślane i skalkulowane formy polskiego pojednania z Niemcami są konieczne.
„Nieprzyjaciela albo wroga trzeba poznać”... „Podobne leczyć podobnym”... szramę na głowie od odamka niemieckiej bomby mam do dziś ... Niemcy jako kraj poznałem nieżle, mamy tam kuzynów, miałem tam wielu znajomych i przyjaciół... Jednak za Niemcami nie przpadam i po wszystkich swoich doświadczeniach sądzę, że Niemcy jako kraj nigdy przyjacielem Polski nie będzie.. Ale to nie oznacza że będę się na nich gniewał, dąsał i z nimi nie rozmawiał... Do czasu zawodowej emerytury i dwa lata po niej, pracowałem w firmie niemiecko-polsko-amerykańskiej; właściwie, miedzynarodowej... Wtedy bywałem w Niemczech często, ale z Niemcami rozmawiałem po angielsku – (nicht fejsztejen). Niełatwo i okrężną drogą, dowiedziałem się że moja firma pod Stuttgartem w czasie wojny produkowała, m.in. urządzenia naprowadzające do Sztukasów (Junkersów 87) które w Powstanie bombardowały Warszawę... Ja wiedziaem i oni wiedzieli że ja wiem; chyba dlatego nie dostałem niemieckiej emerytury...
Ludzim młodym doradzać i o czymś przekonywać, już nie potrafię ... Tutaj tylko pokazuję palcem, że mały powstaniec warszawski na ilustracji przed treścią notki był dzieckiem i sam z siebie powstańcem nie został... wciągnęli go ludzie mniej lub bardziej dorośli... Wtedy publicznego audytu politycznych wydarzeń nie było, teraz jest to nagminne... Obecnie, polskie dzieci namawiają publicznie inne dzieci, do nowej wojny albo powstań ... Dzieci, źle się bawicie.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)