95 obserwujących
3440 notek
1967k odsłon
  318   2

Jak przekształcić sprawną armię w bandę złoczyńców?

  Wystarczy do tego, by dowodzący armią oficerowie tolerowali grabieże, gwałty i morderstwa, jakich dopuszczają się żołnierze, a nawet zachęcali do nich. Jeszcze skuteczniejsze jest pobłażanie dla tych, co "kryją się przed wrogiem i dowódcą". Degrengolada będzie postępowała błyskawicznie, a skutki będą opłakane. Podam dwa historyczne przykłady z połowy lat 90-tych XX wieku.

  Pierwszy to sprawa konfliktu między Hutu a Tutsi w Rwandzie {TUTAJ(link is external)}. Zbrojne oddziały Hutu postanowiły w 1994 roku wymordować wszystkich Tutsi. Przez 100 dni trwały masakry w których zginęło kilkaset tysięcy ludzi. Zajęte mordowaniem wojsko Hutu nawet nie zauważyło ofensywy partyzantki Tutsi, która ich pokonała. Ponad trzy miliony Hutu zbiegło do Konga, gdzie wzięli się za nich tamtejsi Tutsi. I tę wojnę Hutu przegrali. Musieli wrócić do Rwandy. Dyktatorską władzę w tym kraju przejął Paul Kagame, przywódca Tutsi. W linkowanym powyżej tekście czytamy:

  "Rwanda może być dzisiaj przykładem rozwoju gospodarczego, czystości na ulicach. Jednocześnie jest przykładem więziennego porządku, w którym każda krytyka prezydenta kończy się procesem albo ucieczką z kraju. Wprowadzając takie brutalne i bezwzględne rządy, prezydent Kagame doprowadził do sytuacji, w której zemsta za zbrodnie była niemożliwa. Zabronił używania pojęć etnicznych, zakazał mówienia o Hutu i Tutsi. Ogłosił, że wszyscy są Rwandyjczykami i dzisiaj za odwoływanie się do pochodzenia etnicznego grozi więzienie pod zarzutem podżegania do waśni społecznych. To pojednanie zostało ludziom narzucone i nie mieli innego wyjścia, jak tylko żyć po sąsiedzku – ofiary ze zbrodniarzami.".

  Drugi przykład to Serbowie z byłej Jugosławii, a w szczególności ci z Bośni i Hercegowiny. Za czasów Tity armia jugosłowiańska była bardzo silna - nawet Rosjanie się jej bali. Decydującą rolę w niej odgrywali Serbowie. Jednak po dojściu do władzy Slobodana Milosewicia głoszona przez niego idea "Wielkiej Serbii" przyczyniła się do wybuchu wojny domowej w latach 1992 - 1995. Milosewić nakazał serbskim wojskom w Bośni gwałcenie Muzułmanek i nie miał nic przeciwko licznym masakrom cywili. Skutek takiej polityki był żałosny. Czytamy {TUTAJ(link is external)}:

  "Sojusz Północnoatlantycki rozpoczął pierwszą ofensywną kampanię wojskową od czasu swego powstania, przeprowadzając szereg uderzeń lotniczych na serbskie oddziały w czterech ocalałych do tej pory zakazanych dla nich strefach bezpieczeństwa oraz na elementy serbskiego systemu obrony powietrznej na terenie Bośni i Hercegowiny. Skutkiem operacji „Deliberate Force”, 14 września Serbowie zgodzili się wycofać ciężki sprzęt spod Sarajewa. Dzień później oddziały chorwackie, które wkroczyły do Bośni, wspólnie z wojskami chorwacko-bośniackimi uderzyły na Serbów. Połączone siły doszły w październiku pod Banja Lukę (największe miasto serbskie w Bośni), zdobywając znaczną część serbskich terenów. 12 października weszło w życie zawieszenie broni (nie wszędzie przestrzegane). 11 listopada rozpoczęto negocjacje pokojowe i 10 dni później został zawarty układ w Dayton kończący wojny w Chorwacji i Bośni. Tym razem przegrywający wojnę Serbowie przyjęli plan Grupy Kontaktowej, który odrzucili kilkanaście miesięcy wcześniej. 14 grudnia 1995 roku prezydenci Republiki Bośni i Hercegowiny – Alija Izetbegović, Chorwacji – Franjo Tuđman i Serbii – Slobodan Milošević podpisali układ z Dayton. Podpisy te zakończyły formalnie dwie wojny, które były najkrwawszymi wojnami w Europie od 1945 roku.".

  Cztery lata później Serbowie stracili także Kosowo. "Wielka Serbia" stała się całkiem mała.

  Obecnie śladami Hutu i Serbów podąża armia rosyjska na Ukrainie. Codziennie mamy wciąż nowe doniesienia o dokonywanych przez nią grabieżach i morderstwach. Wyraźnie mniej zapału ma ona do walki na froncie. Przez prawie dwa miesiące zdobyła tylko Chersoń, większą część Mariupola oraz tamę w Kachowce. Z północnej Ukrainy i okolic Kijowa została przepędzona. Zapowiada teraz wielką ofensywę na Donbas. Jak na razie mija właśnie pięć dni - i nic. Zobaczymy - co będzie dalej.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka