Wielokrotny mistrz świata w rzucaniu niemożliwych do spełnienia obietnic a jednocześnie premier naszego kraju, w 2007 roku (przed wyborami) mówił że tylko facet niemający prawa jazdy może godzić się na instalację kolejnych fotoradarów na naszych drogach. Po wyborach miało być więc mniej fotoradarów lub przynajmniej nie więcej. Zaskoczenia wielkiego nie ma- obecnie mamy 2 razy więcej fotoradarów na drogach niż w czasie gdy lider ówczesnej opozycji wypowiadał powyższe słowa, a do końca przyszłego roku liczba ta ma się znów podwoić osiągając wynik ponad 600 urządzeń na terenie całego, pięknego kraju.
Niewiele jest w Polsce kwestii w których Polacy są tak zaskakująco zgodni. Kierowcy nienawidzą fotoradarów, uważają że to sposób na łupienie ich z pieniędzy a nie na poprawę bezpieczeństwa na drogach.
Po Polsce każdego dnia jeżdżą tysiące mistrzów długich prostych, desperatów czy niedzielnych kapeluszników. Wszyscy oni przez swoją zbyt szybką jazdę powodują olbrzymie zagrożenie. Nie można uciec od smutnej konstatacji że mamy jednych z najgorszych kierowców w Europie.
Ale czy na pewno? Każdy kto podróżował samochodem po krajach Europy zauważył że pojazdy z polskimi numerami za granicą na ogół jeżdżą zgodnie z przepisami. Czy więc polscy piraci drogowi nie wyjeżdżają za granicę? Wyjeżdżają, ale swoją ułańską fantazję zostawiają na przejściach granicznych . Problem tkwi więc w fatalnej organizacji naszych dróg które w skali stresogennych mogłyby konkurować z głównymi arteriami komunikacyjnymi w Bombaju czy Stambule. Wierzę w polskich kierowców i ufam że gdyby mieli do dyspozycji drogi takie jak w zachodniej Europie jeździliby spokojniej. Bo przecież nie chodzi o to, że w Polsce czujemy się swobodniej i nie wstyd nam za nasze wybryki. Takiego optymistycznego scenariusza się trzymajmy bowiem na sieć dróg z prawdziwego zdarzenia pewnie przyjdzie nam jeszcze poczekać.
We wspomnianych krajach zachodnioeuropejskich fotoradar to nic nowego. Od dawna jest ich tam dużo. Czy rzeczywiście fotoradar to samo zło?
Sformowanie takiego pytania pozwala oczekiwać, że zaraz padną argumenty że na korzyść bezdusznej maszyny. Nie będzie jednak wielkim zaskoczeniem odpowiedź jaką uwielbiają dawać prawnicy: to zależy.
Pomijając odsetek fotoradarów ustawionych w skrajnie niepotrzebnych miejscach które służą jedynie jako maszynka do reperowania gminnych budżetów lub tych używanych przez strażników miejskich w celach podobnych należy stwierdzić, że jednak większość z nich stoi w miejscach:
a/ gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości ze względu na przejście dla pieszych, skrzyżowanie itp.
b/ szczególnie niebezpiecznych co potwierdzają statystyki kolizji i wypadków w danym miejscu.
Czy ograniczenie prędkości i groźba drogiej fotograficznej pamiątki na pewno jest czymś niepożądanym? Nie oszukujmy się- same znaki zmniejszające limit prędkości lub zupełnie chybione tzw. Czarne Punkty dla wielu z nas nie robią większego wrażenia. Nie z powodu ignorancji, buty czy pośpiechu- najczęściej powodem jest przeświadczenie że doskonale kontrolujemy sytuację na drodze, to, że jedziemy odrobinę szybciej niż wskazują limity nie przeszkodzi nam przecież w odpowiednim momencie zahamować, wykonać manewr dlatego pozwalamy sobie na więcej. Oczywiście jest to przeświadczenie błędne choć większość z nas uważa się za dobrych kierowców. O tym że każde 10 km/h w pędzącym samochodzie wydłuża drogę hamowania o kilka lub kilkanaście metrów nie trzeba nikogo przekonywać. Fotoradar działa jak perspektywa wywiadówki w szkole, sprawdzenie listy obecności na zajęciach akademickich, obecność szefa za ścianą w biurze, zakaz palenia w knajpach - mobilizująco. Taki „bat” jest większości z nas potrzebny. Na drodze każdy kierujący ma pod nogą nie tylko swoje życie ale i otaczających go uczestników ruchu. Oczywista oczywistość.
Dla tych którzy nie mają wystarczająco silnej woli wymyślono fotoradary.Jak każdy tego typu straszak są niepopularne i nie brak ich krytyków.
Jak jeździ się na sporej części dróg w Polsce niestety wszyscy wiemy. To że stan dróg i zła infrastruktura jest jedną z przyczyn wypadków również wiemy. Ale to że rozpędzony granatowym focusie przedstawiciel handlowy jest potencjalnie większym zagrożeniem czasem zdajemy się zapominać.
Wracając więc to postawionego powyżej pytania. Jak zdrowo podchodzić do fotoradarów?
Należy piętnować straż miejską za próby bezczelnej pułapek na kierowców w miejscach których nie wymagają tego oraz działania ITD.
Spróbujmy jednak potraktować to paskudne, żółte, bezduszne, blaszane pudło na krzywym słupie nie jak trzecie oko Ministra Sami Wiecie Kogo, lecz jak dobrego kolegę który nie zawsze mówi to co chcemy usłyszeć, czasem rzeczowo lecz stanowczo da nam do zrozumienia że to co robimy nie jest najlepszym rozwiązaniem.
Oczywiste jest że bez niego odpuszczenie gazu nie przychodzi tak łatwo to raz a dwa że nie ma co liczyć na to że fotoradarów będzie ubywać. W Zachodniej Europie też ich przybywa a polskie rządy od dawna są rząd uwielbia wszystko co zachodnie więc nie ma co liczyć na to że będą one znikać z dróg.
Zgodnie ze zdrowym, oportunistycznym podejściem nie wszczynajmy wojny w której nie mamy szans- zamiast obrzydzać sobie każdą dłuższą trasę co parę kilometrów klnąc na czym świat stoi, zmieńmy nieco nastawienie, choćby z konieczności. Wyjdzie na zdrowie i nam i naszym portfelom.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)