1 obserwujący
99 notek
37k odsłon
  329   6

Ocieplanie wizerunku blogerki Karoliny Nowickiej

Pani Karolina Nowicka, swoimi tekstami na Salonie, od dawna stara się niejako wyrobić sobie u czytelników opinię, stojącej ponad podziałami, wyroczni w kwestiach moralności. Zabiera się więc z rozmachem, za rozważania w kwestiach ważnych i poważnych. Jednak dopiero teraz, moim zdaniem, udało się jej wzlecieć ponad obłoki.
Oto w dzisiejszym tekście (wisi na SG), traktującym o wyrzuceniu z pracy pracownika z powodu wypowiedzi publicznych, pisze:

„I tak to się teraz będzie odbywać: raz padnie „niewłaściwa” wypowiedź ze strony prawaków, a raz ze strony lewaków. I jedni i drudzy zostaną wówczas „zgrillowani”, prawdopodobnie zwolnieni z pracy, zetkną się z szykanami, szyderstwem, odrzucaniem, a w końcu się ich „wymaże”. I za każdym razem ktoś będzie się obruszał na brak tolerancji, a ktoś inny ryczał z radości.”

Pani Karolina wyraźnie ustawia się ponad sporami. W roli klasycznego, beznamiętnego arbitra. Jej neutralność nie jest jednak cnotą, co pragnie usilnie wmówić czytelnikowi, skażona jest bowiem niemożnością rozróżnienia przez autorkę, dobra i zła. A przecież z problematyką dobra i zła się para.  Efektem jest nielogiczna „logika” przeprowadzanych wywodów. A wszystkiemu, z pozycji wyższości, towarzyszy śmiertelna powaga, przemieszana z emocjami, eksplodującymi od czasu do czasu wulgaryzmami, adresowanymi do oponentów. Polemika z nią, to przysłowiowe rzucanie grochem o ścianę.

                                                                                                         ***


 Pewnego majowego poranka, młoda dziewczyna  o imieniu Karolina, wędrowała przez łąkę.  W pewnym momencie, natknęła się na dziurę w ziemi. Z właściwym sobie zainteresowaniem, zatrzymała się przed nią i zastygła w bezruchu. Po chwili, schyliła się, podniosła z ziemi kamyk, rzuciła go do dziury i nadstawiła ucha. Cisza! Podniosła więc z ziemi większy kamień i z kolei ten wrzuciła do dziury. I znowu nadstawiła ucha. Nic! Znieruchomiała i zaczęła intensywnie coś rozważać. Po chwili rozejrzała się i ruszyła dziarsko przed siebie.Dźwignęła leżący nieopodal duży kamień i z wysiłkiem przytachała go brzegu dziury, po czym wrzuciła w otchłań. I znowu cisza!

- Co jest? – Pomyślała zdumiona.

I tak myślała z dziesięć minut! Wreszcie się ocknęła, rozejrzała dokoła i pobiegła zaaferowana w kierunku dużego głazu, leżącego jakieś trzydzieści metrów dalej. Przytoczyła go z wysiłkiem, zastanowiła się chwilę i zepchnęła do dziury. I znowu nic! Dziewczyna zwątpiła. Ręce jej opadły bezradnie. Spuściła głowę. Ale nie trwało to długo. Znowu ruszyła przed siebie i wygrzebała z trawy długą, stalową szynę. Przyciągnęła ją na skraj dziury, odpoczęła nieco, dla złapania oddechu i zepchnęła ją dół. Stała bez ruchu nasłuchując. Nie usłyszała najmniejszego dźwięku. Była wstrząśnięta!

Nagle, zobaczyła zbliżającą się w podskokach kozę! Ta przemknęła obok i wskoczyła do dziury! Dla Karoliny było już tego za wiele. Usiadła, a raczej klapnęła na ziemię. Kręciła z niedowierzaniem głową. Cała drżała! Była w szoku! Wtem, wyrósł przed nią, jak spod ziemi, pastuch.

- Czy nie widziała pani gdzieś tutaj kozy?
- Widziałam! Przed chwilą wskoczyła do tej dziury!
- Jak to, wskoczyła do tej dziury? To przecież niemożliwe! Była przywiązana do długiej, ciężkiej szyny!!!




Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale