Końca świata nie było, nic się nie zdarzyło, wszystko jest równie beznadziejnie rozlazłe, jak przed Świętami. Daje się za to zaobserwować coraz bardziej histeryczna i wrzaskliwa ofensywa zombie (wg hiperfizyki), nadaktywność wściekłych i pobudzonych. Nic to - przed nami Sylwester, może się spiją, może choć na chwilę kac ich zmoże :)
Dla mnie na dzisiaj przebój nr 1 to Tańczący Ambasador (linka nie podam, bo nie lubię zachęcać do oglądania idiotyzmów, szczegóły u Szczura Biurowego) i zachwyt stada z powodu luzackiego stylu tegoż dyplomaty – mój Boże, cóż za parciana głupota....
Cała masa durniów, którzy cieszą się, że ich przedstawiciel robi z siebie idiotę, bo to takie trendy, a premier jest super, bo harata w gałę, a Adaśku jest cool, bo chleje whisky z Urbanem, a ktoś tam jest boski, bo sobie coś obciął, o co innego doszył.... łomatko.
Ta hiperfizyka to strasznie śmieszna teoria jest – autorzy twierdzą, że podlegamy jakiejś super wszechświatowej zmianie czegoś tam i w związku z tym już niedługo część ludzkości wyląduje na wyższym poziomie świadomości, a reszta zamieni się w zombie i wyginie....
Cóż, falo (ta od hiperfizyki) – przybywaj i zrób coś z tymi głuptakami! Bo sami już nie damy rady, zalewa nas to prymitywne prostactwo, niestety.
Tyle, że ja w żadną hiperfizykę nie wierzę, w nawrócenie durnoty też nie – natomiast głęboko wierzę w następstwo przyczynowo-skutkowe, czyli mówiąc literacko – sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało. Albo inaczej – każdy ma to, na co zasługuje. Dlatego postanowiłam skończyć z próbami przekonania kogokolwiek do czegokolwiek. Uczyć to należy dzieci, ewentualnie młodzież – ale dorosłych? A niech lezą w tę szkodę, skoro tak bardzo chcą!
Mnie ani ten naród ani to państwo do niczego nie jest potrzebne, naprawdę. Weźmy takie koleje na Śląsku – tubylcy wybrali sobie małpy z brzytwą do zarządzania ich sprawami, a teraz wrzeszczą – nie rozumiem, było myśleć wcześniej. Ale, jak wiadomo, wszystko przez Kaczyńskiego – ja na jego miejscu już dawno bym zostawiła ten burdel, a niech się męczą sami z sobą!
Narodu, tego przez duże N, to tu już dawno nie ma i czas się z tym pogodzić – jest jakieś nowe coś, co mnie z lekka brzydzi, ale mam ten komfort, że nie muszę się stykać z tym na co dzień, mieszkam sobie w wiejskiej, dość staroświeckiej enklawie i codziennie Bogu za to dziękuję.
Że o Polskę chodzi? Ale o jaką Polskę i komu???
Tubylcy mają swój pomysł i ja im życzę powodzenia, jak najszybszego i największego – im prędzej, tym lepiej - jest szansa, że jak już się wywalą na amen, to może nareszcie coś komuś do łba trafi, ale też nieduża. Prawdę powiedziawszy ja na razie nie widzę żadnej szansy na jakąkolwiek rozsądną zmianę metod rządzenia polskim państwem i oczywiście można o tym pisać tragicznie i romantycznie, ale po co, skoro prawda jest „brutalnie prosta” – jest tak, jak ma być na tym etapie rozwoju tubylca.
Howgh......
PS. Tubylec - taki sobie mieszkaniec miejsca miedzy Bugiem a Odrą, stanowiący większość ludności tego obszaru.


Komentarze
Pokaż komentarze (81)