Wszyscy w miarę normalni ludzie zastanawiają się, skąd nagle to potępienie dla powstań narodowych. Wydawało się, że tylko Powstanie Warszawskie jest złe, teraz okazuje się, że Styczniowe też niedobre – w ogóle wszystkie powstania są be, może poza Wielkopolskim, które szczęśliwie udało się wygrać. Sprawa powstań jest szeroko dyskutowana, snute różne teorie - i służy (jak zwykle) – do dalszego dzielenia tubylców i potęgowania awantury. Otóż, moi drodzy PT Czytelnicy, właśnie w mojej poprzedniej notce jest ukryta odpowiedź na to pytanie.
Tak naprawdę nie chodzi o żadne powstania!!!
Chodzi o naszą tradycję/kulturę wysoką i jej siłę oddziaływania. A dokładnie – chodzi o Solidarność. Nie tę dzisiejszą, broń Boże – o tamtą, z 1980 roku.
To nasza tradycja/kultura obligowała do powstań, to nasza tradycja/kultura stała za samoorganizacją polskiego Państwa Podziemnego i w powstaniu Styczniowym i w latach II wojny. To w końcu nasza tradycja/kultura wysoka była zasadniczym impulsem w odbudowie II RP.
Po roku 1944-tym, po wieloletnim niszczeniu i ludzi i tradycji, połączonym z totalnym ogłupianiem na modłę sowiecką – wydawało się, że już koniec z tymi „Polaczkami buntowszczikami”. Że najwyżej robole wyjdą trochę powrzeszczeć o kiełbasę, paru się ustrzeli, para ujdzie z kotła i będzie „wsio w pariadkie”.
Te bunty, zazwyczaj starannie sprowokowane przez UB/SB ( kiedy trzeba było zmienić kierunek wg wytycznych z Moskwy), powtarzały się cyklicznie – aż do Solidarności. Bo oto zdarzyła się rzecz niebywała – społeczeństwo się samo-zorganizowało! Te cholerne robole!
Wyłoniło błyskawiczne własne władze na wszystkich szczeblach, stworzyło szczelną i gęstą sieć informacyjną, przejęło wiele dotychczasowych ról władzy i, co najgorsze, w ciągu około pół roku zdefiniowało problem. Ta definicja była na tyle prawidłowa, że poparła ją bardzo duża ilość ludzi PZPR średniego i niskiego szczebla (tzw. struktury poziome). Ta definicja mówiła jasno – nic nie dadzą kolejne postulaty i łataniny, ten system jest niewydolny w swoich założeniach i kwita! To wtedy doszło do przesilenia na szczytach PZPR, odszedł Kania, a przyszedł Jaruzelski. To dlatego Kania został uwolniony od winy za stan wojenny.
Kania, jako stary wyjadacz polityczny, prawdopodobnie zdawał sobie sprawę z faktu, że ta definicja jest właściwa i chciał metodą małych kroków i rozmiękczania Solidarności doprowadzić do pewnych niewielkich, ale jednak zmian. Jaruzelski, klasyczny stalinowski trep i karierowicz – postanowił wziąć wszystko za mordę. Ale to doświadczenie Solidarności i owa definicja, poparta przez wielu działaczy PZPR, została bardzo wnikliwie rozpatrzona w Sowietach. I wyciągnięto z niej wnioski – zaczęła się pierestrojka. Oczywiście miało na to wpływ wiele działań i zdarzeń, ale to polski przykład stał się impulsem i dlatego to Polska została wytypowana do eksperymentu Okrągłego Stołu.
Można by tu znowu napisać tomy o tamtym czasie, o zachowaniach ludzi, o metodach nacisków, ale to nie temat tej notki, idźmy dalej!
Nasza tradycja/kultura wysoka, nasze legendy powstańcze, w końcu Solidarność wszystko to razem ma jedno podstawowe tło, o którym się starannie zapomina – zdolność do oddolnej, błyskawicznej samoorganizacji i przejęcia ról państwa przez tak wyłonione struktury! Te struktury nie tylko działają skutecznie, ale zachowują zasady prawa wywiedzione z tradycji, powołują własne sądy i media, generują własny obieg pieniądza. To jest to, czego każda władza w Polsce, jeśli nie działa na korzyść narodu – prędzej czy później śmiertelnie się boi! Wystarczy jeden sprawny organizacyjnie „mózg” i trochę pół-prywatnych struktur w terenie – i nagle wszystko rusza. Ni stąd, ni zowąd – nigdy nie wiadomo, który kolejny ruch władzy to działanie obudzi. I, mimo agentur i prowokacji – całość błyskawicznie wymyka się spod kontroli władzy.
Oczywiście władza, jak zawsze, próbuje sama tworzyć quasi opór i kontrolowane bunty – ale to nie wychodzi, społeczeństwo, teoretycznie głupie i tępe – nie reaguje! I ciśnienie pod kotłem rośnie!
Mózgu póki co nie mamy, jest jednak sporo ludzi naprawdę mądrych na tzw. prawicy (w 1980-tym wystarczył WZZ z Gwiazdami, Wyszkowskimi, w sumie kilkanaście osób). Niestety - jak dotąd - nie potrafią wyłonić ani skutecznie działającej grupy, ani znaleźć skutecznych metod działania. Czyli mówiąc inaczej – nie definiują jasno celu zrozumiałego i akceptowalnego dla szerokiego gremium, natomiast zbyt często biorą udział w niewłaściwych dyskusjach i przepychankach. Ale to może ulec zmianie w każdej chwili pod wpływem „ciśnienia” politycznego. Struktury w terenie są – sieć stowarzyszeń, klubów i innych inicjatyw patriotycznych i społecznych stanowi wystarczające wstępne zaplecze. Powoli powstaje sieć medialna, wrasta samofinansowanie. Jeszcze potrzeba wojska – młodych, zorganizowanych ludzi gotowych do walki z narażeniem życia włącznie. Takich, jak młodzi robotnicy na strajkach, zarówno w 1980-tym, jak w grudniu 1981- ego. Takich, jak we wszystkich polskich powstaniach. Przekonanych, że walka o wolność, godność, samostanowienie to najważniejszy, honorowy obowiązek Polaka. Tych, którzy jak zwykle pójdą „na odstrzał’, zapłacą najwięcej. Potrzeba ich – powiem brutalnie - na ewentualny „rozruch silnika”. Już wiecie, o kim mowa i dlaczego oni są tacy „brudni i źli” w oczach obecnej władzy i jej zwolenników?
Ale uwaga, uwaga – tym razem nie chodzi o żadną wojnę! Nie ma potrzeby bać się czegokolwiek! Nie chodzi o ofiary (chyba, że przypadkowe, jak zawsze w takich momentach) – chodzi o determinację i zdolność do samoorganizacji.
To jest przekaz kulturowy, który niosą powstania, który niesie Solidarność, a który jest starannie zamilczany i pomijany! Że nie tylko mamy prawo, ale i potrafimy to zrobić.
Dlatego wszelka propaganda pokazuje głównie straty i ofiary, obciążając w sposób oczywisty kolejne władze podziemne, starannie zapominając także o tzw. ekstremie Solidarności, poziomkach PZPR i wszelkich innych bohaterach naszej najnowszej historii, którzy próbowali DOKONAĆ ZMIANY. Nawet ci, którzy odnieśli wielkie zwycięstwo, jak chociażby Piłsudski – są nieustannie pomniejszani.
*****
A teraz będzie ciekawostka, która najlepiej pokazuje, jak wygląda manipulacja Waszymi, kochani Czytelnicy, emocjami. Posłuchajcie, porównajcie i wyciągnijcie wnioski.
Jak widać „na załączonym obrazku”, wszystko, co się dzisiaj dzieje, to tylko stosowane na zimno metody rozbijania wspólnoty kulturowej i pozbawiania nas naszej, z tej wspólnoty i tradycji płynącej, siły do decydowania o własnym losie. Nic więcej. I nic mniej!
Władza, która to robi, środowiska, które to robią – to ci, którzy się boją społeczeństwa i jego siły. I to nie ja tak twierdzę, to oni sami tak się definiują poprzez swoje działanie.
Powiem zupełnie spokojnie i bez emocji – każdy, kto odrzuca dziś polską tradycję/kulturę wysoką, jest zwyczajnym, krótkowzrocznym głupcem. I tyle.
Wystarczy porównać ilość Polaków czy, nawet mocno okrojony, obszar naszego kraju - do innych, sąsiednich krajów, tych, które się nie buntowały, nie szły na wojnę, stosowały real politykę i dostosowywały się do silniejszych.
Dzisiaj Węgry czy Estonia całkiem oficjalnie nawołują, żeby Polska przejęła przewodnictwo wśród byłych demoludów. Oni wierzą w siłę naszej tradycji i naszej kultury.
A my?


Komentarze
Pokaż komentarze (144)