Prawdę powiedziawszy jestem przerażona, bowiem nagle dotarło do mnie, co się stało.
Kretynka blondynka ma już bilion długu, ileś rozbabranych budów, mnóstwo kompletnie niepotrzebnych gadżetów, totalnie sobie nie radzi z zarządzaniem majątkiem, do tego jej przydupasi rozkradają wszystko, co się da.
Chłopi pańszczyźniani jęczą pod jarzmem nie dziesięciny jak niegdyś, ale pięć-dziesięciny (50%), wszystko się sypie, a kretynka buduje następne oranżerie i teatry na wodzie. Teraz zaciągnie kolejne długi i dalej będzie je wydawać na głupoty, a w końcu przetraci wszystko i majątek pójdzie pod młotek.
Ale na razie wszyscy szaleją z radości, bo będzie na wódkę i zagrychę i wielką zabawę.
Lud wiwatuje, a przydupasi już dzielą między siebie korzyści ze sprzedaży rodowych sreber i wiejskich pól – jedynego źródła utrzymania chłopstwa. Sprzedano już młyny i gorzelnie. W zastaw idą kopalnie soli. Co mądrzejsi cichcem uciekają z majątku. Nie ma już nic, tylko stare kwity dłużne i nowe dukaty do przehulania.
Po nas choćby potop.


Komentarze
Pokaż komentarze (81)