eska eska
3862
BLOG

O doktrynie, zworniku i Coryllusie, co nie wiedział

eska eska Polityka Obserwuj notkę 72

 

 

Coryllus martwić się nie musi swą niewiedzą, bowiem dr Staniłko, wybitny ekspert Instytutu Sobieskiego, unieważnił przeszłość :

"Między innymi z tego, że w Polsce nie ma od ponad 20 lat planowania rozwoju. Jest czymś zaskakującym, że premier Tusk chwaląc się w swoim drugim expose różnymi osiągnięciami zapomniał powiedzieć, że jego gabinet jest pierwszym, który przyjął długookresową strategię rozwoju Polski" – powiedział w wywiadzie dla Wpolityce.pl doktor Staniłko  (jeszcze mnóstwo równie ciekawych rzeczy tam powiedział, ale to temat na inną notkę )

No patrzcie Państwo! To jest coś!

Dla przypomnienia >

1989 -1996 – Centralny Urząd Planowania (CUP), przekształcony w >

1996 -2006 – Rządowe Centrum Studiów Strategicznych (RCSS), przekształcone w >

2005 -  do dziś   – Ministerstwo Rozwoju Regionalnego

Po drodze było jeszcze parę przekształceń mniejszych, ale to nie ma znaczenia dla tematu. Niczym innym się te instytucje nie zajmują, tylko strategiami rozwoju  i planami rozwoju kraju w przeróżnych ujęciach, długo- i krótko-okresowymi.  To tak dla porządku. Pierwszym szefem CUP po 1989 był, o ile mnie pamięć nie myli, prof. Jerzy Osiatyński.

A teraz do ad remu :)

Otóż w związku z reformą samorządową oraz planowanym wejściem do UE -  za czasów rządów AWS - RCSS opracowywał strategię rozwoju regionalnego dostosowaną do nowej reformy i założenia do narodowego planu rozwoju. Było to zakończenie wcześniejszych badań i studiów, jeszcze z czasów CUP. Wspomniana strategia powstawała akurat w ośrodku katowickim ( bo CUP/RCSS posiadał ośrodki regionalne) i pamiętam dokładnie, jak podczas dyskusji poprzedzającej przedłożenie jej założeń w Warszawie  - zwróciłam uwagę szefowi, żeby tam, tym najważniejszym ekspertom i politykom, powiedział że strategia to „sposób dojścia” do celu, a cel musi być określony politycznie, czyli musi być jakaś doktryna polityczna. Nawet wyjaśniałam to obrazowo – przecież musimy wiedzieć, gdzie wylądować mają wojska sojusznicze w czasie wojny i z kim chcemy współpracować w pierwszej kolejności w czasie pokoju – od tego wszak zależy  m.in.  kierunek korytarzy infrastrukturalnych i pasm rozwojowych.

Działo się to w czasie, kiedy w UE rozważane były różne podgrupy współpracy, np grupa bałtycka, grupa południowo-wschodnia itp., długo by mówić. My też mieliśmy opracowane różne warianty tych pasm i korytarzy pod różne decyzje.

Kolega szef pojechał, przedstawił, wrócił.

I powiedział, żebym mu już nic więcej nie radziła, bo mało z pracy nie wyleciał po swoim zapytaniu. Bo otóż nasza doktryna polityczna jest (wówczas) jasna i oczywista – jesteśmy zwornikiem Europy!

Łomatko....

Siedzieliśmy potem i gadaliśmy. I tak sobie mówiliśmy, że jeśli my czymś jesteśmy, to takim mostem, przez który lezie każdy gdzie chce, wte i wewte. I właściwie to jedyne, co możemy zrobić, to zamienić to na most obrotowy ze sporym mytem za przejazd...

No i tak zostało, ten zwornik.

I to wszystko wyjaśnia – zwornik niesie na sobie ciężar całego sklepienia! Bez nas UE się po prostu rozpadnie! Jesteśmy ściskani z każdej strony, bo to wszak rola zwornika. I tak ma być...

 

To może się wypiszmy? Jest szansa, że bez zwornika szlag trafi cała konstrukcję :)))

 

 

http://wpolityce.pl/wydarzenia/47380-nasz-wywiad-jan-filip-stanilko-polskie-elity-wywodza-sie-z-klanow-bezpieczniacko-nomenklaturowych

 

 

 

eska
O mnie eska

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (72)

Inne tematy w dziale Polityka