48 obserwujących
313 notek
407k odsłon
  385   0

Krystyna Demska-Olbrychska, - Zmarł Jean Paul Belmondo

Krystyna Demska-Olbrychska
Krystyna Demska-Olbrychska


To zdjęcie zrobiłam na paryskiej ulicy. Tak trudno nie wpadać w dołek smutku kiedy na telewizyjnym pasku pojawia się kolejna wiadomość o tym, że znów nasz świat spaskudniał, zubożał, stracił dużą część swojego piękna, wdzięku, humoru, serdeczności, czułości i miłości do ludzi. A właśnie dzisiaj jest taki dzień. Zmarł Jean Paul Belmondo.

 I chociaż wielu młodych ludzi, których fascynuje kino, nie będzie już wiedziało o kim mówię, to myślę, że wraz z Jego odejściem skończyła się w kinie fantastyczna i ważna dla powojennego pokolenia epoka. Poza niezapomnianymi rolami uwielbiany i podziwiany przez miliony na całym świecie Bebel rzeczywiście był Kimś niezwykłym. Był idolem, gwiazdorem, fantastycznym mężczyzną pełnym niewyobrażalnego wdzięku i sexu, ale był też dżentelmenem w każdym calu, uroczym kumplem jak często bywali jego filmowi bohaterowie, których grywał. Dla Daniela i dla mnie był też przyjacielem, właśnie takim cudownym paryskim łobuzem z rue St. Peres, gdzie mieszkał, z kawiarni Deux Magots w pobliżu swojego apartamentu, gdzie lubił czasem siadywać. Kiedy Daniel "porąbał" wystawę NAZIŚCI w warszawskiej Zachęcie a ja wysłałam fax do Jean Paula, że również jego portret porąbany, odpisał natychmaist: "Daniel! Gdybym był w Warszawie, rąbałbym razem z Tobą." Tak reagował.

 Poza wieloma rzeczami łączyła nas miłość do Yorków. To właśnie Jean Paul tłumaczył mi, że „York n'est pas un chien, c'est un être humain.” (York to nie pies, to ludzka istota”). Kiedy już był po wylewie i poruszał się z trudem, a ja prowadziłam moją suczkę Pipi na smyczy, prosił: „Podnieś ją, chcę ją pocałować.” Podnosiłam. Suczka lizała jego policzki a on się uśmiechał i przytulał ją z niezwykłą czułością. Był Jean Paul kwintesencją wdzięku, talentu, serdeczności do ludzi i świata. Był pięknym człowiekiem i wielkim aktorem. W swoich rolach wszystkie trudne sceny grał sam. Nie potrzebował kaskaderów. Lubił ryzyko. Pytany dlaczego, odpowiadał: kaskaderzy to moi dobrzy koledzy, często serdeczni przyjaciele. Nie chcę, żeby im się coś stało. (Tak samo odpowiedział kiedyś w wywiadzie na podobne pytanie mój Daniel i kaskaderzy przyznali mu specjalna statuetkę, ale Daniel nie był jedyny. Również Antonio Banderas udzielił tej samej odpowiedzi.) Francja, Paryż, Saint Germain des Pres nie będą już takie same. I nic na to nie poradzimy. Możemy tylko i aż… pamiętać. I możemy ciągle jeszcze hołubić przyjaciół, którzy są obok. Niczego i nikogo nie zaniedbać. Jeszcze tyle możemy…

Test: Krystyna Demska-Olbrychska

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura