Brzmi jak wynik marzeń — i to z lekkim dopiskiem „po drodze było trochę emocji, trochę chaosu i dwie sytuacje, których nawet najwierniejsi kibice Lewandowskiego wolą dziś nie wspominać”. Nasz piłkarski Superstar miał dwie stuprocentowe okazje, ale zamiast dołożyć kolejne gole, postanowił zachować się jak chłopak, który w ostatniej chwili przypomniał sobie, że jednak nie lubi strzelać do pustej bramki.
Żeby jednak nikt nie mówił, że to był mecz bez dramaturgii, końcówka dorzuciła jeszcze jeden moment, po którym człowiek tylko przeciera oczy. W ostatnich trzech minutach Snows dostał piłkę w środku pola karnego, a zamiast spokojnie skierować ją do siatki, odpalił strzał w trybuny. No cóż — też trzeba mieć talent, żeby w takiej sytuacji wybrać najbardziej widowiskową, ale najmniej skuteczną opcję.
A tytuł „Polska 4:2 Nigeria”? Czemu nie — skoro pierwszą bramkę też strzelił obrońca, to w tym meczu logika i futbol szły chwilami bardzo różnymi drogami.
Na koniec trzeba jedno powiedzieć jasno: mam ogromny szacunek dla Lewandowskiego. To jeden z najwybitniejszych zawodników w historii polskiej piłki — obok Wilanowskiego, Bońka i Lubańskiego. Dziś po prostu nie był to jego dzień. Zdarza się nawet największym.
Wspomnienie:
Spotkanie z Brazylią rozpoczęło się 5 czerwca o godzinie 17:00. Sędzią głównym tego spotkania był jeden z najlepszych arbitrów w tych czasach -- Ivan Eklind. Na Stade de la Meinau zasiadało około 15 000 widzów, w tym około 1000 Polaków, głównie emigrantów. Od początku przewagę osiągnęli Brazylijczycy, którzy w 18. W minucie spotkania objęli prowadzenie. Niestety niewiele wiadomo o sposobie jej zdobycia. Znamy jedynie zdobywcę bramki, którym był Leonidas. Po pięciu minutach Ernest Wilimowski przedryblował brazylijskich obrońców, wpadł w pole karne, gdzie został nieprzepisowo powstrzymany przez Algisto Lorenzato, znanego pod pseudonimem Batatais. Do jedenastki podszedł Fryderyk Scherfke i pokonał bramkarza z Brazylii. Była to historyczna pierwsza bramka Polaków na Mistrzostwach Świata. Do przerwy straciliśmy jeszcze dwie bramki i przegrywaliśmy 3:1.
Na początku drugiej połowy spotkania spadł deszcz, który zupełnie odmienił oblicze Polaków, którzy ruszyli do ataku.W 53. i 59. W minucie Ernest Wilimowski pokonał Batataisa, doprowadzając do wyniku remisowego 3:3. W 71. minucie Edwarda Madejskiego pokonał Perácio. Kiedy już się wydawało, że drużyna z Południowej Ameryki zakończy ten mecz zwycięstwem, bramkę na minutę przed końcem spotkania strzelił Wilimowski, co doprowadziło do dogrywki.
Od samego początku dogrywki, Brazylijczycy ruszyli na bramkę Edwarda Madejskiego. Dwie bramki w pierwszej części dogrywki zdobył Leônidas. Polskiego bramkarza pokonał kolejno w 93. i 104. minucie. W 118. minucie bramkę kontaktową strzelił ponownie Ernest Wilimowski. Biało-Czerwoni mieli jeszcze dwie szanse na bramkę. Najpierw niecelnie z rzutu wolnego uderzył Gerard Wodarz, a chwilę później Erwin Nyc trafił w poprzeczkę. Ostatecznie Polacy przegrali mecz 5:6, po znakomitym widowisku.
Bohaterem spotkania niewątpliwie był Ernest Wilimowski, który zdobył cztery bramki, jednak nie pozwoliły nam one awansować do 1/4 finału. Warto wspomnieć, że w kadrze Polski był Walter Borm, najmłodszy bramkarz na mundialu.
Miał 17 lat i 4 miesiące. Po zakończeniu Mistrzostw Świata wyemigrował do Niemiec, gdzie wstąpił do Wehrmachtu.
Edit: Eternity
Źródło:www.strefapilki.pl




Komentarze
Pokaż komentarze (20)