FB  Magdalena Parys
FB Magdalena Parys
Eternity Eternity
36
BLOG

Berlin po obu stronach — są też inni Polacy

Eternity Eternity Kultura Obserwuj notkę 18

Dotyczy poprzedniej notki:

Emigracja, bezdomność i chamstwo bez hamulców

https://www.salon24.pl/u/eternity/1518513,emigracja-bezdomnosc-i-chamstwo-bez-hamulcow#comment-29049517


Jest coś takiego, co nazywam wspólnym oddechem epoki: zjawisko, w którym twórcy żyjący w różnych częściach świata, niezależnie od języka, miejsca i własnych biografii, nieznający się i nieczytający swoich prac, zaczynają w tym samym czasie tworzyć rzeczy zaskakująco do siebie podobne. Jakby ta sama myśl pojawiała się równocześnie w różnych głowach, w różnych miejscach świata, niezależnie od siebie.


image


Pozdrowienia z wakacji z Alp. 

Pierwszy raz zetknęłam się z tym za sprawą mojego brata, malarza. Lata temu jako bardzo młody człowiek otrzymał wysokie stypendium artystyczne, tym samym otrzymał najcenniejszą rzecz, jaką twórca może otrzymać od losu: wolność. Studiował wtedy w Holandii, malował, wystawiał swoje prace i wtedy właśnie, mając dwadzieścia kilka lat, namalował obraz, co do którego był przekonany, że stworzył coś niezwykle ważnego, prawdziwego.

Jakiś czas później pojechał do Lipska, gdzie w ogromnych halach pokazywano prace innych młodych artystów. Oglądał obrazy z całego świata i nagle zobaczył obraz, który doskonale znał, bo sam go namalował! 

Obraz był utrzymany w tym samym stylu, miał ten sam motyw, kolorystykę i konstrukcję. Spojrzał na miejsce powstania: Stany Zjednoczone. Potem na datę. Obraz powstawał w tym samym czasie co jego.

Dwóch młodych malarzy, którzy się nie znali, na dwóch różnych kontynentach stworzyło niemal identyczny obraz.

Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że istnieje coś takiego jak wspólny oddech epoki, coś, co w jakiś przedziwny sposób dociera równocześnie do ludzi nie mających ze sobą nic wspólnego. 

Ale nie dotyczy to wyłącznie sztuki, są w historii takie momenty, kiedy jakaś myśl, potrzeba zmiany, sprzeciw i niezgoda na dotychczasowy porządek dojrzewają równocześnie w kilkunastu miejscach świata , chociaż ludzie, którzy je wyrażają, żyją w zupełnie innych warunkach i mają zupełnie inne powody, żeby protestować.

Weźmy rok 1968, ten protest nie wydarzył się tylko w jednym kraju i nie miał tylko jednej przyczyny. W Polsce znaczył coś innego niż we Francji, we Francji coś innego niż w Niemczech, jeszcze inne były jego źródła w Stanach Zjednoczonych, również Azja przeżywała w tym samym czasie własne potężne wstrząsy. Inne były przyczyny, inne żądania i inny język buntu, a jednak coś przeszło wtedy przez świat jak fala, w tym samym roku.

Myślę o tym teraz znów na urlopie, zaczytując się w „Die Scharfseherin“ Jürgena Wertheimera, profesora literatury, twórcy Projektu Cassandra i nagle dochodzi do mnie, jak bardzo ta książka zanurzona jest w Homerze, jak ważny jest w niej Odyseusz, którego Wertheimer stawia w opozycji do Kasandry, i przypominam sobie jak bardzo ten sam świat zajmował mnie podczas pisania „Florena“.

Nie chcę niczego porównywać, bo Wertheimer napisał swoją książkę, ja napisałam swoją i są to zupełnie różne opowieści. Fascynuje mnie coś innego - znów ten sam schemat: że kilka lat temu, w podobnym czasie, niezależnie od siebie, różni ludzie nie znający się, zaczęli czerpać pomysły i inspiracje z trzytysiącletniego homerowskiego źródła.

Kiedy pisałam Florena, garściami czerpałam z Homera, wracałam do Odyseusza i jego wędrówki, równocześnie czytałam o Schliemannie, szaleńcu, marzycielu, archeologu i człowieku właściwie opętanym Homerem, który uwierzył, że skoro Homer napisał Iliadę, to Troja musiała istnieć, i w końcu pojechał jej szukać. Ten świat towarzyszył mi przy tworzeniu powieści we własnej głowie i nieprzypadkowo na samym początku Florena zamieściłam słowa z Odysei:

„Jeśliś po ojcu dostał moc i serce dzielne,

Którym słowa i czyny siał on nieśmiertelne,

Tedy podróż ta dla cię nie będzie daremną (…)”.


Homer, Odyseusz, jego podróż, powrót, utrata, pamięć i Schliemann byli przez cały czas we mnie, kiedy pisałam tę książkę. I dopiero teraz, siedząc z książką Wertheimera w ręku, zaczynam widzieć to w dużo szerszym, zupełnie innym kontekście.

Bo przecież Wertheimer również zaczął pisać swoją książkę kilka lat temu. A teraz wielka ekranizacja Odysei. Taki film nie zaczyna przecież istnieć wtedy, kiedy my dowiadujemy się, że istnieje. Najpierw jest pomysł, potem przez lata się rozwija, wreszcie powstaje scenariusz, kolejne wersje, rozmowy, przygotowania, decyzje i dopiero na samym końcu my, widzowie, dowiadujemy się, że ktoś właśnie postanowił po raz kolejny opowiedzieć historię Odyseusza.

I jestem pewna, że gdyby teraz zacząć szukać, znaleźlibyśmy jeszcze wiele książek, obrazów, sztuk teatralnych czy innych dzieł, których twórcy w ostatnich latach, nie wiedząc o sobie nic nawzajem, z jakiegoś powodu znów zwrócili się ku Odysei, szukając w niej natchnienia dla własnych opowieści.



Jednak wciąż myślę o tym, że kilka lat temu po Odyseusza sięgnął Jürgen Wertheimer, profesor i badacz literatury, dla którego literatura jest czułym sejsmografem przyszłych konfliktów. Wertheimer jest pomysłodawcą Projektu Cassandra, przedsięwzięcia zbudowanego na fascynującym założeniu, że literatura może być systemem wczesnego ostrzegania przed konfliktami, wojnami i społecznymi kryzysami. Wraz ze swoim zespołem badał i bada teksty literackie w poszukiwaniu napięć i pęknięć, które literatura potrafi wychwycić wcześniej, zanim staną się one widoczne dla polityki, dyplomacji czy klasycznych systemów analitycznych. Współpracował między innymi z Bundeswehrą, NATO i wieloma instytucjami zajmującymi się bezpieczeństwem oraz zapobieganiem konfliktom.



I dlatego jego powrót do Odyseusza daje mi do myślenia. Oto człowiek, który od lat czyta literaturę głównie po to, by odnajdywać w niej pierwsze drżenia przyszłych konfliktów, kilka lat temu sam sięga po jedną z najstarszych opowieści naszej cywilizacji, po historię wojny, wieloletniej tułaczki, utraty, rozpadu znanego świata i rozpaczliwego poszukiwania drogi do domu.

Co takiego wydarzyło się z nami i ze światem, że opowieść sprzed prawie trzech tysięcy lat znowu zaczęła do nas mówić ze wszystkich zakątków śwata? Dlaczego znowu interesuje nas człowiek, który wyrusza w drogę, przez lata nie może wrócić do domu, błądzi, traci ludzi, których kocha, doświadcza rzeczy, po których nie można już pozostać tym samym człowiekiem, tęskni za miejscem, do którego chce wrócić, a kiedy wreszcie do niego dociera, sam nie jest już przecież tym, który kiedyś z tego miejsca wyruszył? Nie wiem.




Wiem tylko, że młody malarz w Holandii maluje obraz, którego nigdy wcześniej nie widział, inny młody człowiek po drugiej stronie oceanu w tym samym czasie maluje obraz niemal identyczny, profesor literatury w Tybindze pisze własną opowieść o Odyseuszu i Kasandrze, a gdzieś w Hollywood ktoś dochodzi do wniosku, że właśnie teraz trzeba po raz kolejny opowiedzieć Odyseję. I żadne z nich nie wie nic o pozostałych.

Pozdrawiam Was serdecznie z hotelu gdzieś w Monachium, gdzie zaczytuję się w „Die Scharfseherin” Jürgena Wertheimera i już wiem, że będę musiała do niego napisać. Profesor opowiadał mi ostatnio, że zarwał noc nad „Magikiem” i koniecznie chciał ze mną o tej książce porozmawiać. Wygląda na to, że teraz role się odwróciły, i dzisiaj ja zarwę noc nad jego książką.

I to jest chyba najbardziej nieprawdopodobne, człowiek, który przez całe życie zajmuje się literaturą naukowo, który bada cudze opowieści, ich mechanizmy i próbuje za ich pomocą odczytywać rzeczywistość, sam potrafi zrobić rzecz najtrudniejszą i najprostszą zarazem: napisać książkę, od której nie można się oderwać. A to już jest zupełnie inny rodzaj wiedzy o literaturze. 



Magdalena Parys


Zapraszam do dyskusji na FB.


Nie zapraszam tego antysemickiego bydła:


Hasmoroka

20 sierpnia 2026, 12:46


Ile razy można tobie powtarzać?

Nie zaśmiecaj Salonu!!!


Ogranicz się do swojego PejsBooka, tam sobie możesz wypisywać co chcesz.


Fora ze dwora!!!



https://www.salon24.pl/u/eternity/notka-komentarze/1518513,emigracja-bezdomnosc-i-chamstwo-bez-hamulcow#comment-29046764




Dynks28

20 sierpnia 2026, 22:49


@Eternity

To nie pouczenie!

To nakaz.



Opuść to miejsce. Fora ze dwora!!!.


Jesteś O=b=c=y=m N=a=s=i=e=n=i=e=m. A=n=t=y=p=o=l=s=k=i=m.



Grossem, Grabowskim na Salonie24.

Komiwojażerem H=o=l=o=c=a=u=s=t I=n=d=u=s=t=r=y.



https://www.salon24.pl/u/eternity/notka-komentarze/1518513,emigracja-bezdomnosc-i-chamstwo-bez-hamulcow#comment-29047424




BezPardonu

20 sierpnia 2026, 23:27


@Dynks28

To O=b=c=a N=a=r=o=ś=l.

A co się robi z czymś takim? Wycina.



https://www.salon24.pl/u/eternity/notka-komentarze/1518513,emigracja-bezdomnosc-i-chamstwo-bez-hamulcow#comment-29047479


Eternity
O mnie Eternity

Try to be Meraki, - means “to do something with soul, creativity, or love”

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Kultura