Po ataku w opactwie sióstr benedyktynek w Jarosławiu niektórzy potrzebowali zaledwie kilku godzin, aby przeprowadzić własne śledztwo, postawić diagnozę, ustalić motyw i wydać wyrok.
Sprawca jest Ukraińcem, więc zbrodnia została natychmiast wykorzystana do podsycania nienawiści wobec Ukraińców. Zaatakował na terenie klasztoru, więc ogłoszono zamach terrorystyczny wymierzony w chrześcijaństwo. Kto próbował przypominać, że motywu jeszcze nie ustalono, był oskarżany o naiwność, poprawność polityczną albo celowe ukrywanie prawdy.
Tymczasem pojawiły się nowe informacje. I jakoś nie pasują one do gotowego scenariusza przygotowanego przez internetowych śledczych.
Biegli psychiatrzy stwierdzili u 31-letniego Ihora M. objawy ostrego, wielopostaciowego zaburzenia psychotycznego. Opisali silne pobudzenie psychoruchowe, rozkojarzony tok myślenia oraz brak logicznego kontaktu. Stan podejrzanego jest na tyle poważny, że obecnie nie może on uczestniczyć w czynnościach procesowych.
Nie został więc przesłuchany.
Nie przedstawił swojej wersji wydarzeń.
Nie wyjaśnił, dlaczego znalazł się w opactwie.
Nie wiadomo, dlaczego zaatakował.
Nie wiadomo również, czy działał pod wpływem urojeń, narkotyków, alkoholu, nagłego kryzysu osobistego, czy z jeszcze innego powodu.
Prokuratura przygotowała zarzuty zabójstwa, usiłowania zabójstwa oraz spowodowania ciężkich obrażeń ciała. Ze względu na stan psychiczny mężczyzny nie można jednak było przeprowadzić zwykłego przesłuchania ani skutecznie wykonać wszystkich czynności z jego udziałem.
26 września sąd zastosował wobec niego trzymiesięczny tymczasowy areszt — do 23 grudnia 2026 roku. Nie trafi on jednak do zwykłej celi. Areszt ma być wykonywany na oddziale psychiatrii sądowej o wzmocnionym zabezpieczeniu.
To zasadnicza nowość.
Wcześniej można było jedynie przypuszczać, że nietypowe zachowanie i ubiór sprawcy mogą wskazywać na poważny kryzys psychiczny. Teraz istnieje już opinia biegłych potwierdzająca ostrą psychozę. Nie jest to diagnoza wystawiona na Facebooku przez samozwańczego psychiatrę ani wniosek wyciągnięty ze zdjęcia człowieka ubranego w krótkie spodenki. To ustalenie specjalistów, którzy go zbadali.
Nie oznacza to jednak, że sprawa została wyjaśniona.
Psychoza nie jest jeszcze odpowiedzią na wszystkie pytania
Stwierdzenie aktualnego zaburzenia psychotycznego nie przesądza automatycznie, w jakim stanie Ihor M. znajdował się dokładnie w chwili popełniania czynu. Nie rozstrzyga również jeszcze jego poczytalności ani odpowiedzialności karnej.
Do tego potrzebna będzie pełniejsza opinia sądowo-psychiatryczna, uwzględniająca zachowanie podejrzanego przed atakiem, podczas niego oraz bezpośrednio po zatrzymaniu. Znaczenie mogą mieć także jego wcześniejsza dokumentacja medyczna, ewentualne leczenie psychiatryczne, relacje świadków oraz wyniki badań toksykologicznych.
Tych ostatnich nadal publicznie nie podano.
Nie można więc jeszcze wykluczyć psychozy wywołanej substancjami psychoaktywnymi, zaostrzenia wcześniej istniejącej choroby, skrajnego wyczerpania ani współwystępowania kilku czynników.
Nie wiemy również, czy psychoza całkowicie tłumaczy wybór miejsca i ofiar. Człowiek znajdujący się w stanie psychotycznym może działać pod wpływem urojeń o charakterze religijnym, prześladowczym albo osobistym. Może też kierować się rzeczywistą pretensją zniekształconą przez chorobę. Sama diagnoza nie odpowiada zatem na pytanie, dlaczego celem stało się właśnie opactwo.
Ale tym bardziej nie wolno bez dowodów ogłaszać, że był to zaplanowany zamach terrorystyczny.
Terroryzm nie polega na tym, że sprawcą jest cudzoziemiec, a miejscem zbrodni obiekt religijny. Wymaga ustalenia motywu ideologicznego, politycznego albo religijnego oraz celu wykraczającego poza samą przemoc. Na razie nie ujawniono żadnego manifestu, kontaktów z organizacją terrorystyczną, deklaracji ideologicznych ani wcześniejszych gróźb wobec Kościoła.
Jeżeli takie dowody zostaną znalezione, trzeba będzie je uczciwie przedstawić.
Na razie ich nie ma.
Dlaczego nie przekroczył granicy?
Pojawiło się również wyjaśnienie, dlaczego Ihor M., jadąc z Niemiec w stronę Ukrainy, nie przekroczył granicy w Korczowej.
Problemem miał być samochód, który nie posiadał obowiązkowego ubezpieczenia. Nie oznacza to, że polskie służby zabroniły samemu mężczyźnie opuścić Polskę. Według ujawnionych informacji mógł przekroczyć granicę pieszo, ale tego nie zrobił. Z Korczowej miał zostać przewieziony prywatnym samochodem do Jarosławia.
Nadal nie wiadomo jednak, dlaczego znalazł się właśnie w opactwie i co wydarzyło się bezpośrednio przed atakiem.
Jedna z medialnych wersji mówiła, że poprosił o pomoc materialną, a po odmowie wpadł w szał. Nie została ona dotąd oficjalnie potwierdzona jako motyw zbrodni. Nawet gdyby przebieg wydarzeń wyglądał właśnie w ten sposób, pozostawałoby pytanie, dlaczego zwykła odmowa wywołała tak skrajną i brutalną reakcję.
Opinia psychiatrów sprawia, że hipoteza nagłego kryzysu psychotycznego staje się znacznie poważniejsza niż wcześniej. Nadal jest jednak za wcześnie, aby odtworzyć cały mechanizm zbrodni.
Obywatelstwo nie jest diagnozą ani motywem
Ihor M. jest obywatelem Ukrainy. To potwierdzony fakt i nie ma powodu go ukrywać.
Ale ukraińskie obywatelstwo nie wyjaśnia, dlaczego zaatakował ludzi w opactwie, tak samo jak polskie obywatelstwo polskiego mordercy nie wyjaśnia automatycznie motywu jego zbrodni.
Odpowiada konkretny człowiek, a nie kilkadziesiąt milionów jego rodaków.
Można oczywiście wykorzystać każdą zbrodnię popełnioną przez Ukraińca do budowania obrazu całego narodu jako niebezpiecznych bandytów. Dokładnie tak samo przez stulecia przedstawiano Żydów, migrantów, Romów, muzułmanów, Polaków i każdą inną grupę, wobec której akurat potrzebowano wzbudzić społeczną nienawiść.
Mechanizm jest zawsze ten sam: najpierw wybiera się obywatelstwo albo pochodzenie sprawcy, potem robi się z niego najważniejszą przyczynę zbrodni, a na końcu odpowiedzialność jednego człowieka rozlewa się na całą zbiorowość.
To nie jest poszukiwanie prawdy.
To jest propaganda.
Nie oznacza to również, że z troski o stosunki polsko-ukraińskie należy przemilczać niewygodne informacje. Przeciwnie: trzeba podawać wszystko, co zostało potwierdzone — obywatelstwo, trasę podróży, pobyt w Niemczech, próbę dotarcia do Ukrainy, stan psychiczny, wyniki toksykologii i ewentualną przeszłość kryminalną.
Tylko należy odróżniać fakty od plotek, a pytania od odpowiedzi.
Diagnoza nie unieważnia zbrodni
Warto też uprzedzić argument, który zapewne natychmiast się pojawi: rozpoznanie psychozy nie oznacza usprawiedliwienia zbrodni ani lekceważenia cierpienia ofiar.
Człowiek został zabity. Cztery kolejne osoby zostały ranne. Ich tragedia jest rzeczywista bez względu na to, czy sprawca okaże się terrorystą, człowiekiem niepoczytalnym, osobą działającą pod wpływem narkotyków, czy kimś motywowanym osobistą zemstą.
Ustalenie stanu psychicznego sprawcy nie służy uniewinnianiu go w mediach. Służy ustaleniu prawdy oraz wyborowi właściwej reakcji prawnej. Państwo prawa nie może traktować człowieka działającego świadomie i z pełnym rozeznaniem identycznie jak osoby, która w chwili czynu nie rozumiała jego znaczenia albo nie była zdolna kierować swoim postępowaniem.
O tym jednak nie zdecydują komentatorzy internetowi. Zdecydują biegli i sąd po zgromadzeniu dowodów.
Co już wiemy, a czego nadal nie wiemy?
Wiemy, że Ihor M. dopuścił się brutalnego ataku.
Wiemy, że jedna osoba zmarła, a cztery zostały ranne.
Wiemy, że biegli stwierdzili u podejrzanego ostre zaburzenie psychotyczne.
Wiemy, że obecnie nie można go przesłuchać.
Wiemy, że trafił do aresztu wykonywanego w zabezpieczonym szpitalu psychiatrycznym.
Nadal nie znamy jednak motywu.
Nie wiemy, czy w chwili ataku był niepoczytalny.
Nie znamy wyników badań toksykologicznych.
Nie wiemy, czy wcześniej leczył się psychiatrycznie.
Nie wiemy, czy znał którąkolwiek z ofiar.
Nie wiemy, dlaczego po nieudanej próbie przekroczenia granicy pojechał do Jarosławia i znalazł się w opactwie.
Nie ujawniono również dowodów pozwalających uznać zbrodnię za zamach terrorystyczny.
Dlatego ci, którzy już pierwszego dnia wiedzieli wszystko, powinni teraz zrobić rzecz dla siebie niewyobrażalnie trudną: przyznać, że nie wiedzieli niczego.
I cierpliwie poczekać na fakty.
Źródła
-
Prokuratura Okręgowa w Przemyślu — komunikat o zdarzeniu w opactwie
-
„Rzeczpospolita” — biegli stwierdzili ostre zaburzenia psychotyczne
-
RMF24 — sąd zastosował areszt w warunkach szpitala psychiatrycznego
-
Polskie Radio 24 — stan podejrzanego uniemożliwia przesłuchanie
-
Wirtualna Polska — nowe informacje o pobycie podejrzanego na granicy


Komentarze
Pokaż komentarze (13)