Eurybiades Eurybiades
196
BLOG

Co wolimy: obietnicę - czy jej realizację

Eurybiades Eurybiades Społeczeństwo Obserwuj notkę 20

      W zachowaniach rodaków zaobserwowałem prawidłowość do tego stopnia nieprawdopodobną, że tak od razu - to nie starczyło mi odwagi, aby się z kimkolwiek moim spostrzeżeniem podzielić.  Ale, przemyślawszy rzecz po raz drugi - a potem i dziesiąty uznałem, że błędu chyba nie popełniam i choć pewności co do tego mieć nie mogę - zaryzykuję:  a, raz maty rodyła!  Otóż, drogą obserwacji i przemyśleń  (ten poważny ton ma mnie uchronić od posądzeń o pochopność sądów)  doszedłem do przekonania, że dla większości mieszkańców naszego kraju obietnice istotniejsze okazują się od ich ewentualnej realizacji;  więcej - spełnienie obietnic nie jest w gruncie rzeczy oczekiwane.  

   Uzasadnienie? - proszę bardzo:  w kraju istnieją, z grubsza rzecz ujmując, dwie formacje rozdające polityczne karty.  Jedna z nich w kwestii realizacji obietnic zachowuje się z do skrajności  posuniętą dezynwolturą - i za jej rządów z ust reprezentujących ją polityków padały takie oto, co tu kryć - bezczelne i nie kryjące ich stosunku do omawianej kwestii wypowiedzi:  "Obietnice wiążą tych, co w nie wierzą"  czy  "Dwa razy obiecać, to jak raz dać".  A najważniejszy z nich pozwolił sobie po wygranych wyborach odetchnąć z ulgą i wbrew wcześniejszym obietnicom gotów był zaakceptować benzynę nawet  po 7 zł.  Nie bez powodu zaczęto też powiadać, że  "nikt ci tyle nie da, co Tusk obieca".  Dążąc do możliwie najzwięźlejszego podsumowania należałoby stwierdzić, że robienie z gęby cholewy przychodziło tej formacji z największą łatwością.

   A co do tych drugich - to, jak  przeciwnikom przystało, postępowali w tej sprawie zgoła odmiennie;  jak coś obiecali - to i dotrzymali.  Tzw. ogół obywateli nie mógł mieć wątpiwości:  jedni są słowni, drudzy - ani trochę.  Kto dobrze, a kto źle na tej diametralnej różnicy opinii pół roku temu wyszedł - nie chce się przypominać, bo zdrowy rozsądek burzy się nie mogąc zaakceptować tego, co jest z nim w tak zdecydowany sposób sprzeczne;  nie chce się, a jednak trzeba, gdyż - jak się wydaje - w naszej rzeczywistości nie wszystko bywa oczywiste.  Pół roku temu do władzy zostali powołani ci, co w przeszłości swoimi zapowiedziami nie czuli się związani w najmniejszym stopniu, czyli słowni inaczej - i zgodnie ze swym z dawna ustalonym i ugruntowanym statusem wcale się do realizacji przedwyborczych zobowiązań nie pokwapili.  I co? - ano, nic szczególnego - tak to się, przynajmniej jak dotąd, przedstawia.  Nauczyciele, co prawda, trochę ponarzekali - ale już spokój, studenci wcale się o darmowy akademik nie upominają, o kwocie wolnej od podatku nikt już nie wspomina - a rolnicy, choć deklarują, iż czują się oszukani protestują w sposób - jak na wagę problemu - niemrawy.  Wygląda na to, że nikt przedwyborczych obietnic KO i współdziałającej z nią reszty nie brał na serio;  owszem, obiecywali nawet niemało - ale kto rozsądny wiązałby z tym poważne oczekiwania?  A zapowiedź benzyny po 5,19 przypominana jest nie inaczej, jak z rozbawieniem;  jasne było przecież od początku, że to pic na wodę.

   Na rozum biorąc, wyborca powinien wobec wybranego nieopatrznie kłamczucha wyciągnąć konsekwencje - i to zdecydowane;  okazja do tego w postaci wyborów samorządowych była i minęła bez należytego w takiej sytuacji skutku - a zbliżająca się kolejna, czyli wybory do PE przyniesie pewnie, jak wskazują sondaże, wynik podobny.  Jak zdrowy rozsądek ma z tym sobie poradzić - nie wiadomo;  kiedy w życiu prywatnym człowiek zostanie oszukany na parę złotych - to gotów czasem gardło przegryźć,  a w publicznym - to proszę bardzo, zero pretensji.

   Można pewnie ten stan rzeczy tłumaczyć na wiele sposobów.  Na przykład - trafi się osobnik, co powie:  - mam wszystko, czego mi trzeba i potrafię o siebie zadbać;  co mi tam czyjeś obietnice, a tym bardziej - ich realizacja!   Takich jednak chyba nie ma zbyt wielu.  A może idzie o to, że obietnica - czyli zapowiedź tego, co ma nastąpić - zawiera w sobie element niepewności czy nawet niespodzianki, a przez to jest ekscytująca i ciekawsza od tego, co w przeszłości było obietnicą, a po zrealizowaniu stało się czymś zwyczajnym, a więc banałem.  Tak zdarzyło się z 500+;  dziewięć lat temu ta zapowiedź była zaskakująca i podniecała wyobraźnię, bo przedtem nikt takiego kindergeldu u nas nie pobierał. Ale potem to się opatrzyło i stało czymś, o czym nie warto pamiętać - a kontynuacja, czyli podniesienie do 800 czy obniżenie PIT o 30%, wprowadzone w trakcie kadencji, a nie tylko obiecane przed wyborami - przeszła prawie niezauważona i na pewno bez echa.  Silniejsze co do skutku wyborczego okazały się obietnice ze strony notorycznie w tej kwestii niesłownej.  Tak sobie myślę... - pewnie to, co tu przedstawiam jako swoje odkrycie - temu osobnikowi od 5,19 znane jest od dawna.


Eurybiades
O mnie Eurybiades

Konserwatysta

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo