Nie jestem zbyt wielką zwolenniczką psychologizowania w polityce, bo często charaktery, miny i humory mimo wszystko nie są aż tak wazne, jak proste INTERESY. Jednak w sprawie rządzących nami Braci oraz niektórych ich dzaiłań, zwłaszcza personalnych, nie sposób nie odwołać się do tego narzędzia analizy.
Największą winą Pawła Zalewskiego było to, że usiłował troche "zdyscyplinować" panią minister Fotygę, po jej belkotliwych wyjasnieniach na komisji Spraw Zagranicznych Sejmu. ("Podobno ona dobrze mówi po angielsku? - szepnął jeden poseł do drugiego - to wiesz, może niech ona lepiej mówi po angielsku, bo po polsku nic nie rozumiem...")
Tak naprawdę Paweł Zalewski nie zaatakował wyników szczytu, nie wyraził wątpliwości co do, dajmy na to, przedwczesnego porzucenia "pierwiastka" a juz z pewnością nie zaatakował Pana Prezydenta osobiście, nie mówiąc o tym że nawet po wódce i w czterech scianach nigdy nie nazywałby go "kartoflem" - bo po pierwsze jest zbyt kulturalny a po drugie by się nie odważył....
Paweł Zalewski zrobił to co kazdy normalny przewodniczący komisji spraw zagranicznych powinien zrobic na jego miejscu czyli nieco, powtarzam - nieco - ustawił do pionu panią minister. No bo ludzie kochani: chyba obywatele, a juz zwłaszcza ich reprezentanci w Sejmie, maja prawo wiedzieć, co właściwie ustalono na szczycie. Co zostało potwierdzone w grupie, co omawiano tete a tete. W jakich sprawach będą konieczne dodatkowe ustalenia itd. To nie tarcza antyrakietowa, to system podejmowania decyzji w Unii Europejskiej, to musi być i co więcej to będzie jawne!
No i stało się. Nieszczęsna pani Ania, która czuje się (i chyba słusznie) całkiem zaszczuta, nie wytrzymała i poskarżyła sie Prezydentowi. A ten, jak to on, rzucil sie do obrony jeszcze jednej słabej kobiety. Zwłaszcza, że to nie kto inny tylko on właśnie długo ją namawiał by zgodziła sie podjąć funkcji, która jak sie potem okazało, wielokrotnie ja przerastała.
Pan Prezydet, który ma w odróżnieniu od Brata słabe nerwy, sie zagotował. "Zerwał kontakty" i wykonał inne równie godne piaskownicy gesty. A Brat jak to Brat - murem stanął za nim. Przypomniał sobie, że ten cały Paweł Zalewski dawno juz wydawał mu się podejrzany i nasrożył sie wielce. Pan Premier oczywiście nie wie, bo mu tego nie mówią, ze wśród jego pisowskiej gwardii, to nie sa działania popularne, oj nie są... Nie wiem czy bedzie rozłam (pewno nie) ale warto pamietac, ze kropla drązy kamień. Mozna trzymac dyscyplinę, ale nie można ludzi zwłaszcza ambitnych, zbytnio upokarzać. To zawsze sie odbije na koniec na sprawności działania.
A teraz pytanie: czemu Pan Premier, człowiek bardzo wybitny, czy sie go lubi czy nie - jeden z wybitniejszych polityków ostatniego pietnastolecia (patrząc na skuteczność, siłę przebicia, konsekwencję, spryt) ulega dziwnym histeriom swojego dużo slabszego brata. Ba, uwewnętrznia je, internalizuje - jak sie mówi uczenie. Najwieksza miernota przyciagnieta z powodu zaniżonego poczucia własnej wartości Lecha do Pałacu Prezydenckiego ma szanse na nieskończone pokłady cierpliwosci Jarosława. Może ten chce bratu zrekompensowac to, że jest (jak zawsze) na czele?. Że to on wciągnał go tam gdzie jest, zmusil do gigantycznego wysiłku w kampanii i postawił w miejscu, w którym tamten niekoniecznie czuje się najlepiej. Toleruje wiec te dziwne, naprawdę mierne haremo - fraucymery, które zastepują w Pałacu personel wyższy. Dla sprawiedliwości musze powiedziec, ze okreslenie to nie dotyczy wszystkich "kobiet Prezydenta" a tylko niektórych - prawda, że większości. A pamiętacie ministra Krawczyka? Toż to Polskę trzeba było przeczesać wzdłuż i wszerz by takiego specymena znaleźć!
W efekcie dziwaczny personel Pałacu daje Prezydentowi poczucie bezpieczeństwa, kadzi mu i tworzy poduszkę powietrzna na ktrórej ten unosi się nad ziemią, slabo kontaktując z rzeczywistością. No i daje wywiady sam sobie, w których odpwiada na niezadane pytania i toczy jakieś boje z nie dokońca zwerbalizowanymi zarzutami, tak jak by kontynuował rozmowy z Pałacu, których pierwszej cześci nie byliśmy świadkami. A Brat patrzy i jak by tego wszystkiego nie widział. Ech, ta psychologia, psychologia....



Komentarze
Pokaż komentarze (6)