Dziś mała refleksja na temat tego, ze nalezy czytac ludzkie biografie, bo każdy jakoś odpowiada za swoje zycie i wiele się można z nich dowiedzieć o jego charakterze i naturze. Jednym z ciekawszych fragmentów artykułu we wczorajszej "Rzepie" na temat "afery przeciekowej" jest ten dotyczacy CV byłego ministra Kaczmarka.
Mój ty świecie! By w latach 80 być w ZSMP (Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej) to dopiero trzeba było być karierowiczem. Przy tej organizacji ZSP Kwacha i Czarzastego (zwany popularnie Zsypem) to była liberalna i "bratniacka" organizacja studencka. To pierwsze zaś to był czerwony beton, z którym nawet zsypowcy się wstydzili zadawać. Naprawde młodsi czytelnicy - wierzcie mi - tak było.
No a potem, w tak młodym wieku byc lektorem Komitetu Miejskiego PZPR i to w końcówce lat 80 - to dopiero kwiatek. A jeszcze wczesniej w Stronnictwie Demokratycznym... Aaaa i byłabym zapomniała: oddelegowany do Łodzi na kurs oficerów politycznych. To tez było ciekawe miejsce - tylko dla zaufanych. Ja cię krecę! Z tego wszystkiego jedno jest dla mnie, jako "zyjącego świadka historii najnowszej" absolutnie jasne: ten facet nie był godzien najmniejszego zaufania, ponieważ był nie tyle klasycznym co raczej ostro przegiętym modelem perelowskiego karierowicza. Takim jakich nawet w tamtych czasach nie było tak znowu wielu.
Oczywiście, że jego promowanie i postawienie na wysokie stanowisko obciąża tzw. "reżym kaczystowski" jako całość. Takze Ziobrę. No ale nie wszystkich po równo. Klaniaja się tu niezbyt ciekawe układy gdanskie, które niestety podczepione były/są pod prezydenta. I facet jeszcze potem przyciągnął Kornatowskiego... I nawet tego dzidka z, który ewidentnie tuszował sprawę zabójstwa na komisariacie tez gotowe były Kaczory bronić niczym niepodległości! Że niby nasz to dobry. I co z tego wyszło szanowni panowie? Niestety - tu nic nie ma na waszą obronę - po prostu wstyd i tyle.Jedyne co trzeba napisac, to że lepiej cos zobaczyc późno, niz wcale. I za to, że zobaczyli i sie przyznali do dziadostwa (bo czym innym były te gwałtowne dymisje?) - chwała im.
Natomiast co do Ziobry: jak wiadomo każdy który coś robi popełnia błedy i komuś sie naraża. A on coś robi. Na przyklad ruszył z posad prokurature, która prowadzi śledtwa zamiast je nagminnie umarzać z rozmaitych powodów. Przynajmniej próbuje. Usiłuje walczyc z bezkarnoscią korporacji prawniczej, a także z wyjęciem spod dyscypliny pracy, odpowiedzialności i czasem nawet spod reguł zdrowego rozsądku - sędziów, którzy do jego czasów byli grupą świętych krów III RP.
Dziś póki jeszcze nie wszystkie materialy sledztwa sa znane, każdy w sprawie CBA, afery Leppera i przecieku moze miec swoje zdanie i swoje intuicje. Ja tam zdecydowanie bardziej wierze Ziobrze niz Kaczmarkowi. Przeczytałam jego wywiad w "Dzienniku" i myslcie co chcecie - dla mnie w tym wywiadzie Ziobro nie kręci. Ewidentnie minister sam go autoryzował, poniewaz calośc napisana jest krótkimi zdaniami prokuratorskiego protokołu przesluchania. Jest tam też sporo konkretów. Co fundamentalnie odróżnia jego wypowiedź od wypowiedzi Kaczmarka. Ten mówi o "tarciach" , o "wpływach Ziobry", o "niszczeniu ludzi" natomiast cholernie mało podaje konkretów. Ziobro mówi co zdarzyło sie 5, i 6 sierpnia i co nastepnie robiono. Bez watpienia Ziobro przy tym doskonale zdaje sobie sprawe, jako prokurator i jako były uczestnik Sejmowej Komisji Śledczej, że nie moze kłamac co do faktów, bo w tej sprawie wczesniej czy później każde kłamstwo i kążda nieścislość zostana mu wyciągnięte.
Wiem oczywiście, ze fanatycznych przeciwników obecnego ministra sprawiedliwości i tak nie przekonam, bo on już dla nich stał sie postacią obdarzona mocą zła i w dodatku o ponadnaturalny mozliwościach. Ale to nie zmienia faktu, że jak mam do wyboru wierzyć byłemu członkowi ruchu "Katon", który chciał naprawiać system sprawiedliwości w III RP i byłemu młodocianemu pracownikowi tzw. aparatu PZPR, członkoio ZSMP, to raczej wierzę temu pierwszemu. W tym przypadku zdecydowanie liczy sie dla mnie nie tylko CO mówi (to tez ale nie tylko) ale i KTO. Liczy sie przy ocenie szans na prawdomówność. Sama taka filozofie podejścia stosuję i i Wam drodzy czytelnicy polecam na przyszłość, bo się sprawdza. Nawet wtedy, gdy nieznosicie "kaczystowskiego reżymu" i do samego Ziobry pałacie wielką nienawiscią.Po prostu po 30 człowiek zaczyna odpowiadac za swoja twarz i swoja biografię. I to nie jest "babranie się w przeszłości". Rzeczywistośc jest ciągła,a ludzie pozostają tymi samymi ludźmi, nawet jak się nieco zmieniają



Komentarze
Pokaż komentarze (25)