Własciwie od momentu ogłoszenia wyniku wyborów było jasne, że kolejną rozgrywką, która bedzie kształtować polską politykę, przynajmniej w sferze pyskówki i mordobicia, będzie elegancko to ujmując "spór rzadu z prezydentem".
Muszę jednak przyznać, że nie zdawałam sobie sprawy (każdy czasem sie łudzi nie tylko Igor Janke w sprawie Pawlaka :-)), że za główne pole rozgrywki Platforma i rząd wybiorą sobie politykę zagraniczną. Mialam bowiem nadzieję, że dość silny jest w tej partii nurt, który uznaje zasadnicze kierunki polityki zagranicznej poprzedniej ekipy za słuszne. Że chodzi im przede wszystkim o styl (w wykonaniu poprzedniej minister - rzeczywiście kiepski), nieumiejetność organizowania i EGZEKWOWANIA rzeczywistej pracy dyplomacji oraz o kwestie taktyki w poszczególnych sprawach. Łudziłam się, że krytyczny hałas i pianobicie tego własnie dotyczą, a są tak głośne ze względu na wymogi kampanii wyborczej.
Dziś widzę, że najprawdopodobniej niestety się łudziłam. I że niestety liderzy PO uwierzyli we własną propagandę, że polityka zagraniczna prowadzona przez PIS była błędna. I że oni ciach - mach wszystko zmienią. I już sie zabrali za zmienianie zanim zdązyli pomysleć. A w tych sprawach warto byloby usiąść na chwilę, może najpierw mianowac wiceministrów w MSZ :-) (przydaliby się), może zebrać ekspertów i dopiero potem działać. Nasze stosunki z Rosja naprawde nie ucierpiałyby gdyby pan premier nie pojechal do Moskwy 4 grudnia tylko na przyklad 16.
A gdyby ktoś zechcial spokojnie pomysleic to może doszedłby do tego, że blokada w stosunkach z Rosja nie wynika z ohydnej natury braci Kaczyńskich, tylko z zasad rosyjskiej polityki. I że te zasady nie zmienią się tak szybko w REALNYM SENSIE tylko dlatego, że Tusk się ładnie usmiecha. Na to Putin usmiechnie się jeszcze ladniej i tyle. Rosjanie nałozyli embargo czy prowadzą ekspansywna polityke energetyczną, a przede wszystkim nie przejmują się polskimi opiniami, naprawdę nie z powodu Kaczyńskich, ani nawet nie dlatego, że się obrazili za wypominanie im Katynia, tylko dlatego ze tak definiuja obecnie swoja imperialną racje stanu. Która orientują ŚWIADOMIE WYŁACZNIE na Zachodnia Europę - nas traktujac jako pętaków.
Wprowadzanie Unii Europejskiej na pole istniejących i potencjalnych konfliktów i poprzez to utrudnianie Rosji manewrów jest naprawdę jedyną rozsadna polityką w tej kwestii. Za dobre słowo, to być może kilku rosyjskich inspektorów zwolni z embarga zaklady mięsne związane z premierem Pawlakiem, ale zapewniam zwolenników otwartości i tzw. realizmu, że nie wpłynie to zasadniczo na sytuację polskiej wsi. A jeśli, to nie tej którą mam na myśli.
Polityka zagraniczna to nie zabawa i trudno w niej o spektakularne sukcesy, a łatwo o z trudem maskowane skuchy. Koncepcja, że ponieważ nie wiadomo jak inaczej przykopać prezydentowi, będzie sie to robiło na polu leżącym niebezpiecznie blisko polskiej racji stanu - jest groźna.
I na koniec jeszcze jedna uwaga: sowieccy dyplomaci byli naprawde nieźli, to jest solidna szkoła. Przez dziesieciolecia trzymali w szachu zachód i przekonywali kapitalistów do sprzedaży sznurka, na którym ci ostatni mieli zostac powieszeni. Ich spadkobiercy mają świetne tradycje. Jakoś mi sie wydaje, ze Tuska i Sikorskiego będą w stanie "robić" jak dzieci. Nie chronieni przez pancerz kaczorzej nieufności i załozonej z góry twardości, przeciwnie, ze swoją demonstracyjną otwartością, na której im tak zalezy i z ich żądzą natychmiastowych spektakularnych osiagnięć - są łatwą zdobyczą. Na takich "żądzach" bardzo łatwo grać.
I to mnie naprawdę martwi.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)