0 obserwujących
102 notki
155k odsłon
  1483   0

Wirtualne zderzenie z ziemią płk Klicha

Motto:

Widział pan ziemię?

Tylko raz, podczas czwartej próby,
kiedy piloci próbowali odejść z wysokości 20 metrów.
Wtedy nastąpiło wirtualne zderzenie z ziemią…

Wywiad z płk Klichem, zamieszczony w Rzeczpospolitej  jest na tyle ciekawy, że żal byłoby go nie skomentować.

http://www.rp.pl/artykul/576784,576992_Nie-bylo-szans--na-szczesliwe--ladowanie.html

Poniżej wybrane fragmenty wraz z krótkimi komentarzami.
(Podkreślenia w tekście moje, komentarze kursywą)

Jakie były wnioski z tych czterech prób?
Skoro ziemię widać było przez chwilę z wysokości 20 metrów, to znaczy, że nie było szans na szczęśliwe lądowanie. Nawet gdyby Tu-154M idealnie wszedł nad pas i tak skończyłoby się wypadkiem …

Rozumiem z tego, że idealne wejście na pas zazwyczaj kończy wypadkiem.

Naszym zdaniem w czasie tragicznego lotu tupolewa szwankowała współpraca załogi. Podobnie było przy katastrofie CASY. Wojsko nie uczy się na błędach?
To fakt, ze stenogramów wynika, że szwankowała współpraca załogi.Fachowo nazywa się to Crew Resource Management (CRM), czyli zarządzanie zasobami załogi.

Ze stenogramów nic takiego nie wynika.

Pan jest od badania katastrof lotniczych. Badacze zbierają informacje, piszą raporty, żeby piloci uczyli się na błędach i nie rozbijali samolotów. Ale Smoleńsk to inna sprawa, polityczna. Odczuł pan to?
Zaraz w pierwszych dniach po katastrofie rozmawiałem w Warszawie z osobą odpowiedzialną za stan lotnictwa wojskowego. Usłyszałem wprost, że trzeba robić wszystko, żeby jak najmniej odpowiedzialności było po naszej stronie. Należy pytać Rosjan, dlaczego oni nie zamknęli lotniska. W tę stronę trzeba iść.

To chyba się pan dziwnie poczuł?
Ważne, co czułem potem. Czułem, że niektórzy wojskowi eksperci, którzy byli ze mną w Rosji, wypełniali takie życzenia przełożonych, co wprowadzało atmosferę nerwowości na przykład w czasie przesłuchań. Niektóre pytania nie były uzasadnione. Były przecież inne obiektywne źródła informacji, gdzie dane te były zapisane. Na przykład na rejestratorach rozmów w kabinie załogi czy też na wieży kontrolnej. Wtedy trzeba było się skupić na czym innym. Uzyskać jak najwięcej informacji, nie tworzyć atmosfery, w której dostęp do materiałów źródłowych mógłby być ograniczony.

Zeznania kontrolerów różnią się od tego, co jest w zapisach rozmów?
Tak, są tam pewne sprzeczności, wykazałem je zresztą w swoich uwagach przesłanych do komisji Millera. Ale zeznania nie są ważne, bo mamy w ręku zapis tego, co się tam realnie działo. Poza tym mam wrażenie, że Rosjanie wielu fragmentów nie odczytali dobrze. Słyszałem na taśmie komendy, których nie ma w stenogramie.

Zeznania nie są ważne, mamy zapisy, z tym że Rosjanie wielu fragmentów nie odczytali dobrze, ale to nie ma znaczenia - czy dobrze zrozumiałem?

A z jakiego powodu Rosjanie nie przekazali nam informacji o procedurach obowiązujących na Siewiernym? Może tam jest napisane, że przy tak fatalnych warunkach, jakie były 10 kwietnia, lotnisko powinno być z automatu zamknięte?

Być może tam jest zapisana procedura zamknięcia lotniska, nie wiem. Dali nam jedynie szczątkowe informacje.

Myli się pan. W kontekście przekazywania materiałów prezydent Dmitrij Miedwiediew powiedział: „zrobiliśmy wszystko, co potrzeba”…
Jeśli tak powiedział, to znaczy, że jest po staremu
.

Nic nowego.

A TERAZ PIERWSZY HIT WYWIADU

Zrozumieli rosyjską kluczową komendę „posadka dopołnitielno”?
Nie wiem, czy zrozumieli. Wiem, że w gronie ekspertów była długa dyskusja na temat tego, co ta komenda znaczy i jak ją tłumaczyć na polski
. Tłumaczono to jako lądowanie dodatkowo, gdy zwrot oznacza lądowanie warunkowe (czyli zniżać można się do wysokości decyzji, ale lądować nie wolno, bo nie ma jeszcze zezwolenia).

Trzeba było zapytać swoich rosyjskich kolegów. Oni pewnie wiedzą, może nawet narysują.

KONIEC PIERWSZEGO HITU

Spekulowano, że generał Błasik mógł siedzieć na fotelu drugiego pilota. Czy jest już jasne, gdzie był w chwili katastrofy?
Stał w kokpicie
albo siedział na piątym fotelu, który był wolny, bo leciała czteroosobowa załoga.

Być może stał w kokpicie podczas lądowania. Rewelacja…  sam bym tego lepiej nie wymyślił.

Zatrzymajmy się przy współpracy załogi w trakcie krytycznego lotu. Według reguł, jeśli kapitan nie podejmuje decyzji o lądowaniu lub odejściu na odpowiedniej wysokości, do akcji powinien włączyć się drugi pilot, tak?
Dokładnie, i tak powinien być szkolony. Powinien się uczyć, jak wybudzić kapitana z hipnozy, zaprogramowania na lądowanie za wszelką cenę. Są kolejne kroki, aż do przejęcia sterów i zerwania podejścia.

Wyraźna sugestia… kapitan był zaprogramowany i w hipnozie.

I DRUGI HIT WYWIADU

Coraz głośniejsza jest hipoteza, że bezpośrednią przyczyną katastrofy był błąd w pilotażu. Mówiąc w skrócie – w decydującym momencie lotnicy próbują odejścia na automatycznym pilocie, wciskają przycisk „odejście”, ale samolot nie reaguje. Nie może zresztą zareagować, bo automatyczny pilot nie działa na lotnisku pozbawionym ILS, takim jak Siewierny, czyli systemu precyzyjnego lądowania. Lotnicy są zdezorientowani, tracą 5 sekund i dopiero później próbują odejścia ręcznego, ale jest za późno. Co pan powie o tej wersji?
Wiele wskazuje na to, że nacisnęli przycisk „odejście”, czekali kilka sekund na reakcję maszyny, której nie było, i dopiero potem próbowali odejść ręcznie. Ale pewności nie ma. Większość ekspertów, z którymi się konsultowałem, uważa, że naciśnięcie przycisku „odejście” nie pozostawia śladu w rejestratorze lotu, jeśli na ziemi nie ma ILS, jeśli cały system nie został aktywowany. Wnioskowałem, żeby komisja Millera przeprowadziła eksperyment dotyczący tej sprawy na drugim bliźniaczym Tu. Chodziłoby o to, żeby na bezpiecznej wysokości, przy pełnej widzialności wcisnąć czerwony guzik odejścia i sprawdzić, czy w rejestratorze pozostaje ślad.

To po tylu latach eksploatacji Tupolewów nikt tego nie wie? Zadziwiające.
Ekpert powinien wiedzieć, a nie „uważać”. Inna część ekspertów mówi co innego.

KONIEC DRUGIEGO HITU

I wreszcie na koniec próba odlotu z wirtualnej rzeczywistości.

Minister Miller obiecywał w Sejmie publikowanie cząstkowych raportów. Nic z tego nie wyszło. Dlaczego jego komisja działa w takim sekrecie?
Nie rozumiem tego. Gdy Amerykanom rozbił się prom kosmiczny, to codziennie organizowali konferencje. I nie chodziło o ujawnianie niesłychanych sekretów. Informowali, co już zrobili, w jakich obszarach i czym się będą zajmować w najbliższych dniach. Kompletnie nie rozumiem strategii tajności, która wywołuje dezorientację i jest pożywką dla spiskowych teorii. Społeczeństwo płaci za prowadzenie tych badań i ma prawo wymagać informacji.

Dlaczego to mówi? Płk Klich po prostu bardzo nie lubi min. Millera.
Dodatkowo asekuruje się na przyszłość.

KONIEC ZAPISU

-----

Panie pułkowniku Klich.

Po wirtualnym zderzeniu z ziemią, pora wrócić do realnego świata. Póki nie jest  za późno.

A tak zwyczajnie – po ludzku -  jest mi Pana po prostu żal.

Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale