Fizyka Smoleńska
Piszę o rzeczach pięknych: fizyce, lotnictwie, wszechświecie i superkomputerach. Ale też o smutnych: wyjaśniam katastrofę smoleńską. Odsłaniam manipulacje oszustów politycznych i nieuków, ich pseudonaukę o nazwie "fizyka smoleńska". Fot.: Lot nad Hudson
118 obserwujących
90 notek
923k odsłony
  10579   0

43. Air Show Smoleńsk 2013

O Fortuna, velut luna statu variabilis...Sors immanis et inanisRota tu volubilis, status malus...(Carmina Burana, XI-XIII w.)
O Fortuna, velut luna statu variabilis...Sors immanis et inanisRota tu volubilis, status malus...(Carmina Burana, XI-XIII w.)

Pod takim lotniczym tytułem ukazał się wywiad w Faktach i Mitach 31.10.2013*, od którego rozpocznę, aby później skomentowac referat o dzwięku zderzenia z brzozą. 

Paweł Artymowicz, 52 lata, doktor habilitowany nauk fizycznych w zakresie astronomii (specjalność astrofizyka), profesor i wykładowca największego kanadyjskiego Uniwersytetu w Toronto, jest jedynym polskim uczonym, który konsekwentnie obala brednie wymyślane przez ekipę Macierewicza.

„FiM”: – Z analizy wpisów na niektórych portach internetowych wynika, że jest Pan naukowcem najbardziej znienawidzonym przez wyznawców religii smoleńskiej. „Czołowy obrońca kłamstwa”,
„człowiek moralnie upadły”, „aktor teatrzyku objazdowego Laska”... Warto tak się narażać?

Prof. Artymowicz: – Nie mieszam się do polityki, ale gdy polityka zaczyna gwałcić i obrażać fizykę, a na dodatek moje ulubione hobby – latanie – twardo ich bronię.

– Przejdźmy do niedawnej konferencji smoleńskiej. Jaka jest wartość twierdzeń Wiesława Biniendy, że rezultaty jego badań (symulacje) udowodniły, iż drzewo zawsze będzie przecięte przez skrzydło, że samolot nie uległby rozpadowi na tyle kawałków, a jego masa powinna wyżłobić krater w ziemi?

– Znikoma. Już przed dwoma laty omówiłem wiele błędnych założeń i parametrów wejściowych profesora Biniendy, na przykład bardzo niewłaściwy rozmiar i liczbę elementów obliczeniowych symulujących zderzające się ciała, niewłaściwą gęstość i matematyczny model materiałowy drewna żywej brzozy i szereg innych. Niewłaściwie użyto też standardowego komputerowego programu inżynierskiego LS-Dyna. Nie daje on pewnych wyników obliczeń ze względu na niefizyczne usuwanie elementów obliczeniowych, co zwane jest w numeryce sztuczną erozją elementów. Jest obecnie powszechnie znany fakt, że erozja ma bardzo zły wpływ na dokładność obliczeń zderzeń, pękania lub rozrywania belek drewna, jak i kawałków metalu. W najlepszym wypadku praca Biniendy jest słabym technicznie studium wstępnym, a w najgorszym razie – dezinformacją.

– Czyli oszukuje?

– Pewne rzeczy wskazują na świadomą dezinformację. Możliwe jest, że celowo ukrywał pewne wyniki testów amerykańskich agencji FAA i NASA. Dla celów naukowych rozbito samolot DC-7 w taki sposób, że z prędkością tylko nieco mniejszą niż tupolew w Smoleńsku skrzydło uderzyło w słup telegraficzny. Jego końcówka ułamała się, słup podobnie jak brzoza smoleńska także został złamany. Część końcowa skrzydła poleciała do góry i w przód. Spadła po przeleceniu 135 m, co jaskrawo przeczy obliczeniom profesora, z których wysnuwa on niezachwianie wniosek, że gdy końcówka urywa się tuż nad ziemią, to przelatuje najwyżej 12 metrów. Zarówno moje i inne bardziej poprawne obliczenia, jak i amerykańskie testy fizyczne zadają kłam twierdzeniom Biniendy, o czym profesor został dawno poinformowany. Kontynuuje jednak swoje prelekcje, pokazując błędne wyniki. Niezależnie od tego, jak mocno w nie wierzy, jest to dezinformacja.

– To jego jedyny błąd?

– Drugim faktem kompromitującym obliczenia Biniendy jest to, że nie znając się na lotnictwie ani inżynierii lotniczej, przyjął wielokrotnie za duże grubości blach aluminiowych tupolewa, zwłaszcza w miejscu zderzenia. Ignorując metodologię naukową, ukrywa pełen zestaw danych wejściowych do programu LS-Dyna, czym uniemożliwia społeczności naukowo-technicznej powtórzenie jego obliczeń i wskazanie konkretnych przyczyn tego, że dają błędne rezultaty, co jest widoczne gołym okiem dla każdego dobrego inżyniera lotniczego lub fizyka. Moje apele o publikację pełnego zbioru danych Binienda ignoruje lub niezgodnie z prawdą tłumaczy prokuratorom wojskowym, że wymagałoby to zgody NASA i jego uczelni. Ujawnił tylko niektóre dane, ale nawet te skąpe informacje wskazują, że przyjął model konstrukcji zmyślonego samolotu o zewnętrznych kształtach tupolewa rządowego, w którym jest tyle aluminium, że samolot nie dałby rady wystartować – byłby zbyt ciężki.

– Na konferencję przybyli też inni specjaliści...

– Nawet pan dr inż. Wacław Berczyński, który pracował kiedyś w firmie Boeing jako projektant małych elementów jednego z ich samolotów, nie umie poprawnie policzyć siły nośnej na nieuszkodzonym i uszkodzonym płacie skrzydła, co prowadzi go do kompletnie błędnych wyobrażeń o tym, że urwanie końcówki skrzydła mogło być skontrowane przez pilotów tupolewa przy użyciu prawej lotki – czyli, że samolot nie obróciłby się na plecy. 

Podobne błędy popełnił występujący na konferencji smoleńskiej duński inżynier Glenn Joergensen.

– Najgłośniejszą „rewelację” ogłosił Chris Cieszewski, który zapewnia, iż brzozy w Smoleńsku w ogóle nie było, bo złamano ją kilka dni przed katastrofą...

– Profesor Cieszewski przeprowadził analizę dostępnych mu danych satelitarnych o słabej rozdzielczości, jednak sięgających wstecz w czasie do 5 kwietnia 2010 r. W pierwszym etapie pracy miał wyznaczyć położenie pnia brzozy po wypadku i wtedy już popełnił fatalny błąd wynikający częściowo z tego, że nie skorzystał z dokładniejszych dostępnych map lotniczych i satelitarnych, a użył bardzo niepewnej metody odczytywania położenia brzozy z kadrów filmu zrobionego z motolotni. To spowodowało, że przyjął do dalszej analizy położenie brzozy różne od faktycznego prawie o 10 metrów. Nic dziwnego, że gdy spojrzał na to, co znajduje się w źle wyznaczonym przez siebie miejscu 5 kwietnia, de facto patrzył najprawdopodobniej na worki ze śmieciami. Wydało mu się, że na niewyraźnym zdjęciu archiwalnym widzi złamaną brzozę. W rzeczywistości brzoza nie była wtedy złamana, stała po prostu w innym miejscu. Błędny wniosek o wcześniejszym złamaniu drzewa (przed wypadkiem) tak pasował PiS-owskim naukowcom, że przyjęli go bez zastanowienia. Sugerowano złamanie brzozy przez Rosjan lub inne siły nieczyste, jak w jakiejś bajce.

Lubię to! Skomentuj239 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka