0 obserwujących
69 notek
43k odsłony
  1025   0

Witamy nowy TVN-owski „autorytet”.

Dotąd redaktora Lisickiego uważałem za niezależnego w myśleniu dziennikarza. Ale właśnie odkrył karty swoim aktywnym działaniem „na polu walki z pedofilią w Kościele Katolickim”. Jego teksty w sprawie wypowiedzi księdza Bochyńskiego noszą wszelkie znamiona przyłączenia się ich autora do ogólnokrajowej nagonki na Kościół Katolicki.
Zacznijmy od tego, że w świadomości społecznej istnieje tylko jeden fragment wypowiedzi ks. Bochyńskiego . Całego tekstu nie uświadczysz w Internecie.
Całości wypowiedzi księdza jest tu, ale przytoczę tylko pełniejsze jej omówienie we „Wprost” – tygodniku przecież nie antysalonowym
Ks. Bochyński odnosząc się do przypadków pedofilii oraz oskarżeń, że dzieci prowokowały  powiedział, że należy porozmawiać z uczestnikami wydarzeń. - Nie wiem, o jakim czasie bycia dzieckiem mówimy. Bo jeżeli mówimy o dziecku 3-letnim (bo i takie przypadki pedofilii miały miejsce), to dotyczyły one rodzin, bo pod ich ścisłą opieką znajduje się wtedy dziecko. Ale mamy i dzieci 10-letnie, trochę starsze i znam przypadki, gdzie ich życie intymne potrzebowało wcześniejszego zaspokojenia. Same dzieci “wchodziły” do łóżek dorosłych, chcąc być spełnionym. I to był wybór dziecka- tłumaczył duchowny. - Myślę, że wśród tego wszystkiego, co jest nagłośnione, wyostrzone, jest całe mnóstwo zwyczajnie ludzkich, normalnych, ojcowskich czy siostrzanych zachowań, które nie przekraczają żadnych moralnych ani obyczajowych norm. I tak dzieje się w szkołach, na lekcjach religii, w oratoriach, przedszkolach czy w jakichkolwiek innych jednostkach prowadzonych przez Kościół - dodał ks. Bochyński i powiedział, że wśród księży pojawia się problem z tym, czy np. można pogłaskać dziecko by nie zostało to źle odebrane. 
W tej chwili mamy do czynienia z zaostrzeniem konfliktu. Jak w każdej chorobie – trzeba poczekać, aż stan ostry przejdzie. Takie fale zaostrzenia dyskusji o pedofilii w Kościele przelewają się przez Stany Zjednoczone, Irlandię, teraz mówi się o Polsce. Kiedyś pewien mądry proboszcz powiedział mi: jak nie wiadomo, co zrobić, to trzeba poczekać. Pewne sytuacje na pewno się wyjaśnią, zelżeją emocje. Nie mówię o konkretnych przypadkach, ale o ogólnej sytuacji. Przypadki są całkowicie do zbadania. Wiele rzeczy nie jest jednoznacznych, choć od razu dodam, że nie chcę tu nikogo usprawiedliwiać - podkreślał duchowny.  Wyjaśniając swoje słowa, ks. Bochyński dodał, że "globalnie" 10-latki nie są gotowe na współżycie, "natomiast w pojedynczych przypadkach świadomość niektórych dzieci może być bardzo dorosła, dojrzała".To, co w tej chwili mamy w Internecie, w telewizji, w naszej cywilizacji, obudziło brak tabu, gdy chodzi o sprawy intymne. W tej chwili trochę na fali jest bycie zbrukanym, i to wcześnie, czasami na wyścigi. Natomiast z drugiej strony (to też trzeba zauważyć) działanie Kościoła jest zupełnie inne. Kościół więcej mówi o wierności, o czystości przedmałżeńskiej, pokazując to jako pewne antidotum na to, co proponuje świat - przekonywał duchowny. 

Wyrywek wypowiedzi księdza (zaznaczony powyżej tłustym drukiem), funkcjonujący w świadomości społecznej, oraz zamieszczany w tekstach  Lisickiego, wygląda tak:

 „Mamy dzieci 10-letnie, trochę starsze, i znam przypadki, gdzie ich życie intymne potrzebowało wcześniejszego zaspokojenia. Same dzieci »wchodziły« do łóżek dorosłych, chcąc być spełnionym. I to był wybór dziecka”

 
Uważne porównanie obu wyrywków uświadamia nam, że mamy sytuację podobną do słynnej frazy „lub czasopisma”  znanej z afery Rywina. Pozornie nieznaczna zmiana tekstu służy do udowodnienia z góry założonej tezy.
Tezą Lisickiego i innych mu podobnych „autorytetów” jest udowodnienie, że ksiądz pochwala pedofilię. W swym najnowszym tekście przekonuje nas, że
·        Twierdzenie, że „ich [10-latków] życie intymne potrzebowało wcześniejszego zaspokojenia” oznacza przecież, że podjęcie współżycia seksualnego przez dziecko z dorosłym jest nie czymś karygodnym, ale naturalnym efektem dojrzewania. Dorosły wręcz, chciałoby się powiedzieć, przyczynia się do rozwoju dziecka. Uprawiając seks z 10-latkiem, okazuje się jego dobroczyńcą, bo „zaspokaja jego potrzebę intymną”.
·        Po drugie słowa „był to wybór dziecka” przerzucają odpowiedzialność za akt pedofilski na bezbronne i niedojrzałe dziecko – mowa o 10-latkach! – i zdejmują winę z dorosłego. Faktycznie, zatem słowa ks. Bochyńskiego to zachęta do pedofilii – wystarczy, by dorosły znalazł 10-latka o „dorosłej świadomości” i może już go niewinnie zaspokajać seksualnie. Ofiary stały się sprawcami!
Swój pamflet Lisicki tak kończy:
Księdza Bochyńskiego nie wymyślili przeciwnicy katolicyzmu. To nie oni wysłali go do mediów i nie oni włożyli mu w usta to, co powiedział. Podobnie to nie wrogowie chrześcijaństwa powstrzymali biskupów przed potępieniem tej wypowiedzi. Niestety, za bierność hierarchów zapłaci cały Kościół.

 
Nie chce mi się omawiać manipulacji jakiej dopuścił się Lisicki, samo porównanie obu tekstów wystarczy aby ją zrozumieć.  
Mam tylko apel do tego „dobroczyńcy” Kościoła.

 
Redaktorze Lisicki, niech Pan już nie broni Kościoła i księży. Wystarczy, że przestanie Pan pisać na ten temat, a wszyscy odczujemy ulgę. „Autorytetów”  zajmujących się z „nieskrywaną troską” Kościołem mamy zbyt wiele. Niewielu za to jest uczciwych dziennikarzy. Wystarczy aby stał się Pan jednym z nich. Ale chyba zbyt wiele od Pana wymagam
Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo