Dziwolągi obyczajowe protestują:
Rozłościł mnie głos Jacka Żakowskiego przeciw Janowi Wróblowi z TOK FM, że śmiał skrytykować „klątwę” tak jakby sprzeciw wobec takiej sztuki był czymś niewłaściwym. Żakowski TAK złajał Wróbla:
„Ostatnio, to znaczy w ten piątek, Jacek Żakowski w stacji TOK FM odniósł się do negatywnej oceny sztuki teatralnej "Klątwa" dokonanej przez innego dziennikarza tej stacji Jana Wróbla. który porównał ją do faszystowskiego przedstawienia, a grających w niej aktorów nazwał małymi hitlerkami. Żakowski powiedział: Nie wiem, co zrobi Jan Wróbel, a właściwie wiem, domyślam się. Nie wiem, co zrobi kierownictwo Radia TOK FM. Ja chciałem bardzo przeprosić wszystkich twórców spektaklu "Klątwa" i słuchaczy TOK FM, za to, że takie niegodne sformułowania, kłamliwe, idiotyczne, głupie zostały w tym programie innego dnia użyte. Dla mnie jest wstydem, że coś takiego w stacji, z którą współpracuję od lat, się pokazało - powiedział Jacek Żakowski w Porannym Przeglądzie Prasy w Radiu TOK FM.”
Ciekawe jak zareagowałby p. Jacek Żakowski gdyby obrazem porno sprofanowano wizerunek jego ojca lub matki?
To, co piszę na moim blogu podoba się niewielu. Niewielu jest też polemistów z tekstami, a więcej niewybrednych, mało kulturalnych krytyków adresujących swoje uwagi ad personam autora, bez najmniejszego związku z treścią publikacji.
Trudno, taka kultura blogosfery. Dobrowolnie w to wdepnąłem, więc adresata do pretensji nie ma.
W notce z 22. lutego zatytułowanej „Świat kultury bez kultury. Normy wspólnotowe jednak obowiązują” wypowiedziałem swoją opinię o głośnej ostatnio w Polsce sztuce „Klątwa” tylko w kwestii kultury przekazu, a nie walorów artystycznych przedstawienia. Dlatego ucieszył mnie felieton Krzysztofa Vargi w poniedziałkowym (27. luty) dodatku GW „Duży Format” zatytułowany „Klątwa, jako glątwa, czyli oenerowcy i bluźniercy”. Pierwsze słowa felietonu właściwie oddają także moje i redaktora Wróbla odczucia wobec sztuki. A brzmią tak:
„W "Klątwie" Frljicia ja rewolucji nie widzę, ja widzę oportunizm. Oportunizm polegający na tym, aby środkami skomplikowanymi jak szpadel wywołać wstrząs polityczny”.
Jestem też zupełnie zgodny z autorem felietonu w takiej ocenie intencji wystawienia sztuki:
„Najgorętszymi wydarzeniami sezonu nie bywają wszak arcydzieła, ale te sztuki, które przenoszą sztukę na teren działań wojennych, jakie się w Polsce obecnie toczą. Nie wartość przecież artystyczna się liczy, ale wymowa polityczna w wielkiej mierze, a to, co polityczne, a na dodatek tyczące Kościoła jest w Polsce tematem najdonioślejszym”.
Dla tych osób, co sztuki nie widzieli autor (który ją widział) recenzuje:
„Naturalnie afera wzięła się od nieszczęsnej sceny, w której pojawia się kukła Jana Pawła II z wielkim fallusem w stanie erekcji, któremu jedna z aktorek robi fellatio. Rozumiem, że ma być to symbol dominującej pozycji Kościoła, a zarazem wskazanie na seksualne nadużycia, jakich dopuszcza się kler. Następnie na kukle wiesza się tabliczkę z napisem „obrońca pedofilów”, po czym zarzuca gipsowemu papieżowi stryczek na głowę i to w zasadzie tyle - doniosłości tego aktu artystycznego jest równie potężna jak artykuł w pierwszym z brzegu brukowcu”.
A tak Krzysztof Varga (krytyk stuki) demaskuje propagowanie przedstawienia, że jest zbudowana na motywach sztuki Stanisława Wyspiańskiego i dowodzi owej manipulacji:
„Dramat Wyspiańskiego opowiadał o wiejskiej dziewczynie zabijającej swoje dzieci urodzone ze związku z księdzem, opowiadał zatem o obłudzie Kościoła, o zakłamaniu kleru - sto lat temu temat rewolucyjny, a i dziś poniżający. Oportunizm polegający na tym, aby środkami skomplikowanymi jak szpadel wywołać wstrząs polityczny. W scenie finału ścina się wielki krzyż stojący na scenie od samego początku, ścina się z zapałem ministra Szyszki ścinającego wiekowe drzewa, ale ja tu krytyki Kościoła nie zauważam, jeno zajadłą wściekłość na symbol religijny”.
Czy to, co ja napisałem w notce z 22 lutego odbiega od ocen krytyka sztuki? Wszak to są moje słowa:
„Sztuka „Klątwa” jest właśnie taką prowokującą demonstracją lekceważącą liczną społeczność kraju brzydzącą się obrazami perwersji z marginesu kulturowych zjawisk często wprost wywodzących się z patologii ludzkich postaw i zachowań”.
A w tytule notki zaznaczyłem: „Normy wspólnotowe jednak obowiązują”!
No właśnie. I w ramach tych norm kulturowych powinno się rozmawiać a nie wzajemnie łajać i obrażać, także w artystycznych przekazach sztuki. Przecież sztuka w kulturze to też forma komunikacji między ludźmi, a nie obrażania!
Ludzie nie wariujcie tylko romawiajcie!



Komentarze
Pokaż komentarze (15)