Pokłady polskiego narodowego intelektualizmu to nadzwyczaj obfite bogactwo umysłów analitycznych i beznadziejna „posucha” twórców przyszłościowej strategii rozwoju.
Mnogość opracowań z krytycznymi ocenami transformacji ustrojowej Polski po roku 1989, to upodobana tematyka publikacji społeczno gospodarczych w tonie akademickich dywagacji na temat polityczno-gospodarczego pragmatyzmu twórców III RP rzekomo krzywdzących szerokie rzesze społeczeństwa „obciążanego” kosztami wyrzeczeń na rzecz odbudowy zdewastowanego komunizmem państwa.
W ślad za pamfletami prof. Marcina Króla „Byliśmy głupi”, i prof. Karola Modzelewskiego „Zajeździmy kobyłę historii”” dziarsko kroczy młodsze pokolenie krytycznych teoretyków polskiej transformacji ustrojowej szeroko rozpisujących się na temat owych kosztów odbudowy państwa lekceważąco pomijających zbankrutowaną spuściznę socjalizmu o tragicznym stanie polskiej gospodarki.
W sobotnio niedzielnym wydaniu GW z 26/27. stycznia ukazał się artykuł Wawrzyńca Smoczyńskiego (rocznik 1976 - dziennikarz i publicysta, dyrektor Centrum Analitycznego Polityka Insight) zatytułowany „Zbudujmy coś razem” z takim populistycznym wstępem:
„Kaczyński wygrywa nie dlatego, że jest populistą, konserwatystą czy autokratą. Wygrywa, bo obiecuje wspólnotę. Schetyna przegrywa nie dlatego, że jest technokratą, liberałem czy demokratą. Przegrywa, bo jego partia stawia w centrum indywidualny awans”.
Po takim „zagajeniu” aż prosi się żeby nawiązać do filozofii socjalistów stawiających wspólnotę jako wartość nadrzędną w społeczeństwie ponad jednostkę ludzką.
Tak Włodzimierz Majakowski – piewca komunizmu – ujmuje owo zagadnienie jednostki w poemacie „Włodzimierz Iljicz Lenin”
Jednostka! Co komu po niej?! Jednostki głosik cieńszy od pisku. Do kogo dojdzie? - ledwie do żony! I to, jeżeli pochyli się blisko. Jednostka zerem jednostka bzdurą sama nie ruszy pięciocalowej kłody choćby i wielką był figurą!
Jed¬nost¬ka! Co komu po niej?!
Jed¬nost¬ki gło¬sik cień¬szy od pi¬sku.
Do kogo doj¬dzie? - le¬d¬wie do żony!
I to, je¬że¬li po¬chy¬li się bli¬sko.
Jed¬nost¬ka - ze¬rem, jed¬nost¬ka - bzdu¬rą,
sama - nie ru¬szy pię¬cio¬ca¬lo¬wej kło¬dy,
choć¬by i wiel¬ką była fi¬gu¬rą,
Rozumiem, że autor nie miał takich intencji, ale wyszło niezręcznie, bo transformacja ustrojowa Polski po 1989 r. przywracała właśnie podmiotowość jednostki ludzkiej jako głównej wartości człowieczeństwa w społeczeństwie przekształcanego od 1989 r. z socjalistycznego na demokratyczne, w którym dobrobyt społeczny był rozumiany jako suma dobrobytu jednostek, a nie odwrotnie.
Choć autor przyznaje, że zdobycze odrodzonej III RP pod rządami postsolidarnościowej władzy to zasługa liberalnej demokracji, sugerując równocześnie, że niekoniecznie była to droga słuszna. Pisze,„że wszystko to było potrzebne, pożyteczne i słuszne, ale też w jakiejś mierze bezduszne”.
Niekonsekwencja tej wypowiedzi jest oczywista. Skoro „wszystko to było potrzebne, pożyteczne i słuszne”, to w czym tkwiła owa „bezduszność”? Przecież jeżeli choremu pacjentowi ordynuje się bolesną rehabilitację, czyż można to naywać bezdusznością?
Uczciwość historyczna nakazuje przytoczyć uwarunkowania polityczno-gospodarcze na starcie ozdrowieńczej transformacji dla zbankrutowanego państwa.
Pamiętne sejmowe zasłabnięcie premiera Tadeusza Mazowieckiego tak przez niego spointowanego:
„Bardzo przepraszam, po kilku tygodniach zbyt intensywnej pracy doszedłem do stanu takiego jak polska gospodarka. Wyszedłem jednak z niego i mam nadzieję, że polska gospodarka też wyjdzie. - żartował: „Bardzo przepraszam, po kilku tygodniach zbyt intensywnej pracy doszedłem do stanu takiego jak polska gospodarka. Wyszedłem jednak z niego i mam nadzieję, że polska gospodarka też wyjdzie. - żartował ".
Długofalowym strategicznym celem poczynań rządu będzie przywrócenie Polsce instytucji gospodarczych od dawna znanych i sprawdzonych. Rozumiem przez to powrót do gospodarki rynkowej oraz roli państwa zbliżonej do rozwiniętych gospodarczo krajów. Polski nie stać już na ideologiczne eksperymenty. - mówił Tadeusz Mazowiecki”.
https://www.pb.pl/expose-szkodliwe-dla-zdrowia-900680
Zdanie zaakcentowane pogrubioną trzcinką o braku finansów na ideologiczne eksperymenty gospodarcze oddaje dramatyzm sytuacji polskiego rządu, który przejął państwo zadłużone na Zachodzie na 6,4 mld dolarów USA, a relacja zadłużenia dewizowego do wpływów dewizowych z eksportu towarów i usług wynosiła wtedy 86%.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zad%C5%82u%C5%BCenie_zagraniczne_PRL
W tej rzeczywistości gospodarczej, socjalistyczne przedsiębiorstwa państwowe masowo traciły płynność finansową, polski eksport stanął /np. stoczniowy/. Subwencjonowane z budżetów państwa i TOAP /terenowe organy administracji państwowej – dzisiejsze gminy/ PGR-y gremialnie bankrutowały z braku w budżecie środków finansowych na dalsze subwencjonowanie/ itd., itp. Katastrofie owego gremialnego bankructwa tychże PRG-ów państwo zapobiegło ustawową likwidującą Państwowe Gospodarstwa Rolne.
W tej dramatycznej sytuacji gospodarczej państwa premier Tadeusz Mazowiecki nie mógł znaleźć kandydata na ministra finansów. Odmówił mu nawet przyjaciel, prof. Witold Trzeciakowski /W 1989 uczestnik obrad Okrągłego Stołu, przewodniczący zespołu ds. gospodarki i polityki społecznej; senator RP z listy KO „S”, członek Komisji Gospodarki Narodowej. 1989-1990 minister-członek Rady Ministrów w gabinecie Tadeusza Mazowieckiego, 1989-1991 przewodniczący Rady Ekonomicznej. Odmowę uzasadnił brakiem koncepcji na „unormalnienie” polskiej gospodarki/.
Stanowisko to przyjął dopiero młody zapaleniec transformacji Leszek Balcerowicz, któremu wróżono szybką rezygnację /dymisję/. Na szczęście dla Polski ów „młody zapaleniec” okazał się twardym, „nieugiętym” rehabilitatorem polskiej gospodarki, która dzięki jego stanowczej terapii szokowej /ów koszt społeczny/ złapała równowagę, by po prawie trzech dekadach istnienia IIIRP znaleźć się w główny nurcie polityczno gospodarczym Europy Zachodniej (UE).
Nie jest rolą blogera dowodzić racji politykom i publicystom lub ich braku. Głos blogera jest tylko obywatelskim głosem (w moim przypadku) uczestnika tych trudnych przemian ustrojowych Polski, aby przypomnieć emitentom poglądów o „zbyt wysokim koszcie społecznym transformacji ustrojowej z socjalizmu do kapitalizmu”, że pomijanie przez nich trudnych i skomplikowanych uwarunkowań startu pierwszego rządu w III RP do omawianych reform jest naukowo nierzetelne, a politycznie obrzydliwie populistyczne.
Warto być przyzwoitym!




Komentarze
Pokaż komentarze (7)