Który to już raz obserwujemy podobny proces. Oto na szeroko rozumianej prawicy pojawia się zdolny, inteligentny polityk. Błyska intelektem raz tu raz tam i oto stąd i zowąd pojawia się z nagła sfora publicystów którzy, nim zdoła jeszcze zdobyć popularność i uznanie wśród młodzieży i dynamicznych menadżerów, rzucają się na niego niczym psy na odyńca. Osaczają i tak szybko jak to możliwe usiłują dorobić mu „gębę” wszystko jedno jaką, byle brzydką. Wzorcowym przykładem jest tu przypadek min. Kowanckiego. Pamiętam jego pierwsze publiczne wystąpienia. Szok, ktoś z PiSu, (poza wczesnym Bielanem) potrafi rzeczowo, konkretnie i przede wszystkim spokojnie, wypunktować przeciwnika, jak prawdziwy, nobliwy konserwatysta. Pamiętam jak pewnej czołowej dziennikarce opadała szczęka, gdy Kownacki nie dawał się wpuścić w pyskówkę. Cóż, zagrały surmy i ogary poszły w las. Gdy nie dało się do niczego przyczepić intelektualnie pociągnięto wątek osobisty: „Partyjny nominat, na niczym się nie zna”, „Ile on zarabia?!”, „Jaką dostał odprawę?! I to za co?”, tak możnaby streścić wbijane młotkiem hasła. Najmniejsze potknięcie ministra stawało się możliwie wielkim błędem. W końcu Kownacki złapany został na ewidentnym kłamstwie i w „lesie” zagrzmiał ryk triumfu. Uczta trwała kilka dni aby „gęba” utrwaliła się i zawsze można było do niej wrócić. Nie był Kownacki pierwszym, nie będzie zapewne ostatnim.
Premier Kazimierz Marcinkiewicz, ten był na tyle przezorny, że ani nie robił ani nie mówił nic kontrowersyjnego. Sfora nie mając się czego chwycić zębami sięgnęła po inny sposób. Do przesytu epatowano tym wszystkim co było niekontrowersyjne, aż się znudziło i przejadło. Nie odpuszczono nawet gdy Marcinkiewicz przestał być premierem, rozpoczął się wówczas festiwal „szukamy pracy dla Kazia”, aż w końcu Kazio wybył do banku Londynie i, co najważniejsze wybył z PiS, i pewnie, gdyby nie Isabel, stałby się dziś szanowanym i cenionym mężem stanu.
Dziś w obliczu podobnej „przygody” stanął dr Marek Migalski. Wśród posłów PiS wyróżnia się on błyskotliwą inteligencją, ciętym językiem i piórem. Ostatnio rzucił jakiś żarcik o przejściu premiera Buzka na katolicyzm i ogary zawyły. Poczuły świeżą krew. Ślina napłynęła do pyska. Sypnęło komentarzami. Osobiście nie wątpię, że w dzisiejszej rzeczywistości medialnej nawet z dr Marka Migalskiego da się zrobić ciemnego, zajadłego, napuszonego nacjonalistę, pełnego nienawiści, lub coś podobnego (skoro się dało zrobić to z np. prof. Zybertowiczem). Im większą popularność będzie miał jego blog, im częściej będzie w mediach, tym jest to bardziej prawdopodobne. Atutem Migalskiego jest jego dorobek publicystyczny i naukowy z okresu przedpisowskiego (którego wg niektórych nigdy nie było), fakt, że ludzi nie są aż tacy głupi jakby się niektórym wydawało oraz sam Marek Migalski i jego wiedza o polskich realiach politycznych.
Trzymam kciuki za dr Migalskiego i życzę mu, by w tej walce, o ile ją podejmie wytrwał jak najdłużej. Ale jakoś jestem dziwnie pewny, że jeśli zdarzy mu się jakieś potknięcie, a wcześniej czy później zdarza się każdemu, to będzie to jeden z czołowych newsów polskich mediów.
Na koniec chciałoby się przytoczyć cytat z książki R. Ziemkiewicza „Pieprzony los kataryniarza”, niestety zawodzi pamięć. W każdym bądź razie chodzi o to, że do wybijającego się umiejętnościami młodzieńca przychodzą pewni smutni panowie i mówią, że jeżeli dalej chce swoje umiejętności doskonalić to może to robić albo z nimi albo w ogóle.
Polecam filmik z blogu Ojciec&Dyrektor o dr Migalskim i Monice Olejnik
http://beta.salon24.pl/
lub
http://www.youtube.com/watch?v=ljzyWABvAXw
http://beta.salon24.pl/
lub
http://www.youtube.com/watch?v=ljzyWABvAXw
I dopisek autora:
"Radzę kopiować na dyski - film wykorzystuje cytaty ITI i pewnie każą go skasować"


Komentarze
Pokaż komentarze (39)