65 obserwujących
1233 notki
1223k odsłony
  332   0

Kaczyński w Kórniku: PL nie stać na wzrosty płac w oświacie

W mijającym tygodniu senat zajął się rządową nowelizacją Karty nauczyciela. Podniesiono o 20% pensje wszystkich nauczycieli a nie jedynie najmłodszych, zlikwidowano też powrót godziny karcianej*.

W sobotę w Kórniku do problemu nauczycielskich pensji odniósł się Jarosław Kaczyński w odpowiedzi na pytanie o brak nauczycieli, m.in. fizyki, w szkole dzieci p. Jolanty.

Prezes PiS przyznał, że nauczyciele są grupą zawodową „nieco poszkodowaną” przez rządy PiS, a sytuację gdy pensja nauczyciela dyplomowanego jest niższa niż pensja początkującej pielęgniarki należy zmienić. Aby zmiana ta mogła się dokonać muszą być jednak spełnione 2 warunki:

- rząd musi opanować inflację, co być może uda się w ciągu przyszłego roku (w inny przypadku znaczący wzrost nauczycielskich pensji może wywołać turecki wariant inflacji czyli wzrost do 100%)

- wpływy budżetu muszą znacząco wzrosnąć ponieważ w oświacie pracuje ok. milion ludzi.

Słowa prezesa PiS korespondują z wcześniejszymi enuncjacjami min. Czarnka w Radiu Plus, gdzie minister stwierdził, że na rok 2023 nie przewiduje żadnych podwyżek dla nauczycieli poza tymi jakie dostaje cała budżetówka (minister nie znał wysokości tej kwoty, ale nie protestował gdy prowadzący redaktor wymienił 7%).

Wydaje się więc, że o znaczących podwyżkach w oświacie można w najbliższych latach zapomnieć.

-------------------------

*Przypomnijmy, że bezpłatne godziny karciane wprowadzili do systemu oświatowego posłowie PO-PSL, posłowie PiS uznali je wtedy za niekonstytucyjne (wniosek do TK) i upokarzające nauczycieli i na wniosek rządu B. Szydło przegłosowali ich zniesienie, po to, by teraz, na wniosek rządu Morawieckiego głosować za ich przywróceniem. Temu przywróceniu sprzeciwiają się jednak parlamentarzyści PO-PSL, którzy te godziny ustanowili

--------------------------------

Moim zdaniem.

Kaczyński locuta causa finita. Wydaje się, poza postulowanym przez PiS wyrównaniem pensji zasadniczej młodych nauczycieli do pensji minimalnej za rok 2023, a także jakiegoś wzrostu dla reszty, jeśli bowiem kwota bazowa nie zostanie zwaloryzowana w roku 2023 to również pensja zasadnicza nauczycieli mianowanych będzie niższa od minimalnej, czyli w roku 2023 pensja podstawowa 4 na 10 nauczycieli będzie na poziomie pierwszej pensji robotnika wykwalifikowanego.

Moim zdaniem kompleks przyczyn, na skutek których nie będzie podwyżek w oświacie w przyszłym i kolejnych latach jest bardziej rozbudowany ponieważ:

a. kwestie obiektywne, na które wskazał prezes PiS, przy 500 mld budżetu są one jednak głównie kwestią woli politycznej

b. rok wyborczy: nauczyciele nie są elektoratem PiS i PiS na pewno nie będzie ich futrować

c. walki wewnętrzne – atak min. Czarnka na nauczycieli to również atak na frakcję Szydło i związaną z nią grupą byłych nauczycielek z Solidarności, które zmuszone do poparcia postulatów MEiN straciły wiarygodność, a wszystkie grupy zawodowe i środowiska dostały przestrogę czym kończy się zadzieranie z Mateuszem i wiązanie się z Szydło: kto nie z Matim ten straci.

d. pragmatyka: PiS dzieląc fundusze w budżetówce w kolejnych latach silniejszym dodaje, słabszym odbiera (m.in. w roku bieżącym MEiN zaoszczędził jeden kwartał ze szczątkowej waloryzacji płac nauczycielskich o 4,4%)

e. desinteressement ze strony MEiN. Minister Czarnek, niejako w nagrodę za dokonania, dostaje od rządu dużo pieniędzy do rozdawania różnym organizacjom i zdaje się, że jest to jego podstawowa działalność. Jeśli uda się z KPO to na infrastrukturę szkolą, pomoce dydaktycznej jest miliardy euro do wydania, w bieżącej nowelizacji PiS przepchnął przepis, by pieniądze te można było rozdawać nie tylko szkołom, ale również każdemu kto ma wpisane w statucie działania oświatowe, wydaje się więc, że do wyborów, których wynik jest niepewny, kierownictwo MEiN będzie miało ręce urobione po łokcie i nie w głowie będą im zarobki w oświacie.

Wydaje się więc, że póki Mateusz Morawiecki będzie premierem wzrost płacy w oświacie będzie możliwy tylko w dwóch przypadkach:

a. Przegłosowaniu PiS przez opozycję – ku czemu nie widać podstaw

b. Wpisaniu w pensum aktualnych godzin nadliczbowych – co de facto nie jest żadną podwyżką.

A obietnica prezesa PiS, że kiedyś nauczyciel dyplomowany będzie miał wyższą pensję niż początkująca pielęgniarka wydaje się czczym gadaniem, bo, prawdopodobnie, budżet nigdy nie będzie aż tak duży. Nadto pielęgniarek brakuje i trudno je zastąpić przy niskich pensjach, bo adeptki mogą wyjechać na Zachód. A jeśli gdzieś w Kórniku czy Warszawie zabraknie fizyka, matematyczki to świat się nie zawali, są zastępstwa, a koniec końców może zastąpić ich polonistka czy nauczyciel wf i wszystko będzie ok. Blisko połowa nauczycieli to osoby 50+ i raczej będzie chciała spokojnie dotrwać do emerytury niż rzucać pracę i iść na niepewne.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo