Dzisiejsze święto obalenia muru berlińskiego było świętem zjednoczonej Europy. Europy, która patrzy w przyszłość wybierając z przeszłości to co jest potrzebne nowej.
Europa sprzed I wojny była bardzo stabilnym kontynentem. Od czasów napoleońskich nie było tam większych wojen. Niepokoje społeczne zostały z czasem skutecznie spacyfikowane. Działo się tak póki istniał konsensus 5 wielkich mocarstw.
Dziś mamy prawdopodobnie do czynienia z próbą odbudowy tego stanu rzeczy. Świadczy o tym dobór głównych mówców na berlińskich uroczystościach. Z tym, że mocarstw jest 4 + patron zza oceanu. Liczy się bowiem to, kto "haben mercedesen", choć przyznać trzeba, że i tym, którzy w godzinach próby byli "berlinerami" postawiono postumencik (myślę, tutaj głównie o roli dla L. Wałęsy w uroczystościach, choć ile w tym było oddania hołdu, a ile niemieckiej polityki regionalnej, któż to wie?).
Czy dla nas to dobrze czy źle? Żle pewnie nie jest, w końcu pewnie wszyscy będą "haben mercedesen", tyle, że jak to w podobnych przypadkach bywa, dla prowincji zostanie to, czego nie skonsumowała centrala. Nie ma też co za bardzo narzekać, bo Polsce i tak będzie pewnie lepiej niż np. Bułgarii czy Rumunii, choć zapewne gorzej niż w Czechach.
Zapomnijmy jednak o frazesach typu "równość", "braterstwo". Zamiast pierwszego mamy po prostu "real politik", a drugie istnieje przecież na poziomie lokalnym, jeśli ktoś tego chce.
Podsumowując, szykuje nam się nowy porządek w postzimnowojennej Europie. Ale będzie to raczej rodzaj monarchii oświeconej czy oligarchicznej republiki niż demokracja. Nowym elementem jest tu rola Rosji, czy coś jeszcze?
Kończąc, czy ktoś zauważył gdzie w berlińskich uroczystościach byla Unia Europejska?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)