Dziś w programie Moniki Olejnik premier Schetyna mówił m.in. o swojej dymisji. Twierdził, że naradzali się z premierem, że w końcu premier podjął trudną i twardą decyzję, a on, Schetyna, cóż miał zrobić, podporządkował się.
Nieco inaczej rzecz pamiętał premier. Podczas pamiętnego dnia 6 dymisji (z których część drukuje się do dziś) premier wyjaśniał, że Grzegorz Schetyna jako wzór urzędnika państwowego, o nic nie podejrzewany, przyszedł do niego prosząc o dymisję.
Czyżbyśmy słyszeli dwie różne wersje tej samej historii?
Nie tak dawno słyszeliśmy jak Mariusz Kamiński inaczej niż premier pamiętał rozmowę w kancelarii.
Część mediów i czołowych dziennikarzy gromko krzyczała, że podwładny zarzuca premierowi kłamstwo, domagając się dymisji Kamińskiego.
Rozumiem, że media traktują polityków jednakowo krytycznie i równą miarą. Wkrótce też usłyszymy jak to było z prośbą Grzegorza schetyny o dymisję, i jakie powinien ponieść konsekwencje.


Komentarze
Pokaż komentarze