Co było:
Powstaje komisja hazardowa. Interesem politycznym PO jest conajmniej zdezawuowanie prac komisji lub jej kompromitacja, najlepiej zaś zwekslowanie afery na opozycję. Interes polityczny PiS to wykazanie w jak największym stopniu win PO . Interesem SLD jest odsunięcie od siebie odium partii aferalnej, bądź podzielenie się tym odium zreszta. PSL chce zachować neutralność.
Zakres prac komisji obejmuje rządy SLD, PiS i PO, wyznaczono też termin zakończenia prac, 3 miesiące od powołania. Jest to termin nierealistyczny, ale sejm może go przedłużyć.
Na I posiedzeniu zarysowały się sojusze. Przewodnictwo objęła PO, wiceprzewodniczącym został poseł SLD, PiS z prezydium wyrugowano, a PSL doń nie weszło.
Następnie zaczęły się badnie dokumentów i przesłuchania. Najpierw zajęto się ustawą, której dotyczyła afera. Rząd zastosował taktykę obstrukcji: rolę ministerstw w procesie legislacyjnym referowały osoby, które tej sprawy nie procedowały. Dochodzi do różnego typu problemów z dostarczaniem dokumentów: opóźnienia, nawał, braki itp. Platformiana większość forsuje absurdalny tryb przesłuchań: po 1 pytaniu na posła. Po ostrej krytyce mediów tryb zostaje zmieniony. 1 poseł 5 min. (czyli 2-3 pytania). Na takie dictum PiS zaczyna pyszczyć w mediach, a potem wyprowadza cios, personalny atak na przewodniczącego Sekułę. Pretekst jest taki, że Sekule ktoś z "hazardu" oferował kiedyś łapówkę. Sekuła łapówki nie przyjął ale zawsze można powiedzieć, że nie zawiadomił o fakcie organów ścigania. Pretekst naciągany ale jakiś. Poza tym PiS i tak nie ma szans na realne zagrożenie pozycji Sekuły. PO jednak podbija stawkę. Grozi wyrzuceniem posłów PiS. Pretekst jest jeszcze bardziej głupi. Otóż Kempa i Wasserman pracując w ministerstwach podpisali opinie o jednej z ustaw hazardowych. Nie ma znaczenia, że były to opinie z automatu i zawierały uwagi natury raczej technicznej (pismo Wassermana liczy bodaj 2 akapity). Prócz tego w mediach uruchomione zostaje kwestia udziału wicepremiera Gosiewskiego w powstawaniu pisowskiej ustawy hazardowej oraz niepodpisana, i nie wiadomo czy kompletna analiza, CBA kwestionująca intencje PiS w uchwalaniu ustawy. Ostatecznie PO wyrzuca posłów PiS z komisji pod pretekstem tak byle jakim, jak wyżej opisano. Wg Wassermana bezpośrednią przyczyną wykluczenia był wniosek o bilingi premiera Schetyny. Można się domyślać, że w grę wchodzić mogą też inne wnioski dowodowe, lub odcięcie posłów PiS od jakichś dokumentów, zyskanie na czasie.
Teraźniejszość
Obecnie sytuacja wygląda następująco:
PiS chce przywrócenia udziału swoich posłów (Kempy i Wassermana) w komisji via prezydium sejmu.
PO zawiesza procedowanie komisji do czasu wyboru nowych posłów z PiS, ale takich, którzy będą z PO uzgodnieni.
Co może być
Jakie są scenariusze na przyszłość?
a. Powrót Kempy i Wassermana. Dla PiS jest to korzystne, grałoby wówczas grę, do której jest przygotowane. Dla reszty opozycji i PSL również. Jeśli chce się coś znaczyć, to nie można PO pozwolić na szarogęszenie się i to bez "okupu". Dla PO jest to i dobre, i złe. Dobre, bo najpierw pokazała siłę, potem łagodność. Za powrót posłów PiS można też zarządać jakiejś ceny, np. rezygnacji z kłopotliwych wniosków dowodowych, akcji medialnych itp. Poza tym gdyby Kempa i Wasserman bryknęłi znów można ich łatwo usunąć, pod tym czy innym pretekstem.
Żle, ponieważ Kempa i Wasserman są niebezpieczni. Oboje doświadczeni, z zapleczem. Kempa ostatnio niesamowicie medialna (widać to było w wywiadach z Olejnik i Zalewską, pewnie PiS zainwestował w szkolenia), Wasserman cóż, przypuszczam, że jest dobry w badaniu dokumentów. Nie wiadomo do czego może dojść ten duet. Zwłaszcza, że w szrankach przeciw nim stają dwaj greehorni.
Inna rzecz to napięcia wewnętrzne w PO. O ile bowiem i Schetyna, i Tusk zdecydowanie postawią tamę czemukolwiek, co wyszłoby poza Mira i Zbycha, to już Komorowski może mieć w tej kwestii inne zdanie. Im więcej zależeć będzie od sejmu i jego prezydium tym wyższa pozycja i cena czcigodnego Bronisława.
b. PO nie zgadza się na powrót Wassermana i Kempy. Zawiesza obrady komisji do czasu wyboru nowych śledczych z PiS. PiS postawiony jest wówczas w trudnej sytuacji. Jeśli bowiem desygnuje nowych posłów usankcjonuje w ten sposób dyktat PO. Oprócz narażenia PiS na śmieszność PO zyska w ten sposób legitymację całej opozycji do kolejnych kroków w podobnym stylu. Poza tym jeśli PiS sądzi, że nowi śledczy będą mogli dojść do rewelacyjnych ustaleń to może to być myślenie życzeniowe. Nowi śledczy mogą być tak samo łatwo usunięci z komisji jak dotychczasowi. Pretekst znajdzie się zawsze, a do końca lutego czasu coraz mniej. Plusem dla PiS jest jednak fakt, że w takiej sytuacji w mediach mogłoby się pojawić kilka ciekawych dokumentów.
Jeśli PiS nie wskaże nikogo do komisji wówczas przestanie ona działać. PO ogłosi wszem i wobec, a będzie to powtarzane długo i często, że PiS rozbiło komisję, ponieważ boi się wyjaśnienia "afery Gosiewskiego" i kompromitacji Kaczyńskiego podczas przesłuchania (kto wie, może też Kaczyński tak bardzo przestraszył sie konfrontacji z Kamińskim?).
Oba wyjścia są dla PiS mało atrakcyjne. Jeśli bowiem wybierze któreś z nich, w przekonaniu, że prawda PiS będzie głośniejsza niż prawda PO, to na starcie stoi na wątpliwych pozycjach, nawet posiadając program I TVP. Przykładem sprawa "kłamstwa" Kamińskiego.
PiS może się też zdecydować na wyjście pośrednie -scedowanie odpowiedzialności na premiera. Czyli: zrobić dużą konferencję dla wszystkich mediów. Ogłosić, że PO rozbija komisję, łamie niezależność i suwerenność opozycji chcąc wyznaczać z jej szeregów posłów śledczych. W związku z tym PiS ceduje odpowiedzialność wyjaśnienia afery hazardowej osobiście na premiera Donalda Tuska. Aby nie dostarczać pretekstu do przerwania obrad komisji partia desygnuje do niej dwóch posłów. Będą to posłowie I kadencji, którzy nie mieli nic wspólnego z ustawą hazardową (np. dwaj najmłodsi posłowie PiS), jeśli premier uważa, że nie spełniają standardów niech wybierze jakiekolwiek dwie osoby spośród członków klubu PiS, Jarosław Kaczyński pójdzie mu na rękę. Posłowie ci nie będą zadawać pytań, nie będą wnioskować o świadków, nie będą uczestniczyć w przesłuchaniach. Niech PO sama załatwi tę sprawę tak, jak uważa, że powinna być załatwiona dla dobra RP. Niech ustala jakie chce terminy, powołuje jakich chce świadków, robi konfrontacje miedzy tym, kim chce.
Młodzi posłowie PiS rzeczywiście nie zadawaliby żadnych pytań, ale mieliby wgląd we wszystkie dokumenty komisji. Mogliby też zgłaszać wnioski o kolejne bilingi itp. Po zakończonych przesłuchaniach działoby się to, co proponowała Kataryna: posłowie Kempa i Wasserman urządzaliby konferencję prasową, w której tłumaczyliby jakie pytania nie padły i dlaczego.
PO stanęłaby wówczas pod ścianą, chociaż kto wie, być może posłowie Naumann i Urbaniak okażą się kolejnymi Rokitą i Ziobrą wykrywając grzechy PiS, jednak będzie trudniej przy pięciominutowych turach. Ciekaw też jestem jak przyciskaliby Zbycha, Mira i Grzecha, może nawet Donalda. PiS zyskałby wgląd w dokumenty i medialny show, ale tu jest haczyk. Nie wiadomo czy media (prócz TVP1) byłyby zainteresowane konferencjami Kempy i Wassermana, zawsze padałaby też kwestia, dlaczego młodzi posłowie PiS nie zadają tych pytań, które powinny być zadane. Triumfowałoby SLD, błyszczałby Arłukowicz, jako jedyny opozycjonista w komisji. PSL miałoby święty spokój czyli to czego chciało.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)