
Antoni Mężydło ur. 23 sierpnia 1954 w Lubawie, powiat iławski.W 1978 ukończył studia na Wydziale Elektroniki Politechniki Gdańskiej. W 1980 uzyskał absolutorium z zakresu fizyki na Wydziale Matematyczno-Fizyczno-Chemicznym Uniwersytetu Gdańskiego. W 2000 ukończył studia podyplomowe z zakresu finansów przedsiębiorstw i rynku kapitałowego w Wyższej Szkole Zarządzania i Marketingu w Warszawie. W 1977 r. poznał Bogdana Borusewicza, usłyszał o wydarzeniach w Radomiu. Zaangażował się w kolportaż KOR-owskich ulotek i podziemnych wydawnictw. Działał w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża. Tam poznał Lecha Kaczyńskiego. To Mężydło wciągnął w konspirację Donalda Tuska.
W 1980 r. dostał bilet do wojska, ale odmówił złożenia przysięgi na wierność ZSRR. Za karę zdegradowany i przeniesiony do jednostki w Lublińcu - jako pomocnik murarza.
Później pracował w zarządzie regionu "Solidarności". Szybko stracił posadę, bo trzymał stronę Gwiazdów i Anny Walentynowicz, którzy już wtedy byli w ostrym sporze z Lechem Wałęsą.
W stanie wojennym, skutecznie ukrywał się współpracując ze „Spotkaniami” i środowiskiem gdańskim i środowiskiem warszawskiego „Obozu''. Jako inżynier po politechnice i absolwent fizyki na Uniwersytecie Gdańskim z SB na karku, musiał za pracą przenieść się do Torunia. Zatrudnił się w zakładach radiowych .Od 1983r, aktywnie działał w strukturach podziemnych w Toruniu prowadząc min. drukarnie oraz współtworzył niezależne wydawnictwo „Kwadrat” .
3 marca 1984 r. porwany przez esbeków, przetrzymywany dwie doby i torturowany w nieczynnym ośrodku wypoczynkowym w Okoninie. Nie sypnął, mimo że był bity, grożono mu śmiercią, a gdy to nie skutkowało - proponowano mu wyjazd do Francji.
W 1985 r. został badylarzem. Wyjechał do Norwegii kopać torf. W czerwcu 1989 r. - jako jedyny ze środowiska toruńskiej "Solidarności" - nie poszedł głosować w pierwszych wolnych wyborach.
Okrągły Stół uznał za zgniły kompromis z komunistami. - Myliłem się... Odzyskaliśmy niepodległość, wyszły radzieckie wojska. Teraz jesteśmy Zachodem. Przyznaję się do błędu - wspominał przed rokiem.
Na początku lat 90. zaczął pracować w prywatnych wydawnictwach, wstąpił do Ruchu Odbudowy Polski Jana Olszewskiego.
W 1993 r. razem z Kaczyńskim i Macierewiczem protestował pod Belwederem przeciwko prezydentowi Lechowi Wałęsie. Po wygranych wyborach w 1997 r. przez AWS został szefem wydziału wydawnictw Urzędu Rady Ministrów.
W 2001 r. po raz pierwszy wszedł do Sejmu z toruńskiej listy PiS. W roku 2007 odchodzi z PiS do PO, powiedział że "nie zmienił poglądów, to PiS zmieniło poglądy", podkreślił, że zapisując się do PiS, "nie zapisywał się do partii o. Tadeusza Rydzyka".
Mistrz Świata parlamentarzystów w biegu maratońskim (42,195 km); jego rekord życiowy to 3:10:07
porwano mnie, moją żonę, jeszcze dwóch kolegów
Podejrzewam, że Bartoszcze zginął, bo się im postawił. Ja wtedy, gdy mnie uprowadzili, byłem bardzo spolegliwy. Wbrew własnemu charakterowi. Nie walczyłem, wypierałem się, mówiłem, że nic nie pamiętam, że pomyłka itd. A i tak byłem bity, straszony śmiercią. Odbezpieczali pistolet, kopali ziemię, jakby wykopywali grób. Oni zamaskowani, ubrani w kurtki puchowe, jakoś tak nienaturalnie wypchane, więc wyglądali potężnie. Przesłuchanie wyglądało tak, że światło w oczy, ja stałem, i co chwilę cios w brzuch albo w kark, tak, że padałem na ziemię. Albo nagle markowali nacinanie tętnicy szyjnej. Rzucenie na ziemię i bicie pałką po piętach. Psychicznie czułem się strasznie.
W biały dzień zaciągnięto nas z ulicy do nyski, wywieziono do lasu i tam poddawano torturom psychicznym i fizycznym, straszono śmiercią. Właściwie początek tego porwania wyglądał bardzo strasznie, wydawało się, że jest to egzekucja. Znałem również z opowieści sposób działania w przypadku porwania Janusza Krupskiego spod Pałacu Kultury i wyglądało to bardzo podobnie – też bez słów, wywiezienie do lasu, przywiązanie do drzewa, symulowanie kopania dołu. Wyglądało to na egzekucję. I napinanie pistoletów. Następnie przewieziono nas do ośrodka i tam już systematycznie przez 50 godzin poddawano różnym torturom i to psychicznym, i fizycznym, bito, przesłuchania w nocy ze światłem w oczy, uderzenie w brzuch, w kark, po których padałem. Przez 50 godzin nie pozwalano mi załatwiać żadnych potrzeb fizjologicznych, polewano wodą, gdy zasypiałem. I bez przerwy przesłuchania – albo monotonne przesłuchania przez jedną osobę, albo przez całą grupę. I wtedy po odpowiedzi takiej „nie znam, nie pamiętam, nie wiem” były uderzenia, bicia, symulacje nacinania tętnic szyjnych, bicie po piętach pałką. To były straszne rzeczy, po prostu zupełnie niezgodne nawet z tamtym prawem.
Donald Tusk: "W życiu nie spotkałem ludzi o takiej odwadze cywilnej jak Antoni Mężydło czy Bogdan Borusewicz. Akurat ci dwaj politycy związani z PiS prezentowali wielką odwagę cywilną".
Jan Rokita: Mężydło to jedna z najszlachetniejszych postaci polskiej polityki Jeżeli zechce przyjść do Platformy, bramę, przez którą będzie wchodził, wyścielimy różami.
Waldemar Pawlak.Polityk, dwukrotny premier Polski w roku 1992 (nie stworzył rządu) oraz w latach 1993-1995, polityk PSL (Prezes od 1991 do 1997 oraz od 29 stycznia 2005 roku) i poseł na Sejm nieprzerwanie od 1989 r.; do 2005 roku prezes Zarządu Warszawskiej Giełdy Towarowej (zrezygnował ze stanowiska przed wyborami parlamentarnymi); prezes Zarządu Głównego Ochotniczych Straży Pożarnych.
Absolwent Wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej. W grudniu 1981 uczestniczył w strajkach na tej uczelni. W czasie stanu wojennego pracował jako nauczyciel podstaw obsługi komputera w szkole podstawowej w Pacynie. Studia skończył w 1984 roku. Od 1984 prowadzi 17-hektarowe gospodarstwo rolne we wsi Kamionka koło Pacyny (d. woj. płockie).
Karierę polityczną rozpoczął w 1985 wstępując do ZSL, z którego listy został posłem Sejmu kontraktowego. Po rozwiązaniu ZSL przeszedł do PSL "Odrodzenie". Od 1990 członek połączonego Polskiego Stronnictwa Ludowego (od czerwca 1991 do października 1997 był prezesem Naczelnego Komitetu Wykonawczego partii). Z powodzeniem dokonał skonsolidowania podzielonego za prezesury Romana Bartoszcze stronnictwa.
5 czerwca 1992 został desygnowany przez prezydenta Wałęsę i Sejm RP na urząd premiera. 10 lipca 1992 misja stworzenia chrześcijańsko-ludowo-liberalnego rządu zakończyła się niepowodzeniem (tzw. "33 dni Pawlaka"). Ponownie został premierem po wyborach parlamentarnych w 1993 roku i stworzeniu rządu koalicyjnego SLD-PSL. Do dymisji podał się w lutym 1995 po kolejnym kryzysie politycznym koalicji. Działania jego rządu charakteryzowały się niezdecydowaniem oraz kontrowersyjnymi decyzjami personalnymi.
Wśród dotychczasowych premierów III RP wyróżniał się małomównością i niechęcią do dziennikarzy. Powolny w wypowiedziach i podejmowaniu decyzji. Zasłynął decyzją zamiany luksusowego, służbowego samochodu na produkowanego w Polsce Poloneza wyposażonego w silnik samochodu Rover.
W 1995 kandydował na urząd Prezydenta RP (po rezygnacji z kandydowania Józefa Zycha, ówczesnego marszałka Sejmu). W 1. turze wyborów uzyskał 4,31% poparcia (5 miejsce, 770 417 głosów). Ten słaby wynik był jednym z pretekstów dla zastąpienia go na stanowisku prezesa PSL przez Jarosława Kalinowskiego.
29 stycznia 2005 roku został ponownie wybrany na prezesa PSL. 1 października 2005 wybrany na przewodniczącego klubu parlamentarnego PSL.
Od 16 listopada 2007 wicepremier i minister gospodarki w rządzie Donalda Tuska
Strąk: – Kiedyś jechaliśmy razem samochodem. Prowadził Pawlak. Ze zdziwieniem zauważyłem, że co jakiś czas zupełnie bez powodu przyhamowuje. Spytałem, dlaczego to robi? – Badam przyczepność drogi – odpowiedział. Pawlak jest bardzo ostrożny, nigdzie się nie spieszy. I ze stoickim spokojem zazwyczaj się spóźnia. Brak emocji na twarzy spowodował, że dziennikarze nazywali go cyborgiem. Dzisiaj częściej się uśmiecha. Czasami nawet krotochwilnie
Mimo spokoju i skłonności do dowcipów Pawlak jest bardzo twardym negocjatorem. Artur Balazs uważa, że twardością i konsekwencją dorównuje Jarosławowi Kaczyńskiemu. Uporem „zabijał” kiedyś koalicjantów z SLD. Myśleniem kilka ruchów do przodu pacyfikował wewnątrz peeselowskich konkurentów
Pytany przeze mnie, co było kamieniem milowym w jego życiu, udziela zaskakującej odpowiedzi: – Wygrana w V Olimpiadzie Wiedzy Technicznej w 1978 roku. Nie dowierzam. Ale Pawlak ma na potwierdzenie tej opinii argument natury racjonalno-filozoficznej. – Mogłem wybrać uczelnię, zrezygnowałem więc ze studiowania w Płocku i złożyłem papiery na Wydział Samochodów i Maszyn Roboczych na Politechnice Warszawskiej. Uznałem wtedy, że „jestem silniejszy, cięższą podajcie mi zbroję”.
– Trwa ciężka praca, podkładanie min, aby teren wysadzić w powietrze – tak Pawlak scharakteryzował krajobraz, jaki powstał, kiedy PSL rozpoczęło negocjacje z Platformą. Kto te miny podkłada, nie dowiedziałam się. Prezes powiedział tylko, że nie będzie się tym przejmował. – Pogoda jest czymś, co trzeba brać pod uwagę, ale nie można na nią narzekać – stwierdził niczym rasowy rolnik z pokorą przyjmujący wyroki przyrody. Wypowiedział te słowa kilkanaście godzin po spotkaniu z Donaldem Tuskiem, na którym uzgodnili powstanie koalicji.
Być może przywrócenie do Komisji Hazardowej Wassermana i Kempy to akt niewiele znaczący, ale dziś Waldemar Pawlak pokazał, że duży nie może wszystkiego.
Antoni Mężydło zaś swoim głosowaniem wskazał, że w polskiej polityce są jeszcze posłowie, którzy przyzwoitość cenią sobie bardziej niż partyjny interes.
Komentarze
Pokaż komentarze (2)