W kwestii śledztwa smoleńskiego bardziej ufam prezydentowi Rosji niż polskiemu akredytowanemu przy MAK płk. Klichowi.
W taki sposób w programie B. Rymanowskiego prezydencki minister T. Nałecz skomentował rozdźwięk między słowami prezydenta Rosji D. Miedwiediewa a wcześniejszymi wypowiedziami polskiego akredytowanego przy MAK E. Klicha,
D. Miedwiediew w wywiadzie dla Wprost stwiedził m.in.:
Wnioski międzynarodowego komitetu lotniczego w sprawie katastrofy smoleńskiej już są. Powinny być w pełni udostępnione wszystkim zainteresowanym. Wszystkie materiały zostaną przekazane Polakom. Gdybyśmy czegoś nie przekazali, to na dziesięciolecia stałoby się to powodem napięć w naszych stosunkach.
Min. Nałęcz dobrze ocenił polsko - rosyjską współpracę w śledztwach smoleńskich. Jego zdaniem Polska jest dla Rosji tak ważnym krajem, że na pewno nie będzie żadnch problemów z przekazaniem dowodów. Na potwierdzenie tego osądu powołał się m.in. na cytowaną wyżej wypowiedź Miedwiediewa dla tygodnika Wprost. Zapytany o wcześniejsze enuncjacje polskiego obserwatora przy, zakończonym już, śledztwie MAK o tym, że strona rosyjska zignorowała część jego wniosków, m.in. o przekazanie dokumentacji odnośnie lotniska, prezydencki minister stwierdził, że w tej sprawie bardziej niż polskiemu akredytowanemu wierzy słowom rosyjskiego prezydenta.
Nałęcz nie obawia się rosyjskich prób umniejszenia odpowiedzialności tego państwa za smoleńską katastrofę, czy braku obiektywizmu rosyjskich śledztw. Prezydencki minister stwierdził, że Rosja na pewno nie będzie bronić jakiegoś kontrolera w chwili gdy mogłoby to narazić na szwank stosunki międzypaństwowe. Tomasz Nałęcz nie odniósł się do kwestii, ze z Rosji już nadeszły zmienione po kilku miesiącach zeznania kontrolerów lotu ze Smoleńska.
Skąd tak wielkie zaufanie prezydenckiego ministra do państwa, którego ustrój dyplomaci USA, do niedawna najbliższego polskiego alianta, określają mianem opartej na korupcji kleptokracji (rządów złodziei)? Przypomnijmy, że oficjalna rosyjska komisja stwierdziła, że przyczyną zatopienia okrętu atomowego Kursk był atak niezidentyfikowanej, byc może amerykańskiej, łodzi podwodnej, a rosyjskie społeczeństwo było systematycznie okłamywane odnośnie pozostałych przy życiu rosyjskich marynarzy.
Dlaczego prezydencki minister mając z jednej strony gołosłowne deklaracje rosyjskiego prezydenta, a z drugiej potwierdzone dowodami słowa polskiego przedstawiciela, zawierza tym pierwszym?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)