Niektórzy twierdzą, ze wszystkie ważniejsze wydarzenia w bloku sowieckim wytłumaczyć można rywalizacją KGB i GRU. Spróbujmy z tej perspektywy spojrzeć na ostatnią wizytę w Polsce prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa.
Ku zaskoczeniu nie ma ekstazy.
Brak spazmów rozkoszy.
TVP nie emituje 1612.
A wizyta, przed którą, po raz pierwszy w historii, zwołano galę wszysktich prezydentów i premierów III RP nie została ogłoszona ani epokową, ani najważniejszą.
Przeciwnie, słychać jakieś sarkania, widać krzywienie noska.
A to zbyt mało zawarto umów, a to niewiele było o gospodarce.
Nawet załatwienie kwestii katyńskiej nie wzbudziło ekstatacji.
A w kilka godzin po wyjeździe rosyjskiego prezydenta czołówki polskich portali wypenione były głównie wiadomościami o kolejnych enuncjacjach wikileaks. Oto czołówki:
Wyborcza: Nadszedł wreszcie dzień zapłaty (o tym że Bydgoszcz i Toruń wybrały w niedzielę nowych prezydentów)
Tokfm: Zwykli pasażerowie tego nie odczują (o podróży prezyenta rejsowym samolotem)
gazeta.pl o meczu ligi mistrrzów
polskatimes: Palikot: CBA ma polityczne zlecenie, nie będę im ułatwiał
TVP Info: Assange w areszcie do 14 grudnia
TVN24: "Jeśli zredukujemy siły, Polska zareaguje negatywnie" (wikileaks)
Rzeczpospolita: Flaki z premierem na ostro i elegancko (o ważnych politycznie knajpach)
Jedynie Polityka Wprost i Newswek trzymają fason:
Polityka: Bliżej nam do Rosji czy USA?
Wprost: Dmitrij Miedwiediew dla "Wprost": możemy zlikwidować barierę w stosunkach polsko-rosyjskich
Newsweek: Info o szefie Wikileaks, podsumowanie wizyty Miedwiediewa, konferencja PiS o wizycie, Prezentacja rosyjskiej wizji katastrofy Tu-154
Ba, doszło do czegoś dotychczas wyobrażalnego jedynie wobec PiSu. Mianowicie media obraziły się na prezydenta! Najpierw jakieś fochy, że tylko TVN dopuszczony został do kręcenia filmu podczas kolacji z Miedwiediewem, a potem fotoreporteży gremialnie odmówili robienia zdjęć, pod pretekstem nie wpuszczenia ich na jakiś podest.
Jak wytłumaczyć fakt, ze od dziesięcioleci serwilistyczne polskie media zdobyły się na protest i to w tak błahych sprawach? Zapewne nie twardością kręgosłupa.
Może więc informacje o rozdźwiękach między Miedwiediewem a Putinem nie są zmyślone?
Warto jeszcze poswięcić kilka słów artykułowi z Newsweeka autorstwa J. Osieckiego, T. Białoszewskiego, i R. Latkowskiego (Dramat w 3 aktach II).
Są to ustalenia "dziennikarskiego śledztwa" z książki "Ostatni lot". Wg autorów artykułu główną przyczyną katastrofy były ambicje kpt. Protasiuka, który za wszelką cenę chciał popisać się przed gen. Błasikiem, chcąc uzyskać awans na majora. W związku z tym "zaprogramował się na lądowanie" lekceważąc wszystkie możliwe przepisy. Załoga bezrefleksyjnie podążała za kapitanem nie zwracając uwagi na instrumenty, z których część i tak była błędnie zaprogramowana, a jedynie wypatrując ziemi. Pomysłem Protasiuka miało być wykorzystanie danych z komputera pokładowego z lotu jaki odbył 3 dni wcześniej z ekipą premiera Tuska. Pilot miał lecieć na ślepo kierując się tymi danymi. Nie wiedział jednak o dolinie przed lotniskiem i to spowodowało katastrofę.
Wg autorów tego typu pełzane lądowania, na ślepo szukające świateł lotniska są częste w 36 pułku specjalnym.
Jeśli chodzi o winę rosyjskich kontrolerów to jakaś była, ale nie miała znaczenia, bo polscy piloci ani kontrolerów nie słuchali, ani nie kierowali się ich komendami.
Nie znam się na lotniczych kwestiach poczekam więc na zdanie tych, którzy się znają, jednak: Jan Osiecki, Tomasz Białoszewski, Robert Latkowski, zapamiętajmy te nazwiska, tym bardziej, że z treści artykułu wynika, że autorzy dotarli do stenogramów rozmów z wieży kontrolnej lotniska w Smoleńsku, do których nie udało się dotrzeć polskiej prokuraturze.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)