Wreszcie, po tylu próbach, tylu nie wykorzystanych okazjach... Dało radę.
Łatwo nie było. Na pokład poszły wszystkie ręce, trzeba było użyć wszytkie narzędzia z warsztatu (Pluszak Premiera poszedł nawet na chwalenie Piłsudskiego i bitwy warszawskiej), ale w końcu doszło do rozrób. Ile ich było, tyle było, jednak pojawiły się i krew, i karetka, i ranni, a co najważniejsze Polacy jako agresorzy.
Kto wie może dzisiaj będzie ten piękny dzień, który zadowoli Polaków, Rosjan, rząd, opozycję, Czerską, Wiertniczą i Gazetę Polską, Putina i postępowe zachodnie media.
Wszystko to nie zmienia podstawowego faktu: słabości struktur siłowych polskiego państwa, które najpierw nie potrafiły przetransportować z miejsca na miejsce kilkudziesięciu ludzi w wieku okołoemerytalnym, a potem utrzymać porządku w swojej stolicy na dużej międzynarodowej imprezie. Wątpię jednak, by akurat to było tematem posportowych analiz.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)