W poniedziałek w programie Tomasza Lisa Bronisław Komorowski zaproponował by państwo fundowało granty instytutom, katedrom historycznym, by, mówiąc w skrócie, pisały one historię „prawdziwą”, w odróżnieniu od tej z IPN. Idea oczywiście szczytna i jak najbardziej akuratna, pytanie tylko czy skuteczna. Bo o ile na stanowiskach kierowniczych często znajdują się ludzie otwarci i roztropni, tacy, którzy wiedzą na co sobie można pozwolić, a na co nie, to z młodzieżą może być problem, na co zwracałem uwagę w moim poprzednim poście. Zresztą tego typu pomysły padają już od lat ponad czterech i nikt ich nie podchwytuje. Pytanie czy tylko z braku chęci?
Porzucając rozważania o tym jakiego typu bodźce i zachęty zastosowano dotąd celem powstania historii „prawdziwej” radziłbym zastanowić się nad innym problemem. Może adresat jest niewłaściwy? Nie raz i nie dwa wspaniałe książki historyczne pisali ludzie nie będący akademickimi historykami. Wspomnę tutaj Bogusława Wołoszańskiego, Karola Bunscha, i, bodaj najwspanialszego popularyzatora historii, ale też i badacza Józefa Ignacego Kraszewskiego. Być może granty kierować należy nie do instytutów, katedr ale po prostu demokratycznie do wszystkich. Zwłaszcza nie lekceważyłbym dziennikarzy. Kilku z nich jest już autorami cennych książek historycznych. Jeśli chodzi o historię najnowszą warsztat dziennikarski wcale nie jest tak bardzo różny od historycznego. Poza tym książki napisana przez dziennikarzy miałyby wiele innych cennych zalet, na przykład polot, fantazję, mocniejsze walory rynkowe, język bardziej dostosowany do pojmowania odbiorców. Wyobraźmy sobie na przykład biografię Lecha Wałęsy, albo innej ikony „Solidarności” pióra Wojciecha Czuchnowskiego i Agnieszki Kublik. Czyż nie byłaby to pozycja wspaniała i godna ze wszech miar polecenia każdemu? Nie ma wątpliwości, że książka taka wolna byłaby od zawziętości, napastliwości, rewanżyzmu, wchodzenia cudze życie z ubłoconymi butami. Poza tym książka taka mogłaby powstać możliwie szybko, kto wie, może nawet przed wyborami prezydenckimi, wątpię bowiem, czy autorzy przywiązywaliby przesadną wagę do przeglądania wszystkich esbeckich popłuczyn, zwichrowanych spiskową wizją świata no i często fałszowanych . Czynnik czasu może odgrywać tu bardzo ważną rolę, na razie bowiem skrzywiona IPN-owka wizja historii będąca w istocie promocją esbeckiego bagna jest jedyną dostępną (oczywiście z gruntu fałszywą) wersją dziejów demokratycznej opozycji.
Jest też inny argument. Z niewiadomych ;-), względów IPN skoncentrował się na badaniu wątków związanych z Lechem Wałęsą. A czekają przecież na swoich badaczy (właśnie badaczy niekoniecznie historiografów) dokonania ;-) na przykład braci Kaczyńskich, Andrzeja Gwiazdy, Anny Walentynowicz, no i niedoceniana często rola B. Geremka, T. Mazowieckiego, W. Frasyniuka. Czy nie warto tu uprzedzić wiadomego sortu IPN-owskich paszkwili? (No a co jeśli za coś takiego zabiorą się np. Arcana?!!).
Panie Marszałku! Uruchamiać fundusze, przemyśleć kwestię adresata.
Kończąc, wszystkim przeciwnikom IPN i zwolennikom jego rozwiązania zadedykuję słowa Jacka Kuronia: Nie palcie komitetów, twórzcie własne.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)