59 obserwujących
1096 notek
1071k odsłon
294 odsłony

Negocjacje MEN - Solidarność: nie będzie wzrostu nakładów na edukację

Wykop Skomentuj11

Zakończyła się I runda negocjacji między MEN a  Sekcją  Krajową Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność.

Optymistycznie podsumował je przewodniczący Proksa: Spełniono 5 z 6 naszych postulatów, o szóstym będziemy rozmawiać. Początek rozmów w sierpniu. Przypomnijmy, że ten szósty postulat to związanie wynagrodzeń nauczycieli z przeciętną pensją.

Moim zdaniem dialog oczywiście będzie trwał, ale będzie to dialog pozorowany, ponieważ;

1. Chodzi o ogólne założenia polityki PiS: 

a. w firmach prywatnych mają być wyższe zarobki niż w służbie państwowej

b. zarobki w poszczególnych branżach nie mogą być automatyczne, ale zawsze zależne od słowa centrali (divide et impera).

2. Podstawowym problemem jeśli chodzi o służby państwowe jest obecnie służba zdrowia, na którą w ciągu 4 lat nakłady wzrosną o 60 mld. Oświata jest jedną z ostatnich w kolejce, bo wbrew pozorom radzi sobie zupełnie nieźle, nawet na tle Europy i przy obecnych nakładach.

3. Dla twardego elektoratu PiS "nauczyciele" czyli "broniarze" lub "krowy i świnie" lub "pilnowacze dzieci" są obecnie czymś w rodzaju laleczki voodoo, w którą wbija się szpile celem osiągnięcia pewnego relaksu/ równowagi. Nie chodzi o zawód nauczycielski w ogóle, zapewne też nie o te nauczycielki, które uczą ich dzieci czy wnuki lecz o pewnego fantoma stworzonego przez sprawną propagandę, skupiającego w sobie niemal całe zło świata. Tyle, że ew. podwyżki dotyczyłyby tego właśnie fantoma.

4. Dla elit intelektualnych PiS jakość nauczania i nauczycielskie pensje to kwestie rozłączne - nie powiązane ze sobą. Ich zdaniem, to ile nauczyciel wie, jak uczy, co sobą prezentuje nie ma związku z tym ile ma na koncie, a jeśli już to niewielki. Wynika to po części z doświadczeń osobistych z PRL kiedy w ubogim społeczeństwie poziom równie ubogiej szkoły nie zależał od pensji nauczycieli. Te doświadczenia są teraz ekstrapolowane na system kapitalistyczny (np. wypowiedź Kuratora z Kujaw na koniec roku szkolnego, albo prof. Nalaskowskiego w RM). Z drugiej strony z doświadczeń szkół katolickich gdzie poziom szkół prowadzonych przez księży, zakonnice, albo ludzi silnie wierzących ma nikły związek z zarobkami, ze względów oczywistych. Plus resztki etosu szlachecko - inteligenckiego, gdzie zwykle bogaty z domu szlachcic rozdawał swoje uposażenie ludowi w ramach pracy u podstaw (żeromszczyzna), plus etos plebejsko - rzemieślniczy: najpierw udowodnij jak jesteś dobry (wyzwól się z terminu, z czeladnika, na mistrza itd) a potem dopiero myśl o jakimś wynagrodzeniu i to najlepiej po decyzji cechu.

5. Porozumienie rządu z Solidarnością (P. Dudą). W linkowanej na portalu Tysol rozmowie P. Dudy z Radiem Olsztyn P. Duda mówi o konkretnych porozumieniach z rządem odnośnie kolejnych podwyżek dla kolejnych branż (sądy, nie-lekarze, sanepid, urzędnicy NFZ, inspekcja weterynaryjna, administracyjni pracownicy szkół itd). Ogólnie rząd zgadza się na podwyżkę dla całej budżetówki o 7%, a "S" chce 15%. Czyli mówimy o podwyżkach socjalnych: utrzymanie siły nabywczej pensji budżetówki na mniej więcej dzisiejszym poziomie, ale nie o jej wzroście. Nauczyciele są jednym z elementów tej układanki 

6. Interesy mocnych branż budżetówki. Jeśli pensje słabych branż budżetówki wzrosną to zaraz zaatakują branże silne (mundurówka, skarbówka itp.) aby utrzymać swoją pozycję. 


Jaki jest efekt tej układanki? Bliski sercu twardego elektoratu PiS. Nie będzie żadnych realnych podwyżek w oświacie. Siła nabywcza pensji "broniarzy" nie wzrośnie, co nie oznacza, że nie będzie podwyżek w ogóle. Solidarność będzie twardo negocjować z rządem i zawsze odniesie sukces uzyskując podwyżki zawsze takie by siła nabywcza byla taka jak od 3 lat II PiS: pensja zasadnicza o ok. 1000 zł mniej niż przeciętna płaca. O niższe zarobki trudno, po prostu, gospodarka musi mieć pracowników odpowiednio wyedukowanych - to są konkretne pieniądze - i nie można dopuścić do załamania szkół.

Czy to dobrze czy to źle? Sam nie wiem, ale chyba PiS - jeśli się uda - robi tu dobrą pracę. Bo trzeba wyrzucić z zawodu znaczną grupę nauczycieli, może z 50%, a z reszty zrobić wieloprzedmiotowców ze zwiększonym pensum i specjalistów z niskim pensum (rzesza 700 tys płatna z budżetu nigdy nie będzie miała wysokich pensji). I wtedy jedni i drudzy muszą zarabiać na prawdę dobrze. Równolegle musi nastąpić brutalny podział uczniów - ze względu na zdolności: albo do zawodu, albo do LO (ale prawdziwego LO). Bez sentymentów. Bez zindywidualizowanych ścieżek (prócz najzdolniejszych) i ciągnięcia za uszy i udawanego wykształcenia. Wtedy oświata ruszy z kopyta, ale wielu rodziców zapłacze i poczuje się skrzywdzona. Tego znowóż PiS może nie wytrzymać.

Czy taki był pomysł PiS na reformę oświaty? Nie wiem. Myślę, PiS samo tego dziś nie wie, bo już tak się zagmatwało i zakiwało, że  nie pamięta po co ta reforma była. Dowodem choćby słowa prof. Parucha powtórzone w kolejnych wypowiedziach: jednym z najważniejszych zadań programowych PiS jest obecnie ustalenie tego co będzie nauczane w liceach. Wstępne prace mają ruszyć już na początku lipca.

Szkoda komentować. Przypomina się wiersz Krasickiego:


Kiedy wół był ministrem i rządził rozsądnie,

Szły, prawda, rzeczy z wolna, ale szły porządnie.

Jednostajność na koniec monarchę znudziła;

Dał miejsce woła małpie lew, bo go bawiła.

Dwór był kontent, kontenci poddani — z początku; 

Ustała wkrótce radość — nie było porządku.

Pan się śmiał, śmiał minister, płakał lud ubogi.

Kiedy więc coraz większe nastawały trwogi,

Zrzucono z miejsca małpę. Żeby złemu radził,

Wzięto lisa: ten pana i poddanych zdradził. 

Nie osiedział się zdrajca i ten, który bawił:

Znowu wół był ministrem i wszystko naprawił.  


Tylko, że reforma PiS zaczęło się od razu od momentu, gdy lew był znudzony.

Pięknie podsumował to we wczorajszej debacie w senacie senator Czarnobaj wskazując na chaos, działania z doskoku, ad hoc, dojutrkowość, brak myśli przewodniej, kręgosłupa, jako normę tej reformy (swoją drogą byłem szczerze zaskoczony, że w PO są tak rozsądni, spokojni, wyważeni ludzie, a nie - jak w sejmie - wrzeszczące pacynki, albo mechaniczne misie czy króliki).

Są jednak pozytywy. Pierwszym - może bardziej nadzieją na pozytyw - jest nowy minister, on właśnie przypomina woła, i z postury, i z zachowania, i , mam nadzieję, z działań. Druga nadzieja to słowa Proksy, ponoć rozmawiano o pragmatyce zawodu nauczyciela. Tak właśnie - pragmatyką - nazywano ułożenie zawodu nauczycielskiego w II RP.  Mam nadzieję, że to kierunkowe słowa.


A strajki we wrześniu oczywiście też będą, bo aparat ZNP to nie są ludzie którzy pracują w szkołach ale są częścią aparatu samorządowego, zwłaszcza dużych miast. A samorządy dużych miast będą grupą szturmową PO w tej kampanii. Nauczyciele zaś są często na tyle mądrzy, ile zarabiają, wiele w ogóle nie utrzymuje sie z pracy w szkołach, i w nosie ma pensje, wreszcie koniec końców ponad 90% z nich to wrażliwa na emocje płeć piękna.

Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo