60 obserwujących
460 notek
871k odsłon
3948 odsłon

"Zawodowi Ukraińcy" (© O. Maslak) a wojna hybrydowa

Wykop Skomentuj134

W dniu wczorajszym portal dziennik.pl opublikował fragmenty opublikowanego w wersji papierowej wywiadu Miry Suchodolskiej z prezesem Związku Ukraińców w Polsce od 19 lutego 2006, Piotrem Tymą. W prezentowanej przez niego wizji, aktualnie rządzący i sprzyjające im media narzucają narrację, w której między Polską i Ukrainą trwa idylla. Tymczasem w rzeczywistości jest bardzo źle, czego przykładem mają być pobicia i bójki ze względu na narodowość, czy traktowanie przez Polaków ukraińskich pomników, czy grobów za prowokację. Kilka słów zarówno w ramach mojego komentarza, jak i wskazania kontekstu tytułu tego wpisu - trochę niżej.


image

Nie chcę w tej notce szerzej omawiać obecnej sytuacji, może poza zwróceniem uwagi na pewne zjawisko.  Po pozytywnych sygnałach wobec Polski w czasie kampanii, po wyborach W. Zełenski próbował podtrzymać linię P. Poroszenki - orientacja na... Berlin z założeniem, że Polska się nie liczy. Miał w tym wsparcie przychylnych mu (i UE) ludzi mediów. Zwracając uwagę na różne kwestie "między wierszami" można zauważyć nową tendencję. W PiS od dłuższego czasu narasta przekonanie, że politycznie Polska przeinwestowała bezwarunkowo wspierając Ukrainę, otrzymując w zamian takie kurioza, jak barbarzyński zakaz ekshumacji szczątków obywateli II RP na terenie Ukrainy. Coraz mniej słyszymy głosów suflujących bezwarunkową postawę, by Polska była "adwokatem Ukrainy". Trudno się dziwić, skoro władze tej ostatniej i ich medialne zaplecze ma to w dużym poważaniu. Antyukraińskie wątki siłą rzeczy muszą się też przewijać podczas częstych od czasu reanimacji Grupy Wyszehradzkiej spotkań z przedstawicielami Węgier. "Na drugim fortepianie", wspierając Ukrainę na poziomie parlamentarnym gra S. Karczewski. Wydarzenia, w których efekcie Rosja została przywrócona w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy spowodowały dość nieoczekiwany zwrot:

Witalij Portnikow, znany ukraiński liberalny i prounijny dziennikarz i publicysta, a zarazem przewodniczący ukraińskiej części Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa, po zwycięstwie w wyborach prezydenckich Wołodymyra Zełenskiego zweryfikował swoje oczekiwania wobec Polski. Publicysta, który jeszcze niedawno twierdził, że Ukraina nie potrzebuje „adwokatów” a Polska bardziej potrzebuje Ukrainy, niż Ukraina Polski, teraz prosi o polskie wsparcie.

W felietonie, który ukazał się w poniedziałek na stronie internetowej kanału Espreso, Portnikow odniósł się do przywrócenia praw Rosji w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy i reakcji na ten fakt marszałka polskiego Senatu Stanisława Karczewskiego, który zapowiedział zorganizowanie spotkania z przedstawicielami Litwy, Łotwy, Estonii, Gruzji, Ukrainy i Słowacji. Według Portnikowa na Zachodzie są siły, które chcą normalizacji stosunków z Rosją kosztem Ukrainy a ich zamiary udawało się do tej pory powstrzymywać dzięki międzynarodowej reakcji. Wskazał przy tym na kraje Europy Środkowo-Wschodniej, które „doskonale zdają sobie sprawę z rosyjskiego zagrożenia”.

(kresy.pl - źródło i całość)

Słowa P. Tymy można skomentować krótko. W każdej większej populacji zdarzają się akty przemocy, by o nich dyskutować potrzebne są jednak statystyki i dokumentacja, a nie "opowieści z mchu i paproci". Brak informacji, by ukraińskie groby ktoś ruszał, a będące dla kijowskiej strony kontrowersyjnymi działania wobec pomników UPA - pomijając samo znaczenie takich pomników na terenie Polski - dotyczą monumentów stawianych nielegalnie, głównie w latach '90 XX w.

O co tu chodzi? Myślę, że pewne tło daje artykuł Oleksandera Maslaka - "Zawodowi Ukraińcy" – obraz społecznej patologii”.

image

[Oleksander Maslak z Kijowa – politolog, członek rady Korpusu Narodowego]

Fragmenty.

Typ „zawodowego Ukraińca” jest od dawna znany i rozpowszechniony w naszym kraju. To osoby, które uczyniły z „mowy i wyszywanki” sposób na zarabianie pieniędzy i wylewające krokodyle łzy nad „losem nieszczęsnego narodu” – zjawisko dość obrzydliwe, ale nieuchronne w warunkach takiej a nie innej, zdeformowanej przez radziecką przeszłość i obecną kryminalno-korupcyjną rzeczywistość – postawy i kondycji naszego społeczeństwa. Jednakże na Ukrainie, z wyjątkiem kilku regionów, „zawodowa ukraińskość” jest zjawiskiem raczej marginalnym, mało znaczącym, poza może pewnym segmentem sieci społecznościowych i „specjalistycznej prasy drukowanej.” 

Inaczej to wygląda w przypadku społeczności ukraińskiej za granicą, w tak zwanej „diasporze”. Po wymierającym już pokoleniu intelektualistów i polityków „starej emigracji”, w wielu krajach na czele ukraińskich ruchów w diasporze stanęła ograniczona intelektualnie, prymitywna w swych motywacjach grupa filistrów. Owi „działacze” przekształcają „ukraińskość” w pewnego rodzaju mały biznes skupiony wokół „koryta” (dużego biznesu nie są w stanie na tym ukręcić z powodu własnych ograniczeń). Dlatego ukraińska społeczność w krajach swojego zamieszkania często staje się zatęchłym, zamkniętym w sobie, wyalienowanym z otoczenia gettem, którego przywództwo żyje z „festiwali ukraińskiej pieśni”, ze sprzedaży wyszywanek chińskiej produkcji oraz różnorakich dotacji „dla mniejszości” (skala biznesu być może jest nieco większa, ale nie sądzę).

Wykop Skomentuj134
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka