12 obserwujących
172 notki
147k odsłon
  276   0

Inflacja zawsze zła? A może czasami dobra, wręcz konieczna?

Nie chcąc grzęznąć w rozważania teoretyczne, sofizmaty, dylematy i aksjomaty wzięte z powietrza proponuję dyskusję nad zupełnie prostym przykładem.

Otóż mamy fryzjera męskiego Jana Kowala. Nasz fryzjer bierze za strzyżenie kwotę 20,00 złotych i poświęca na tę czynność 20 minut. Jest więc w stanie maksymalnie osiągnąć przychód godzinny w wysokości 60,00 złotych.

Jego kolega w innym, bogatszym kraju europejskim, Hans Schmidt bierze za to samo strzyżenie 20,00 euro i też zajmuje mu to 20 minut. Maksymalny przychód godzinny to 60,00 euro.

Inny jego kolega po fachu John Smith bierze od łebka po 20,00 funtów, czyli na godzinę wyciągnie nawet 60,00 funtów.

I teraz pytanie: w jaki sposób nasz Jan Kowal ma kiedykolwiek osiągnąć przychody na poziomie bogatych krajów Europy? Tak, aby nasz fryzjer spotykając się z obywatelami bogatszych krajów nie czuł się "ubogim krewnym" i gdy (powiedzmy) za 30 lat osiągnie wiek emerytalny, stać go było na wyjazd w okresie jesienno - zimowym (poza szczytem sezonowym) stać go było przynajmniej raz na kilka lat spędzić kilka tygodni na cieplejszym i słonecznym Południu?

Z polskiej teorii i praktyki po 1989 r. mamy dwa rozwiązania:

a) Fryzjer musi radykalnie zwiększyć wydajność swojej pracy, a wtedy będzie mógł więcej zarobić. Jest to, nazwijmy umownie, szkoła Balcerowicza, stosowana w przeszłości i bardzo popularna w części mediów. Ale proste obliczenia wskazują, że aby dogonić Hansa Schmidta czy Johna Smitha nasz fryzjer musiałby w porywach strzyc na godzinę 14 - 15 klientów!

b) drugi sposób jest stosowany przez obecnie rządzącą Koalicję. Z grubsza polega on na stymulowaniu wzrostu płac poprzez regularne i znaczące podwyżki płacy minimalnej oraz rozbudowany system wyrównywania dochodów zwany przez przeciwników "rozdawnictwem pieniędzy". W ten sposób kreuje się wzrost siły nabywczej klienteli fryzjera, co pozwala mu na stopniowe, ale coroczne podwyższanie cen swojej usługi w okolicach 5 procent rocznie. Jak łatwo (z pomocą kalkulatora) można obliczyć, po 30 latach takiej praktyki nasz fryzjer może (przynajmniej nominalnie) osiągnąć poziom przychodów, a w ślad za tym i poziom życia, swoich kolegów po fachu w innych krajach. Oczywiście tamte kraje nie stoją w miejscu, ale ... niektóre (niestety) zaczynają się cofać z poziomie życia. Przy czym jedna konieczna uwaga: życie nawet w najbogatszych krajach to nie bajka, a już na pewno nie dzisiaj. Koszty usług są wysokie, znam Polaków z brytyjskim paszportem, którzy latają do Polski do dentysty, bo nawet dla ubezpieczonych taniej wychodzi płatna usługa w Polsce. Sam się o tym przekonałem, gdy kilkanaście lat temu pracując na umowę w jednym z krajów Unii poszedłem do dentysty na prosty zabieg i musiałem na wejściu zapłacić 20,00 euro "opłaty stałej za wizytę". O cenach piwa w restauracjach, gdzie cenniki są w funtach nawet nie wspomnę. Może Siukum tu zawita, to jako ekspert się wypowie.

Ale z drugiej strony w takich krajach towary masowe są relatywnie dużo tańsze i kupno nowego iPhone'a za gotówkę czy używanego, ale porządnego samochodu nie rozwala budżetów przeciętnej rodziny.

A co inni o tym sądzą? I co sądzi Administrator? Da to na SG, aby sondaż był bardziej reprezentatywny?

Lubię to! Skomentuj41 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka