46 obserwujących
350 notek
352k odsłony
4323 odsłony

Jeszcze Ameryka nie zginęła…

Wykop Skomentuj75

Wcale nie chodzi tu o mocarstwową rolę Ameryki na arenie międzynarodowej, bardziej interesujące jest pytanie czy może prawdziwej Ameryki już nie ma? Czy w kolejnych odsłonach w starciu z globalizmem potrafi mu się oprzeć i nie da się zepchnąć do rezerwatu państw wydmuszek przy okazji uderzeń chińskiego kung-flu? W dzisiejszym świecie ścierają się dwie główne siły, jedna skupia tradycyjnych obleśnie bogatych, chciwych kontroli banksterów, rewolucjonistów z Nowego Porządku światowego połączonych z wypasionymi korporacjami i najzwyklejszych komuchów. Druga będąca już w odwrocie jest przedłużeniem historycznych państw narodowych jakie znamy, kultur tożsamości opartych o cywilizacje wyrosłe z religii i oparte o aspirowanie do szacunku do godności, praw i wolności człowieka pochodzących od Boga, a niekoniecznie od jakiegoś komitetu bogatych watażków.image

https://storage.googleapis.com/afs-prod/media/c57ee45a7e4747d48b5fc085feac78e7/1000.jpeg  

Nasze polskie doświadczenia w ogromnej mierze należą i pochodzą z tego drugiego historycznego świata. Od ponad tysiąca lat pływamy w europejskim, do niedawna chrześcijańskim międzymorzu i nasze losy układały się różnie, raz na wozie, raz pod wozem. Jednak zachowaliśmy swoją odrębną tożsamość między ortodoksyjnym wschodem, a protestanckim zachodem w ostatnich wiekach odbierając wielkie baty szczególnie od socjalistycznych totalitaryzmów, tak od międzynarodowego jak i od etnicznego. Nasz kontakt z dzisiejszym globalizmem wyjaławiajacym patriotyzm, religję, ludzką godność i naszą tożsamość zaczął się na stole magdalenkowego oszustwa, kiedy to Jaruzelski/Wolski jak Mojżesz przeprowadził “morze czerwone” po naszych polskich nadziejach na niepodległą i suwerenną POLSKĘ. Do dziś mamy trudności z samooczyszczeniem się z tamtego kameleonowego plugawego oszustwa. Wtedy po urwaniu się z czerwonego imperium posmakowaliśmy medialnie słodkiego kapitalizmu w globalistycznym wydaniu. Niestety ten wirus zmutował się szybko wśród tzw. polskich elit i do dziś jesteśmy już w innym wydaniu raz na wozie, raz pod wozem...

Trwają dyskusje i próby rozpoznania skąd tak naprawdę nadchodzi największe dla nas Polaków niebezpieczeństwo? Jedni optują osłonowo za wybraniem opcji niemieckiej, czyli za wchłonięciem Polski przez Unię Europejską, czyli mówiąc prosto przez Mitteleuropę, czy IV Rzeszę (ot, semantyka!). Dzięki poprzednim rządom ta opcja już jest w dużym stopniu zaawansowania. 

W ostatnich latach wiele zyskuje opcja oparcia się o ciągle światowego hegemona jakim jest USA. Krytycy mogą powiedzieć, że to jest mało kreatywne odgrzewanie międzywojennej myśli piłsudczykowskiej, dla której sojusz z ówczesnym (ale już bankrutującym) światowym mocarstwem Wielką Brytanią (i wcześniej jej satelitą Francją) był realizacją strategicznych polskich marzeń rzekomo zabezpieczający nasze bezpieczeństwo. Przed II wojną światową unikaliśmy jak ognia zbytniego zbliżenia się czy to do nazistowskich Niemiec, czy to do Sowieckiej Rosji. Piłsudski zalecał swoim spadkobiercom utrzymania polityki jednakowego dystansu do Moskwy i do Berlina, a jak się już dłużej nie uda to broń Boże nie łączyć się z żadnym z totalitarnych sąsiadów, ale podpalić cały świat! Płk. Józef Beck był w stanie ten plan wykonać. Piłsudski z doświadczenia swojego pokolenia w światowej wojnie upatrywał możliwość ponownego odrodzenia Rzeczpospolitej wśród powojennych zgliszczy. Niestety czasem sprzeczności ideologiczne ustępują schematom rozwiązań historycznych i potrzebie chwili. Czyli Niemcy i Rosja nie bacząc na różnice między socjalizmem międzynarodowym, a etnicznym wspólnie zniszczyły Polskę i zanim zwarły się we wspólnym wyniszczającym uścisku miały czas na zgładzenie dużej części polskiego żywiołu narodowego i polskich elit.  

Tak więc zgadzając się na opcję niemiecką, której flagowym reprezentantem jest Tusk, zgodzilibyśmy się na dalsze stopniowe wchłanianie Polski przez naszych odwiecznych “przyjaciół” z zachodu. Można tu zauważyć, że nie dość, że w tej wersji przewidziana nam jest rola kolejnego landu i niemieckiej montowni, to nie produkujemy już nawet Syrenki, Warszawy, czy “malucha”, ale nawet “Wozów Drzymały”. Dlatego Polacy odetchnęli z nadzieją kiedy obecnie rządząca opcja polityczna obozu PiS jednak wróciła do strategii postrzegania i szukania sojuszy zbliżonych do tej z II RP. Wiem, wtedy nam to nie mogło wyjść na zdrowie, bywają sytuacje bez wyjścia, ale nic dwa razy się nie zdarza...

Niestety część polityków “Konfederacji” rzuca możliwość montowania jakiejś wersji sojuszu z Rosją, co prawda już tylko mentalnie sowiecką, ale tą dobrze znaną nam ze wspólnej historii. Są pewne oskarżenia o importowanie z tamtego kraju strategicznych materiałów zwanych onucami. Zresztą Rosjanie mimo, że w czasach kryzysów lubią inwestować w agresję, sami mają co sklejać wobec ruiny wpływów ze swojej “stacji benzynowej” jak i narastającego strategicznego chińskiego zagrożenia. Choć oczywiście z polskiego punktu widzenia bardzo ważne jest utrzymanie tak “niepodległej” Ukrainy jak i Białorusi. 

Wykop Skomentuj75
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka