54 obserwujących
364 notki
409k odsłon
333 odsłony

Marek Marian Piekarski,13-ta rocznica śmierci. Wspomnienie…

Wykop Skomentuj1

W styczniu 1986 r. wyszedł pierwszy numer dwutygodnika społeczno-politycznego „Wiadomości”. Ta pracowita przygoda grupki szaleńców trwała aż 4 lata! Pochłonęła nam wiele czasu i sił, dając namiastkę satysfakcji z uczestniczenia w dalszej walce z komuną. Skończyła się wraz z porozumieniem okrągłostołowym, ale w ostatnich miesiącach, kiedy Janek Karandziej już powrócił do Kraju, a my z Zdziśkiem Krowickim przestaliśmy wierzyć w teatr gen. Kiszczaka i Wałęsy w Magdalence, to właśnie Marek faktycznie prowadził „Wiadomości”. Z ciekawostek powiem, że w redakcji współpracował z nami dzisiejszy prof. dr Jan Marek Chodakiewicz. Wydawanie dwutygodnika własnym sumptem bardzo nas zbliżyło, nawet ze względu na konieczność pozostawania w ciągłym kontakcie i właśnie te kontakty z mniejszym natężeniem kontynuowaliśmy przez następne lata.

Marek opowiadał mi zabawną historię z okresu kiedy po przylocie do Kalifornii zamieszkali z Jolą i dwiema córkami Celiną i Agnieszką w miasteczku Pittsburg leżącym przy delcie wpadających do oceanu rzek Sacramento i San Joaquin (na północ od San Francisco). W tym czasie USA przechodziły poważny kryzys ekonomiczny i przy braku ofert zatrudnienia, nie raz trzeba było podejmować trudne męskie decyzje. Otóż Marek spróbował sił w tzw. ogródkach, czyli koszeniu klientom trawy i ogólnym pielęgnowaniu i upiększaniu traw, roślin, drzew. W związku z tym zakupił pewien konieczny sprzęt w tym spalinową kosiarkę wydając na ten cel wszystkie posiadane zasoby. W Wigilię Bożego Narodzenia późnym wieczorem w rodzinnej atmosferze dzieci rozpakowywały swoje prezenty, a i Markowi dobry Święty Mikołaj przyniósł upragnioną strzelbę, tak aby twardziej i bezpieczniej poczuł się na ongiś kalifornijskim dzikim zachodzie.

 W pewnym momencie świąteczną rodzinną sielankę przerwało jednak gwałtowne szczekanie psa sąsiadów, którego nie dało się dłużej ignorować. Ku swojemu przerażeniu, po zapaleniu zewnętrznego światła, Marek zdumiał się tym co zobaczył. Otóż dwóch mężczyzn właśnie usiłowało troskliwie wynieść jego kosiarkę przez płot ogrodzenia. Instynktownie chwycił za właśnie rozpakowaną strzelbę, krzycząc bojowo do żony aby wydobyła i podała mu amunicję i instrukcję obsługi strzelby. Kątem oka w biegu zdążył jeszcze raz spojrzeć na załączone schematy i rysunki. Po pierwszych kilku strzałach w przeszyte grozą powietrze złodzieje porzucili zawieszoną już na ogrodzeniu maszynę i klnąc na czym świat stoi w ten święty wieczór w popłochu uciekli. I tak rozdygotany, po lepszym zabezpieczeniu sprzętu, Marek dumny jak paw wrócił do domu…

Pamiętam, kiedy szef wojskowej junty zamachowców gen. Jaruzelski przybył do Nowego Jorku na sesję ONZ, Marek zorganizował grupę wśród naszych kolegów, aby polecieć do N.J. i protestować przeciwko wizycie Jaruzelskiego (wrzesień 1985 r. spotkanie z Rockefellerem, czyli kamień węgielny pod okrągły stół). Chciałbym tylko przypomnieć, że wtedy byliśmy bardzo biedni i większość uczestników wyprawy z San Francisco do N.J., kupiła bilety na kredyt w polskiej unii kredytowej POLAM…

Razem udzielaliśmy się w Kongresie (Polish American Congress) w Północnej Kalifornii w okresie prezesowania prof. Dr Jerzego „Jura” Lerskiego (lwowiak, historyk, cichociemny, powstaniec warszawski w rządzie londyńskim sekretarz premiera „odmowy jałtańskiej” Tomasza Arciszewskiego), gdzie Marek przez kilka lat był członkiem zarządu PAC.

Środowisko dwutygodnika społeczno-politycznego „Wiadomości” w trudnych dla Polski latach nie tylko działało „na papierze”, Marek, obok Andrzeja Kaszuby, Janka Karandzieja , niżej podpisanego i wielu innych podjął wysiłki zbierania funduszy dla walczącego z komuną podziemia. W styczniu 1987 z inspiracji odwiedzającego nas Andrzeja Gwiazdy (z żoną Joanną) założyliśmy organizację „FREEDOM”, która zbierała i wysyłała środki finansowe dla podziemnego ruchu oporu w Polsce oraz propagowała informacje na temat ruchu oporu w Kraju. Na „FREEDOM” wpłynęło $5,465.02 i 10DM, główni odbiorcy to „Solidarność”, „Solidarność Walcząca”, „Kluby Służby Niepodległości”, wydawnictwa podziemne. Są potwierdzenia np. z Piotrkowa Trybunalskiego (prasa podziemna- kontakt „Pietrek”- z-ca przew. Zarządu Regionu „S”, Józef Kowalczyk), czy ulotka podziemna z (!) Ukrainy z podziękowaniami dla „FREEDOM” za donacje. Część kontaktów pochodziła od Andrzeja Gwiazdy, Kornela Morawieckiego, Jana Karandzieja (którego goście dobrze znali z Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża), czy Doroty Lipińskiej (Warszawa).

Marek był człowiekiem wielu pasji. Razem z Jolą (34 lata małżeństwa) z namiotem często ruszali w Kalifornię niejednokrotnie kusząc i nas tutejszym pięknem natury, wspólnie spędziliśmy wiele uroczych dni i rozdyskutowanych wieczorów pod namiotami za co jestem mu ogromnie wdzięczny. Marka ciągnęło ciągle w świat, w nowe przestrzenie, tak jakby wyczuwał, że zegar mierzący jego czas zaczyna się przestrajać na czarno. Więc były: Londyn, Puerto Vallarta (Meksyk), Hawaje, Chicago, Nowy Orlean (gdzie mieszkała młodsza córka Agnieszka), Memphis etc.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura